[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!









Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
TWÓJ BLOG
INNE WPISY
TEGO BLOGERA
NAJNOWSZE KOMENTARZE
Paranormalium >> Blogi >> :D.N.K.T: (dyskusja na każdy temat)
Poczekalnia#1


Dodano: 2018-01-21 04:44:36 | Wyświetleń: 320
 
Tagi:

- Proszę pana, niech pan się obudzi!

Zerwałem się gwałtownie, ręką przesłoniłem oczy bo słońce raziło mnie aż tak że nie mogłem rozchylić szerzej powiek.

          - Gdzie, gdzie ja jestem, i co się dzieje?

Wychrypiałem z ledwością, a w tym samym czasie uderzyło mnie uczucie że właściwie nie wiem kim jestem.

- To chyba jakaś plaża… .

Powiedziała dziewczyna, która przed chwilą mnie obudziła. Oczy już przyzwyczaiły się do słońca, i teraz zobaczyłem że była szczupła włosy miała ciemno brązowe opadające na ramiona niczym wodospad a ubrana była w zwiewną lekko prześwitującą sukienkę.

- Przepraszam panią, ale kim pani jest, kim ja jestem i skąd się tu wziąłem?

          Zapytałem zdezorientowany. Nie wiedziałem kim ona jest ale wydawało mi się że już widziałem wcześniej jej twarz.

- Nie wiem kim jestem, i nie mam pojęcia kim pan jest… . Tak samo jak pan obudziłam się na tej plaży.

          Rozejrzałem się wokoło, na piasku było mnóstwo śladów stóp ale nikogo nie było widać.

- Przepraszam, ale… .

          Powiedziała jak gdyby wahała się czy może zapytać o to obcą osobę.

- Pytaj śmiało.

          Zdawałem sobie sprawę że o cokolwiek zapyta, najprawdopodobniej nie będę potrafił jej odpowiedzieć.

- Chciałam zapytać czy pan cokolwiek pamięta? Jakieś imiona bliskich, swój adres, numer telefonu, cokolwiek. 

          Tak jak sądziłem nie potrafiłem jej odpowiedzieć. Nie mogę przypomnieć sobie czy mam jakąś rodzinę, lub dom. Ten brak jakichkolwiek wspomnień zaczynał mnie męczyć.

- Niestety nic nie pamiętam.

          Usiadłem na piasku który był wilgotny, czułem to dokładnie, delikatny wiatr owiewał moją twarz niosąc woń morza. Dziewczyna usiadła koło mnie. Zdziwiło mnie to bo byliśmy dla siebie obcy,

nic o sobie nie wiedzieliśmy, a ona zachowywała się tak jak by mi w pełni ufała.

- Adam, będziesz miał na imię Adam.

- Słucham?

Wytrzeszczyłem oczy. Nie miałem pojęcia  o czym ona mówi. Odnosiłem wrażenie że moja towarzyszka chyba zwariowała.

- Skoro nie pamiętamy swoich imion, to będę Cię nazywała Adam, a ty wymyśl jakieś imię dla mnie.

          Na jej do tej pory poważnej twarzy rozjaśniał uśmiech, a w oczach zobaczyłem coś co mnie rozbroiło.

- Nie wiem, nie mam pojęcia jak niby masz na imię.

- Ja nie pytam się Ciebie jak mam na imię, tylko  proszę Cię żebyś wymyślił dla mnie jakieś ładne imię.

          Spojrzałem w niebo, było piękne błękitne tylko tu i ówdzie były delikatne postrzępione obłoki. W tej chwili męczące uczucie bezradności wobec braku pamięci gdzieś uleciało, wziąłem głęboki wdech i spojrzałem jej w oczy.

- Marta, niech będzie Marta… .

          Dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej i opadła na plecy, leżąc tak na piasku zamknęła oczy i chyba zasnęła. Ja też stwierdziłem że chyba się położę, oczy same mi się zamknęły. Przed oczami pojawił mi się obraz karetki, noszy a na nich Marty… .

- Tracimy go.

- Rozpoczynam masaż serca.

