Kobieta w kulturze i literaturze średniowiecza

Tutaj możesz napisać dla nas nowy artykuł
Awatar użytkownika
Serephinea
Dyskusjoholik
Dyskusjoholik
Posty: 790
Rejestracja: 2006-11-27, 17:36
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Kobieta w kulturze i literaturze średniowiecza

Post autor: Serephinea » 2007-04-18, 12:09

Media aetas - wieki średnie; w taki sposób włoscy humaniści nazywali epokę poprzedzającą renesans. Był to czas powstawania wielkich ideologii, silnej wiary, a także okres wielu ważnych wydarzeń w Europie. Szczególnie emocjonujący zaś dla Polaków, gdyż nasze średniowiecze rozpoczynała jedna wielka data: 966r.- chrzest Mieszka I, a tym samym chrzest całej Polski.
Średniowiecze, około XI wieku, ukształtowało trójdzielny schemat, który zdominował koncepcję społeczeństwa chrześcijańskiego. Lecz nie przyznawał on kobietom żadnego szczególnego w nim miejsca. Wśród rycerstwa, duchowieństwa i chłopów, czyli owej piramidzie społecznej, nie było „stanu kobiecego”.
Jednak kobieta w średniowiecznej koncepcji społeczeństwa miała swoje miejsce, które dawało jej ciało, płeć i stosunki rodzinne. Rola kobiety ograniczała się do zamążpójścia, rodzenia dzieci, opiekowania się mężem, potomstwem i całym gospodarstwem. Nie miały one praw, możliwości decydowania o własnym życiu, nie mówiąc już o ich analfabetyzmie. Nawet chrześcijaństwo średniowieczne potępiało je. Kobiety, więc w takim świecie były nikim, lecz nawet w takiej epoce udało się niewielu, ale jednak, wydostać się spod jarzma mężczyzn i wpisać się na trwałe w kulturę i historię średniowiecza.
Utarte jest już stwierdzenie, że epoka średniowiecza jest tą mroczną, barbarzyńską, która znajdowała się pomiędzy dwoma świetnymi epokami: starożytnością i renesansem. Jednakże początek XII w. Udowodnił, że jest to także czas dobry, poprzez objawienie się nowej uczuciowości.
Starożytność znała uczucia względne, ograniczone miarą ludzką. Miłość Boga była czymś nowym, nieznanym, nawet w Izraelu. Miłość ziemska zwykle wyrażała się w uczuciu, a przyjaźń w ujęciu filozofów greckich miała w sobie coś ograniczonego, określonego przez człowieczeństwo. Gdy pojawiło się chrześcijaństwo, powstała także nowa postawa uczuciowa.
Nieskończona miłość Chrystusa, Syna Bożego do ludzi musiała wywołać te same emocje, również absolutne i nieskończone. To właśnie motyw śmierci Jezusa na krzyżu kształtował religijną uczuciowość wczesnego średniowiecza. Z chwilą, gdy średniowiecze zaczęło dochodzić do rozkwitu w początkach XII w., przejawiła się też w formie pełnej i doskonałej nowa emotywność, zarówno świecka jak i religijna. Absolutna, nieograniczona miłość Boga miała swe refleksy i przerzuty na uczuciowe życie doczesne.
Taką formą uczuciowości w średniowieczu zasłynęły dwie pary: Heloiza i Abelard, oraz Tristan i Izolda. Heloiza i Izolda są przykładem kobiet, których miłość była silniejsza niż śmierć. I właśnie dzięki takiemu wszechogarniającemu uczuciu stały się wzorem znanym i naśladowanym do dziś.
Historia pierwszej z nich- Heloizy, powiedziałabym, że jest bardziej zagmatwana i okrutniejsza od dziejów Izoldy.
Heloiza była jedną z tych kobiet w średniowieczu, na którą patrzyło się z szacunkiem, podziwem i, co tu dużo mówić, ze zdziwieniem. Jej przybycie do mało popularnego wtedy Paryża wywołało duże poruszenie. Piotr Wielebny pisał o niej w taki sposób: „Słyszałem w tym czasie, jak mówiono o bardzo rzadkim zjawisku, że jest taka młoda kobieta, która choć wcale jeszcze nie wyzwolona z światowych więzów, wszystkie swe siły i cała duszę poświęca zdobywaniu świeckiej co prawda mądrości. Przy tym żadne powaby i próżność świata, żadne rozrywki i przyjemności nie mogą jej odciągnąć od tego pożytecznego postanowienia i chęci uczenia się sztuk wyzwolonych”.