          Obudziłem się z mętlikiem w głowie, Marta tez już wstała, przechadzała się nerwowo, coś mrucząc pod nosem.

- Stało się coś? Coś sobie przypomniałaś?

          Podszedłem do niej i zapytałem. Była trochę zdenerwowana i smutna, ale po chwili znowu się uspokoiła.

- Miałam dziwny sen, widziałam lekarzy i pielęgniarki, chyba byłam w szpitalu.

Poczułem na plecach zimny dreszcz. To dziwne że i ja miałem sen o tym że zabiera ją karetka, pomyślałem. Zastanawiałem się przez chwilę ,czy powiedzieć jej o tym co mi się przyśniło.

- A tobie coś się przypomniało?

- Nic, kompletnie nic.

          Bałem się że znowu się zdenerwuje, więc wolałem nic jej o tym nie mówić. Na niebie zaczęły mrugać gwiazdy, przeszedłem się po plaży i pozbierałem trochę drewna na ognisko, z kieszeni wyjąłem zapalniczkę

I rozpaliłem ogień. Marta zaczęła wpatrywać się w płomienie a w jej oczach pojawiły się łzy.

- Dlaczego płaczesz?

- Nie wiem czy to tylko sen, mam złe przeczucia. Boję się że stało się coś złego a ja nie mam pojęcia co… .

          Przybliżyłem się do niej i delikatnie objąłem ją ramieniem. Marta spojrzała na mnie zdziwiona i zaskoczona.

- Czy ty się do mnie przystawiasz?

          Zapytała z lekkim uśmiechem.

- Nie no skąd.

Odpowiedziałem maskując zażenowanie. Marta przybliżyła się jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak wpatrzeni w ogień co jakiś czas dokładając do ogniska. Drewno cicho trzaskało, ciepły dym omiatał nas a gwiazdy nad nami mrugały. Gdyby to była randka, była by cholernie romantyczna tylko wina brakuje pomyślałem. Marta jak gdyby czytała w moich myślach wstała.

- Może to dziwne, ale mam ochotę tańczyć.

- Nie mamy żadnej muzyki.

          Powiedziałem i wtedy usłyszeliśmy że ktoś gra na gitarze. Szybko pobiegliśmy w kierunku dźwięku. Za wydmą zobaczyliśmy ognisko i siedzących przy nim dwoje starszych ludzi. Mężczyzna grał na gitarze chyba dla swojej żony. Kobieta miała piękny uśmiech i wtulała się w jego ramie które delikatnie trącało struny. Podeszliśmy powoli i przywitaliśmy się.

- Dobry wieczór.

- Dobry wieczór, nie jesteście za młodzi żeby tu być?

          Bardziej stwierdziła niż zapytała kobieta. Starszy pan odłożył gitarę i wskazał ręką miejsce gdzie mamy usiąść.

- Mam na imię Michał, a to moja żona Natalia.

- Miło nam, ja jestem… .

          Marta zauważyła że się zawahałem i przerwała mi.

- Jestem Marta, a to Adam. Czy wiedzą państwo gdzie jesteśmy? Chyba się zgubiliśmy… .

- Jesteście tu gdzie nie powinno was być.

          Powiedział pan Michał. Marta chyba się przestraszyła bo złapała mnie za rękę tak mocno że poczułem jej paznokcie wbijające się w moją dłoń.

- Nie bójcie się, nic wam nie zrobimy. Siedzimy tu w tym romantycznym zakątku. Czekając na nasze dzieci, niedługo tu przyjdą.

          Pani Natalia posmutniała, podniosła kieliszek wina do ust.

Pomyślałem sobie ze chyba nie chce żeby tu przyszli, poczułem się tak jakbyśmy przeszkadzali im w tym ich romantycznym spotkaniu.

- Poczekajcie jeszcze. Skoro już tu jesteście porozmawiajmy dawno nie mieliśmy okazji by od tak po prostu pogadać z kimś nowym.

-Nowym? O co wam chodzi?

          Zapytałem. Tym razem i ja poczułem lekkie zaniepokojenie.

Pan Michał podał mi dwa kieliszki, jeden dla mnie drugi dla Marty. Pani Natalia nalała nam trochę wina.

- Jesteście tam gdzie mieliście się spotkać.

Pan Michał powiedział to tak jak by to miało nam wszystko wytłumaczyć i było to oczywiste. Podniósł gitarę, i zaczął grać melodię smutną a zarazem romantyczną. Marta przytuliła się do mnie kładąc głowę na moim ramieniu.

          Te wszystkie enigmatyczne odpowiedzi, które rodziły jeszcze więcej pytań niż wyjaśniały, amnezja moja i Marty, dziwne sny. To było zbyt wiele. Zacząłem podejrzewać że to tylko mi się śni, a ja zaraz się obudzę. Pani Natalia spojrzała na mnie i uśmiechnęła się tak jakoś dziwnie, jakby i ona czytała w moich myślach… .

- Adamie, nie możemy powiedzieć wam wprost gdzie jesteście ani dlaczego tu jesteście. Pogódźcie się z tym, a na razie po prostu bądźcie i czekajcie. Marta nie wytrzymała.

- Na co mamy czekać i z czym mamy się pogodzić?

          Pan Michał przestał grać, wstał i poprosił nas żebyśmy przeszli się i uspokoili.

- Wróćcie jak zrozumiecie.

          Dodał, podając nam nieodkorkowaną butelkę wina. Wróciliśmy do naszego ogniska które już prawie zgasło. Marta podniosła z piasku muszelkę i podała mi ją prosząc żebym schował ją do kieszeni na później. Otworzyłem butelkę i usiedliśmy, oddali nadal było słychać gitarę.

- To na czym stanęliśmy, chyba mieliśmy zatańczyć.

          Marta wstała i uśmiechnęła się do mnie, ale ja nie potrafiłem poskładać myśli. To wszystko mnie przerasta.

- „Jesteście tam gdzie mieliście się spotkać”, „prostu bądźcie i czekajcie”.

Marto, a tobie jak się wydaje o czym oni mówili?

- Jak zatańczymy to może Ci powiem.

          Marny jest ze mnie tancerz, właściwie to nie potrafię tańczyć.

Marta wtuliła się we mnie, jej policzek delikatnie musnął moją szyję.

Muzyka wyznaczała nam rytm, ogień rzucał blask na jej włosy. W tej jednej chwili zapomniałem o wszystkich zmartwieniach i pytaniach bez odpowiedzi. Nic o niej nie wiem, praktycznie nie rozmawiamy, pomyślałem sobie a jednak czuję że jest mi bliska.

          Chyba się w niej zakochałem, czyta mnie jak otwartą książkę, jeśli tak jest to i moim śnie wie.

- Adam… . Czy wiesz co się stało?

- A co miało się stać?

          Marta zatrzymała się w tańcu i spojrzała w moje oczy, podniosła swoją dłoń do mojej twarzy i delikatnie pogładziła moje usta.

- Adam, wiesz o co pytam, dlaczego tu jesteśmy... .

- Nie wiem i nie daje mi to spokoju.

- Ja już wiem ale nie mogę Ci tego jeszcze powiedzieć.

          W tej chwili cały romantyzm prysnął. Marta ponownie uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę.

- Chodźmy do tych ludzi.

          Poszliśmy powoli za wydmy, Pan Michał wstał a pani Natalia posadziła nas przy ogniu.

- Szybko uporałaś się  z tym co się z wami stało… .

Pani Natalia zagadnęła pierwsza Martę a ta uśmiechnięta odwróciła się w moją stronę.

- Umieramy… .

          Poderwałem się i mało brakowało a przewrócił bym się o koc na którym wcześniej siedziałem.

- O czym ty mówisz, jak to umieramy.

Wszystkie wcześniejsze problemy zbladły przy tym co powiedziała Marta. Poczułem się jakbym miał zemdleć i dopiero teraz zauważyłem że nie czuję bicia swojego serca… . Marta Doskoczyła do mnie i jeszcze raz mnie przytuliła.