Heloiza była bardzo młoda, nie ukończyła nawet 18 lat, a już zaczęła studiować filozofię, przy czym, nie zamierzała być mniszką. We wczesnym średniowieczu kobieta chcąca się uczyć nie była niczym dziwnym, o ile uczyła się za murami klasztoru. Lecz Heloiza, kiedy inne panny w jej wieku marzyły jedynie o balach, strojach, myśli tylko o nauce, że jedyną jej ambicją jest studiować i że z powodzeniem zabiera się do filozofii, której nie mogło sprostać wielu mężczyzn, to z trudem mieściło się w głowach. Potem Piotr Wielebny, wyrażając jej swój podziw, napisze do niej tymi słowy: „Podczas kiedy prawie cały świat przez wstrętne lenistwo znajduje się w stanie drętwoty i czuje odrazę do tego rodzaju wysiłków, kiedy mądrość nigdzie nie może odszukać miejsca, gdzie by mocno stanęła swą stopą, już nie powiem wśród kobiet, które się najzupełniej nie zajmują nauką, ale nawet wśród samych męskich umysłów, ty- przez swoje godne pochwały zamiłowanie do nauk nie tylko przewyższałaś wszystkie kobiety, lecz także pokonałaś prawie że wszystkich mężczyzn.”
Lecz przedstawiając jej historię chciałam, nie tyle pokazać niezwykłe ambicje i możliwości tej kobiety, ile ogromne pokłady czułości. „Już przy pierwszym spotkaniu Heloiza wyznała mu tę wyłączną miłość, której pozostanie wierna do ostatniego tchnienia. Jest to gwałtowne uczucie, którego nic nie może ostudzić ani osłabić, bo Heloiza jest natura bezkompromisową. Jest zbyt młoda, zbyt naiwna, zbyt zakochana, aby przyszło jej do głowy, że pojawienie się Abelarda w ich domu i w jej pokoju jest wynikiem dość niskiego wyrachowania, że nie ożywia go uczucie, jakie ją nawiedziło. Heloiza kocha. Będzie kochała całe życie. Abelard przejdzie różne stadia i metamorfozy uczuć, Heloiza- nie. W tym będzie jej wielkość, a chwilami, jak zobaczymy, jej słabość. Jej uczucie nie zmienia odcieni, nie ma w nich skazy: jest to Miłość.”
Abelard zamieszkał w domu Heloizy i jej wuja Fulberta. Jak łatwo można się było domyślić, kochankowie zostali przyłapani. Fulbert wygnał Abelarda z domu. Jednak ich uczucie wydało na świat owoc- uprowadzona przez kochanka Heloiza, w jego rodzinnym domu, urodziła mu syna, Piotra Astrolabiusza.
Heloiza tak mocno go kochała, że spełniała każde jego życzenie: żyła wśród zakonnic po urodzeniu dziecka, a gdy spotkała go kara z ręki Fulberta za uwiedzenie jego siostrzenicy, przyjęła święcenia. Na jedno tylko wyrazić zgody nie mogła: na ślub. Tłumaczyła się tym, że pokochała go jako człowieka wolnego, robiącego karierę i pragnie, by tak zostało. Lecz jak już wspomniałam na początku, kobiety w średniowieczu nie miały prawa decydować o swoim życiu, gdyż ich los zależał od mężczyzn. Dlatego też wzięli ślub. Jednak, gdy zdradziecki Fulbert pozbawił go męskości, oboje na życzenie Abelarda wstąpili do klasztorów, gdzie pozostali do końca swoich dni.
I w taki oto sposób kończy się miłość wszechczasów. Było to uczucie, które później stało się istotą dwornej miłości. Miłość tak totalna, tak wymagająca, że nie chce, aby spłacono ją wzajemnością, że żyje niejako sama z siebie, że cała jest ofiarą i odrzuca wszystko, co miałoby charakter wynagrodzenia.
Drugą kobietą, która zasłynęła miłością silniejszą niż śmierć jest Izolda Jasnowłosa, córka króla Irlandii, kobieta młoda „...o warkoczach ze złota, której piękność jaśniała już jak wschodząca jutrzenka.” W jej rękach było życie i śmierć Tristana.
Młodego lończyka poznała przez śmierć swojego wuja Morhołta, którego właśnie on zabił, lecz sam aniony zatruta lancą umierał. Żadne maści i leki mu nie pomagały. Dopiero, gdy oddał się Bogu i rzece we władanie, przybił do brzegów Irlandii, gdzie „...port ów to był Weisefort, kędy był grób Morhołta, a pani ich to Izold Jasnowłosa. Ona jedna, świadoma cudownych kordiałów, mogła ocalić Tristana; ale ona jedna wśród niewiast na ziemi pragnęła jego śmierci.”
Mimo wszystko Izolda uleczyła go i dając wiarę kłamstwom z jego ust, pozwoliła umknąć mordercy swego wuja. Jednakże po powrocie Tristana na dwór króla Marka, okazało się, że musi wracać do Irlandii, do Izoldy. Wuj jego ogłosił, że pojmie za żonę tylko tą kobietę, do której należy złoty włos przyniesiony mu przez jaskółki. Wraz z poselstwem godnym króla Kornwalii, wyruszył na statku ku brzegom kraju, w którym jedyną przyjaciółka go oczekującą, była śmierć.
Szczęśliwym trafem okazało się, że miasto tyranizuje smok. Król Irlandii za jego głowę przyobiecał rękę swojej córki, Izoldy. Tristan, więc wykorzystał okazję i zabił smoka, tym samym zdobywając królową dla swojego wuja.
Jednakże został także zdemaskowany przez Izoldę jako zabójca Morhołta. Gdyby nie prawda bijąca z jego tłumaczeń i złote serce dziewczyny, nie skażone przecież cudzą krwią, byłby i zginął na miejscu, osłabiony po walce ze smokiem. Los jednak chciał, aby Irlandia i Kornwalia zaprzyjaźniły się, a Izolda została oblubienicą i żoną króla Marka.
„Izold Jasnowłosa drżała ze wstydu i męki. Zatem Tristan, zdobywszy, wzgardził nią; piękna powieść o włosie Złotym była jeno kłamstwem; oto spieszy wydać ją innemu... Ale król włożył prawą rękę Izoldy w prawicę Tristana, Tristan zaś trzymał ja na znak, iż bierze ją w posiadanie imieniem króla Kornwalii.” Nie domyślali się jeszcze wtedy, że wielka i niespodziewana miłość połączy ich na przekór własnej woli i woli innych.
Stało się, że matka dziewczyny uwarzyła silny napój miłosny, aby córka z królem Markiem mogli kochać się i być ze sobą bez wstrętu i wstydu. Taka jest bowiem jego moc: ci, którzy wypiją go razem, będą się miłowali wszystkimi zmysłami i wszystką myślą na zawsze, przez życie i po śmierci. Matka bukłaczek tego napoju oddała w ręce Brangien, służącej córki.
Kiedy Izolda płynęła wraz z Tristanem do Kornwalii była nieszczęśliwa. Dokąd ją wiodą ci cudzoziemcy? Do kogo? Na jaki los? Nie pozwalała się Tristanowi zbliżyć do siebie. Nienawiść do zabójcy Morhołta i sprawcy wszystkich nieszczęść wypełniała ja całą. „Nieszczęsna!- myślała sobie- przeklęte niech będzie morze, które mnie nosi! Radziej wolałabym umrzeć w ziemi, gdzie się zrodziłam, niż żyć tam...” Któregoś dnia podróży Tristan spróbował ukoić jej ból, a ze było gorąco Izolda wyjęła bukłaczek Brangien, sądząc, iż to wino. Nie, nie, to nie było wino- to była chuć, to była rozkosz straszliwa i męka bez końca, i śmierć! Wypili ten napój, który to oboje później powiódł ku zgubie. Pokochali się od razu. Na przekór wszystkiemu. Napój miłosny zadziałał. Tristan i Izolda wypili własna śmierć.
Ale od tego momentu miłość i czułość piekąca pokonała w sercu dziewczyny nienawiść rujnującą. Płynęła do swego przyszłego męża, lecz serce, duszę i ciało oddała młodemu Tristanowi i była mu od tamtej pory wierna i oddana. We wszystkim pomagała jej wierna służka Brangien. Ona to w noc poślubna uratowała Izoldę od hańby i zguby. Poświęciła swoją cnotę i oddała się jako jego żona, królowi Markowi. A król pokochał Izoldę tą sama miłością co Tristana, nie wiedział, że unieszczęśliwia ich oboje. Królowa żyła w strachu i smutku; bała się o życie Tristana, który zdradził przecież swego króla. Nawet drogą Brangien o zdradę oskarżywszy chciała, by ją zabito. Ta jednak wierna jej była i ocalała dzięki temu.
Mimo to Izolda wciąż drżała i zamartwiała się. Wiedziała, że baronowie zrobią wszystko by Tristan zniknął z dworu. Wielu z nich sączyło do uszu dobrego króla Marka jadowite plotki o tym, że go zdradzono i zhańbiono. Ten wbrew miłości do nich, śledził to jedno to drugie, nie chcąc dać wiary w plotki, których teraz słyszał coraz to i więcej. Tristan musiał zatem wyjechać. Wtedy to Izolda pogrążyła się w smutku i tęsknocie.