- Uspokój się, im szybciej zrozumiesz to co się tu dzieje, tym szybciej zaznasz spokoju.

- Jak to umieramy. Przecież jestem, widzę, słyszę i czuję. Ty też tu jesteś, to znaczy że też umierasz? Oni też umierają?

Gospodarze popatrzeli po sobie zaskoczeni i roześmiali się cicho.

- Adam, posłuchaj mnie ja już jestem spokojna, pogodziłam się z moim losem. I wiem że mnie kochasz. Musisz wiedzieć że i ja Cię kocham. Na drodze którą jechałeś na tę plaże był wypadek. Auto którym jechałeś uderzyło w tył mojego auta, po czym wypadliśmy z drogi.

          Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Przed moimi oczami pojawił się obraz auta które dachuje. W ustach czuję krew a klatka piersiowa boli mnie nie dając złapać oddechu. Widzę Karetkę Martę na noszach, jej zwiewna sukienka jest zakrwawiona. Zacząłem płakać, upadłem na kolana i zacząłem bić pięściami w piach. Marta dotknęła mojej głowy i klęknęła obok mnie.

- Uspokój się. Mieliśmy się tu spotkać, i spotkaliśmy się. Zawsze się kochaliśmy, i zawsze będziemy kochać. Nie było nam dane tym razem przeżyć wielu pięknych chwil. Ale Ja na Ciebie zaczekam.

          Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę, to było nie realne ale tak dokładnie opisywało to co zobaczyłem i poczułem. Jeśli to prawda to nie wybaczę sobie tego co się stało. Jak mam pogodzić się z tym że umieram, tracę miłość której nie znam ale jest na wyciągnięcie ręki.

- Zobaczymy się szybciej niż Ci Się wydaje. I znowu będzie nam dane zatańczyć na tej plaży.

          Marta pocałowała mnie w czoło, nagły ból zaczął rozrywać moją klatkę piersiową przed oczami mi pojaśniało. Obudziłem się w szpitalnym łóżku nie czułem ciała poza bólem w klatce piersiowej. Odwróciłem wzrok w stronę drzwi, były zamknięte, chciałem krzyczeć ale jakaś rura w moim gardle zaczęła mnie dławić. Po jakiś piętnastu minutach do pokoju weszła pielęgniarka.

- Doktorze! Pacjent się obudził!

Do Sali wszedł jakiś młody lekarz, był bardzo zdzwiony widokiem obudzonego pamięta.

- Ktoś tam na górze nad panem czuwa to prawdziwy cud że pan żyje. Stracił pan płuco, połamane żebra uszkodziły serce. Nie mam dla pana dobrych wieści jest pan w stanie krytycznym. W tym momencie straciłem przytomność, nic mi się nie śniło nie było plaży, nie było niczego.

          Kolejne tygodnie w szpitalnym łóżku były jak męka, cierpiałem z każdym oddechem, a słowa ledwie słyszalne przelatywały obok odwiedzających i personelu nie zauważone. Gdy zebrałem się na krzyk pielęgniarka podeszła do mnie, a jednak ma pan głos. Siostro co się stał z pacjentką z wypadku którą ze mną przywieziono.

- Przykro mi pani Marta zmarła tego samego dnia.

          Marta?

A jednak miała na imię Marta. Uśmiechnąłem się w duszy, a w tym samym momencie zacząłem płakać. Serce zabolało mnie, a przed oczami zaczęło mętnieć. Zacisnąłem pięści i w tej chwili ból ustąpił.

Poczułem woń morskiego wiatru, jeszcze raz spojrzałem w stronę drzwi. Marta stała tam uśmiechając się do  mnie. Nie czułem już bólu, wstałem z łóżka, razem z Martą przeszliśmy przez drzwi. Znowu byliśmy na tej plaży ale tym razem było tu mnóstwo ludzi.

  

 

 

 

     

           

      

 

 

           

Komentarze do wpisu
Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!


    MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
    Copyright © 2004-2018 by Radio Paranormalium