Innym razem kochankowie zostali przyłapani przez podstęp karła Frocyna. Mieli zginąć na stosie. Izoldzie miłość serce rozdzierała i wielka męka, gdy patrzyła na bitego i pomiatanego ukochanego. Mogłaby nawet zginąć, byle by on żył. Udaje im się obu przeżyć. Izolda wraca na dwór, król Marek ciągle daje wiarę baronom, sprawdza prawdomówność żony. Nawet niebiosa chronią jej miłość. Lecz Tristan z Izoldą blisko siebie być nie mogą. Tristan opuszcza Kornwalię, a królowa znów pogrąża się w wielkim smutku. Wyrzekła się jego miłości, ale nic nie mogła poradzić na to, że w sercu czuła ciężar ogromny. Gdy się dowiedziała o tym, że Tristan poślubił Izoldę o Białych Dłoniach, poczuła się zdradzona, sądziła, że on już jej nie kocha. Dopiero, gdy umierając posłał po nią, ta miłość wyszła na jaw. Izolda nie zdążyła się pożegnać, więc z żalu i rozpaczy wyzionęła przy nim ducha.
Tej miłości, która narodziła się w sercu Izoldy nikt nie chciał- na pewno nie ona sama. Jednakże nie jest w stanie wyrzec się uczucia silniejszego niż nienawiść, którą czuła. Gotowa była pójść na stos, umrzeć, byle by tylko on żył, aby nie musiał cierpieć. Lecz, gdy umarł życie przestało mieć dla niej sens, więc serce jej pękło. Połączyła się z ukochanym cena życia i śmierci. I stała się symbolem prawdziwej miłości.
Drugim typem kobiety w średniowieczu była osoba głęboko wierząca, często kanonizowana.
Średniowiecze jako epoka o twardym i trwałym podłożu religijnym, była tez początkiem hagiografii, czyli odmiany biografistyki parenetycznej. Kreowała postaci, które zalecały się cnotami godnymi naśladowania: całkowitym oddaniem się Bogu i Kościołowi aż po ofiarę z życia dla doskonałości wiary i zbawienia duszy. Świętość była hasłem, ideą, w którą wierzono i do której dążono. Ascetyzm, modlitwa i Bóg ponad wszystko. Nie jest oczywiście dziwne to, że kobiety były głęboko wierzące. Małżeństwo w tym nie przeszkadzało, a w klasztorach, gdyby kobiety nie wierzyły, byłoby to nienormalne. Jednakże rzadko kiedy dostępowały one najwyższych zaszczytów, tzn. Kanonizacji do grona błogosławionych i świętych.
W średniowieczu parę takich kobiet się pojawiło, i to nie byle jakich kobiet, bo z wysokiego rodu, szlacheckiego pochodzenia. Być może właśnie dlatego kronikarze i pisarze nie pozwolili im odejść w zapomnienie. Było takich kobiet cztery i wszystkie były Polkami, bądź z Polską związane: św. Jadwiga, pierwszy król Polski, później żona Jagiełły; bł. Kinga, rodem Węgierka, żona Bolesława Wstydliwego; bł. Salomea córka Leszka Białego, żona króla Halicza Kolomana oraz księżna Gertruda, córka Mieszka II i Rychezy.
Zacznę od najsłynniejszej z nich, czyli od królowej Jadwigi. W dniu przybycia na ziemie polskie miała dziesięć lat i osiem miesięcy. Aż dziw bierze, że taka młoda dziewczynka, ba! dziecko jeszcze, została koronowana na króla Polski! Ale miała na szczęście wielu doradców poprzedniego władcy, więc do osiągnięcia wieku 12 lat, pomagali jej. A w dniu urodzin, Jadwiga zawarła małżeństwo z Jagiełłą, księciem litewskim, który już za nią zaczął rządzić na tronie Polski. Jej dobroć już na samym początku się objawiła, gdy zawitali z orszakiem w Gnieźnie. Chłopi, którym zabrano dobytek i wypędzono z rodzinami z domów, schronili się w mieście, gdzie „...poczęli rozwodzić płacz i narzekania. Królowa wzruszyła się niedolą wieśniaków i uprosiła króla, aby zwrócono im mienie. Kiedy ją jednak powiadomiono, że już się to stało, miała powiedzieć:
- A czci wrócą się kmiotkom dobytki, ale kto im łzy wylane powróci?”
Historycy to zdarzenie przyjmują z wielkim sceptycyzmem, bo fakty działań i zamysłów Władysława Jagiełły przeczą jakoby coś takiego mogło być. W każdym razie wydarzenie-prawdziwe czy nie- wniosło listek do wieńca chwały „świętej królowej”, która nawet łzy chciała wynagradzać.
Jadwiga brała czynny udział w kierowaniu państwem; nie raz godziła poróżnionych książąt litewskich, w tym Witolda ze Skirgiełłą, prowadziła także bój o Ruś Halicką, a także została oskarżona o niewierność Jagielle, co było totalna bzdurą. Jej odwaga nie miała prawie granic- była inicjatorką spotkania z Konradem von Jungingenem, mistrzem krzyżackim, choć prawie żadnego sukcesu tam nie odniosła. Królowa, choć żyła w bogactwie i przepychu, przestrzegała dni postu wyznaczonych przez kościół i religię. W dni wolne od przyjęć, co było rzadkością, siadywała razem z dworkami i hafciarkami i szyły, haftowały i ozdabiały szaty kościelne, którymi potem obdarzano różne świątynie. Były to dary cenne, gdyż najprawdopodobniej robione własnoręcznie przez królową.
Jednakże Jadwiga miała też wielkie problemy. Po trzynastu latach małżeństwa dotąd para królewska nie doczekała się potomstwa. I oto królowa spodziewała się dziecka. Nie uspokoiło jej to bynajmniej, bo pochodziła z rodziny, w której wszyscy umierali młodo. Ona się niepokoiła, a król pękał z dumy. Ojcem chrzestnym miał być sam papież, a poddani zakochani w swojej królowej podzielali ogólną radość. Jadwiga bała się. Zaprosiła więc dwóch wysokich dostojników- biskupa krakowskiego Piotra Wysza i kasztelana krakowskiego Jaśka z Tęczyna- którym powierzyła wykonanie ostatniej woli. Urodziła córkę 22 czerwca 1399 roku, która umarła 13 lipca.
„Pora macierzyństwa bywa częstokroć porą śmierci”- miała napisać Jadwiga do Jagiełły. Mimo, że nie powiedziano jej o śmierci dziecka, przeczuwała to i sama czuła się coraz gorzej. We wszystkich kościołach krakowskich odprawiano zbiorowe modły za zdrowie królowej, po ulicach krążyły procesje ze śpiewem. Cały kraj z trwogą oczekiwał wieści z zamku.
Zmarła 4 dni po córce, prawdopodobnie na gorączkę popołogową. Pisano o niej: „Nie było jej równej naówczas istoty królewskiego rodu na całym świecie.” Opłakiwała ją cała Polska. Była bardzo popularna. Jednała sobie ludzkie serca młodością, urodą i wrażliwością na cudzą krzywdę i udrękę. Nie bała się niczego i do każdego szła z otwartymi ramionami i słowami pocieszenia dla utrapionych. Budowała kościoły, tworzyła szkoły, w tym największą jej zasługą było ponowne otwarcie i rozwinięcie Uniwersytetu Krakowskiego, oraz zainicjowania kierunku teologicznego w tym miejscu.
Do dziś toczy się spór o to czy Jadwiga jest święta czy nie. Nie była męczennicą, a ascezy nie stosowała. Była kobietą pobożną, ale nie statyczną; ciągle w ruchu, zajęta pielęgnowaniem kraju; porywcza i nie znosząca krytyki, potrafiła się mścić. Jednakże miała wielkie serce i trudno jest mi zliczyć to, co dobrego zrobiła dla Polski, aby nasza kultura kwitła. Sama bowiem byłą intelektualistką. Jej świętość tym bardziej jest dla mnie pewna, gdyż jako kobieta o tak ognistym temperamencie, kochała ludzi.
Błogosławiona Kinga, księżniczka krakowska, to drugi przykład kobiety kanonizowanej, już tradycyjnie. W prologu do życiorysu Kingi czytamy: „...Ostatnio zaś, gdy świat już dobiega swego kresu, Bóg pragnąc, by jego święta winnica, Matka-Kościół, kwitła zawsze nowymi cudami i znakami, spośród nich wszystkich podniósł w nim winorośl wspaniałego rodu, córkę króla Beli, z cesarskiej rodziny, właśnie Błogosławioną Kingę.
Ta święta w swej najwyższej pokorze korzenie cnót swoich zapuszczając w domu Pańskim, jak najdorodniejsza oliwka wydając owoce, przedziwnie rozrosła się i obfituje w pobożne gałązki. Pośród nich siebie samą w stanie nieskazitelności przywdziewając habit zakonny i poddając się regule świętej Klary ofiarowała Chrystusowi, nieśmiertelnemu Oblubieńcowi.”
Cały życiorys Kingi, pisany anonimową ręką, świadczy o jej pobożności, cudach, które czyniła i głębokim przywiązaniu do Boga. Żywot Kingi, od wydania jej za mąż z pobudek politycznych, gdy miała lat 5, za 12-letniego Bolka sandomierskiego (Wstydliwego), poprzez walki między władcami dzielnicowymi, najazdy Tatarów, działalność gospodarczą ( w tym rozwijanie salin) i fundacyjną- do przestrzegania wraz z małżonkiem dobrowolnej czystości, ascezy, spełniania czynów miłosierdzia i bogacących kulturę, w czym trzeźwa pracowitość kojarzyła się z pobożną kontemplacją- zespolił prawdę i legendę: dokonań rzeczywistych i świadectw możliwości nadprzyrodzonych służebnicy Bożej, wśród nich aktów takiej potęgi, jak wskrzeszenie zmarłego.
Błogosławiona Kinga została wcielona w poczet świętych przez Jana Pawła II. Jej cnoty i pobożne życie zostało docenione i wyróżnione. I chociaż w średniowieczu religijność kobiet była uznawana jako pokuta za samą płeć i związane z nią słabości, błogosławiona Kinga swoją miłością do Boga i cudami, jakie dokonywała, zadała kłam temu twierdzeniu i dołączyła do grona tych wyjątkowych kobiet średniowiecza, które naznaczyły sobą tą epokę.
Trzecią już z kolei kanonizowaną kobieta średniowiecza jest bł. Salomea, córka Leszka Białego, żona króla Halicza Kolomana. Tak jak poprzedniczki była związana z Polską więzami krwi i pochodziła z szlacheckiego rodu. Była spowinowacona z bł. Kingą, która wyszła za mąż za jej brata, Bolesława.
Już samo jej imię dużo znaczyło „...albowiem imię >Salomea< oznacza >droga zbawienia<, ponieważ naprawdę podążała drogą zbawienia i strzegła dziewiczego wstydu.” Niczym św. Jadwiga oddana została za młodu, bo w wieku 3 lat, za żonę Kolomanowi. Stało się tak nie z woli jej ojca, a przez groźby króla Węgier.
Jednakże młody Koloman zachwycony był młodą Polką, jej chęcią do nauk i zamiłowaniem do Pisma Świętego widocznego od samego początku. Gdy połączył ich węzeł małżeński nie legli ze sobą do łoża, a zachowali czystość, gdyż Salomea „...płonąc pełną troski miłością do swego Stworzyciela, bez reszty poświęciła się modlitwom i innym dobrym uczynkom, a powściągając pychę tego świata i pokornie wziąwszy na siebie swój ciężar, poświęciła się Panu Bogu.” Całe życie starała się unikać towarzystwa mężczyzn, chodziła we wdowich szatach i umartwiała swoje ciało. Po śmierci króla Kolomana powołując się na śluby czystości, powróciła do kraju swych przodków i została krakowską klaryską.
Niedługo potem zachorowała, a swą dolegliwość przyjmowała z cierpliwością, wiedząc również kiedy umrze. Gdy w końcu choroba ją pokonała działo się mnóstwo cudów. Przywróciła wzrok prawie ślepej siostrze, koiła dusze, uśmierzała ból i wiele innych. Jej świętość jest niezaprzeczalna, tak samo jak oddanie Bogu i cnocie czystości. Niestety wszystkich jej cudów pośmiertnych nie znamy, gdyż jej życiorys nie ma zakończenia.
Ostatnia kobieta, której pobożność zapadła w serce epoki średniowiecza, jest księżna Gertruda, córka Mieszka II i Rychezy. Zasłynęła jako pierwsza autorka polska, która spisała swój własny modlitewnik.
Gertruda była bardzo dobrze wykształconą szlachcianką, jak na owe czasy, znała łacinę i „ nawykła do lektury ksiąg biblijnych i liturgicznych.” Nie jest tak jak myślą i chcą myśleć historycy i pisarze, że księżna jest autorką w całym tego słowa znaczeniu. Jest to „...pomnik kultury religijnej i nauczania Kościoła pośrodku Europy chrześcijańskiej.”
Nabożeństwo chrześcijańskie obejmuje modlitwy liturgiczne układane dla wspólnoty wiernych przy celebracji ofiary eucharystycznej i sprawowaniu sakramentów oraz modlitwy przeznaczone do odmawiania w ciągu dnia (liturgia godzin), nie tylko przez duchownych, ale i świeckich. Posługiwanie się tekstami modlitewnymi wymagało umiejętności czytania ale też i śpiewu. Osnowę tych modlitw stanowi Psałterz, księga starotestamentowa złożona ze stu pięćdziesięciu psalmów, czyli pieśni
Gertruda jak przystało na córkę króla wyszła za mąż za Izjosława, pana na Rusi. Urodziła mu trzech synów i mieszkała w spokoju i dostatku w Kijowie. Była szanowana i w pełni akceptowana przez dostojników kościelnych i świeckich. Uczestniczyła w obrzędach liturgicznych i zgromadzeniach publicznych, które różniły się od ceremoniałów w Polsce, gdyż Ruś utrzymywała kontakty z kulturą bizantyjską i nawet widoczne to było nie tylko w sztuce, ale i w religii. Angażowała się i zapewne była inspiratorką pomysłu związania Rusi kijowskiej z papiestwem. Po śmierci męża zamieszkała u Jaropełka, księcia na Turowie. Jako wdowa dożyła późnego wieku, a zmarła 4 stycznia 1108 roku. Otaczano ją należnym księżnej matce szacunkiem, nie było jej też łatwo po śmierci Jaropełka Piotra.
Dokładnie nie wiadomo kiedy powstawał Modlitewnik. Zakłada się, że dolna granica to rok śmierci Jaropełka Piotra, czyli 1086, a górną 1078, kiedy zginął Izjasław Dymitr. Modlitwy zdają się być ułożone według pewnego planu. Pierwsza zawiera prośbę do Boga o skruchę i żal za grzechy, taki jakiego udzielił Piotrowi Chrystus. Druga kieruje się do samego Piotra, aby u miłosiernego Pana Jezusa uprosił prawdziwą, niekłamana dobroć, łagodność, obyczajność, zdrowie i koniec życia dobry. Trzecia modlitwa zawiera prośbę do Michała Archanioła o odpuszczenie grzechów i dobrą śmierć dla modlącej się i dla wszystkich zmarłych. Kolejne dwa teksty są adresowane do wszystkich Aniołów, Apostołów, Ewangelistów i Świętych Pańskich w intencji obrony przed nieprzyjaciółmi u tronu Najwyższego Sędziego. Potem następuje modlitwa za króla opisująca go jako dobrego, sprawiedliwego i łagodnego. Językiem niewolnym od slawizmów, starannym a nawet ozdobnym stylem, miejscami parafrazującym psalmy, Ewangelie i formuły obrzędowe, w 93 krótkich tekstach wypowiedziały się osobiste pragnienia, gorycze, zawody i nadzieje orantki, raz po raz płynące z ust Gertrudy („ego Gertruda”). W ten sposób uzewnętrzniła się m.in. psychika kobiety z królewskiego już rodu Piastów, w czwartym pokoleniu, jakie egzystowało w obrębie kultury chrześcijańskiej.
Dzięki tak wielkiej pobożności i wierze w wszechogarniającą dobroć Pana Boga, księżna Gertruda zachowała dla potomnych najlepszą pamiątkę, na którą było ją stać- swój własny modlitewnik. Postawiła sobie pomnik, zapisała się na kartach historii jako ta pierwsza kobieta, na tyle dobrze wykształcona i wierząca, która uwieczniła sama swoje myśli i lęki, wzloty i upadki, w drobnych formach modlitw i próśb o łaskę i dobro do Boga.
Trzecim typem kobiet w średniowieczu są osoby silne, mądre i często konkurujące z mężczyzną. Szczerze mówiąc każda postać, którą wyróżniłam w tej pracy jest właśnie taka. Często podkreślałam, że były szlachciankami, wykształconymi i obytymi z dworem. I właśnie to była ich siła i moc- często inteligencja tych kobiet przewyższała mężczyzn, jak w wypadku Heloizy i Gertrudy. Wykształcone mogły być tylko osoby bogate, należące do jakiegoś znamienitego rodu, ale kształcenie kobiet w naukach przynależnych mężczyznom jakoby było dziwactwem. Chyba, że ograniczało się to tylko do deklamacji wierszy, modlitw, psalmów i pieśni. Kobiety miały przecież opiekować się ogniskiem domowym, haftować, rodzić, ale nie czytać i pisać. Nie walczyły, nie rządziły, ale mimo to robiły co chciały i umiały pokazać mężczyznom gdzie ich miejsce. Takie były dwie kobiety: Joanna D’Arc i królowa Emnilda.
Jako pierwszą zajmę się Joanną D’Arc, czy jak kto woli Jehanne la Pucelle. „Joanna Dziewica”- sama tak siebie nazywała, urodziła się we wschodniej Francji w 1412 albo 1413 r. W 1429 roku opuściła swoja rodzinną wioskę, gdyż jakiś wewnętrzny głos przekonał ją, że musi się podjąć misji wyparcia Anglików z Francji i doprowadzenia do koronacji w Reims delfina, który, choć w 1422 r. Obwołano go królem Karolem VII, nadal nie włożył korony.
Najpierw Joanna udała się do Vaucouleurs, najbliższego ufortyfikowanego miasta, gdzie zdołała przekonać komendanta garnizonu, aby dał jej konia, miecz i niewielki orszak. Był to jeden z pierwszych przykładów jej graniczącego z cudem daru przekonywania, który dla jej zwolenników stanowił dowód boskiego posłannictwa, a dla wrogów zaś- kontaktów z demonami. Później udało jej się dotrzeć do króla, któremu oświadczyła, że Bóg powierzył jej misję uratowania Francji. Ruszyła na odsiecz Orleanowi obleganemu przez Anglików od pięciu miesięcy. Dziesięć dni trwała jej kampania, zakończona zwycięstwem Francuzów. Doszło do koronacji Karola, lecz ten po wycofaniu się już jako król nad Loarę, pozostawił ją samą sobie. W końcu stało się, że została sprzedana Anglikom, którzy posądzali ją o herezje, czary i związek z Szatanem. Skazano ją i spalono na stosie, a jej prochy wrzucono do Sekwany. Ponoć tylko jej serce nie dało się spalić.
Była to wyjątkowa kobieta, waleczna, o wielkim sercu i posiadająca charyzmę, która przekonała nawet samego króla. Lecz skończyła jako najgorsza, najnędzniejsza istota stąpająca po ziemi, ta, która powiodła ludzi króla Karola VII do zwycięstwa i wolności od Anglii. Do końca pozostała wielka, a w 1920 roku uznano ja świętą.
Drugą kobietą równą mężczyźnie była królowa Emnilda- trzecia żona Bolesława Chrobrego. O jej mądrości napisał Gall Anonim w swej Kronice tymi słowy: „Nieraz bowiem żona jego, królowa, kobieta mądra i roztropna, wielu wydanych na śmierć za przestępstwo wyrywała z rąk pachołków, ocaliła od bezpośredniego niebezpieczeństwa śmierci i w więzieniu, pod strażą zachowywała ich miłosiernie przy życiu, niekiedy bez wiedzy króla, a niekiedy za jego milczącą zgodą.”
Była to często w późniejszych czasach poruszana anegdota o uratowaniu przez Emnildę życia ludziom, których Bolesław Chrobry skazał. Skazanych ukryła w więzieniu i gdy porywczy król, po przemyśleniu sprawy, okazał skruchę i mówił, że zrobiłby wszystko żeby tylko wrócić im życie- królowa wtedy wyjawiła swój podstęp i błagała go o wybaczenie. „Król łaskawie ją obejmując i całując, rękoma podnosił z ziemi i pochwalał jej cnotliwy podstęp, a raczej dzieło miłosierdzia.” Posłał po więźniów, którzy skarceni przez królową na początku, słowami łagodnymi na przemian z surowymi, zaprowadzeni zostali później do łaźni króla, gdzie „....Bolesław we wspólnej kąpieli chłostał ich jak ojciec dzieci, wspominał i wychwalał ich ród.(...)A tak po ojcowsku napomniawszy, przyodziewał ich w stroje królewskie, dawał podarunki i zlewał na nich zaszczyty, po czym pozwalał im z radością udać się do domu.”
Królowa ważyła się na bardzo niebezpieczny czyn, gdyż wola króla była wolą ostateczną, a ona mu się w ten sposób przeciwstawiała. Jednakże jej mądrość i odwaga przemawiały za nią. Wiedziała co robi i jaka ją może za to kara spotkać, lecz życie ludzkie było dla niej cenniejsze, a tak jak swego króla tak i ich kochała, więc jej obowiązkiem było uratować oblicze władcy przed zhańbieniem w oczach poddanych.
Czas na podsumowanie. Wydzieliłam w tej pracy trzy typy kobiet: kochające, pobożne i równe mężczyznom. Świadczą one o tym, że w średniowieczu nie było tylko i wyłącznie jednej roli kobiety-matki. Na przekór Kościołowi i myślom mężczyzn kobiety wybijały się i wpisywały się do historii ludzkości. Robiły to miłością do człowieka, Boga; religijnością i świętobliwością; oraz siłą, walką i inteligencją. Mimo, że średniowiecze jako epoka jest ujemnie oceniana, nie da się zaprzeczyć faktom, że dało początek nowym typom i rolom w życiu codziennym kobiet. Heloiza i Izolda dały początek dworskiej miłości; Jadwiga, Kinga i Salomea jako jedne z pierwszych stały się świętymi; Gertruda jak Horacy postawiła sobie pomnik w postaci modlitewnika; Joanna i Emnilda swoją odwagą uratowały nie jedno ludzkie życie. Tak jak i dziś, kobieta była ważną postacią w kulturze i w literaturze. Dlatego jednego stereotypu kobiety średniowiecza nie ma i nigdy nie będzie.






















Bibliografia:

T. Michałowska, Średniowiecze, Warszawa, 1995, Wyd. Naukowe PWN.
Człowiek średniowiecza, pod red. J. Le Goffa, tł. M Radożycka- Padetti, Gdańsk, 1996.
T. Borawska, K. Górski, Umysłowość średniowiecza, Warszawa, 1993.
R. Pernoud, Heloiza i Abelard, przeł. E. Bąkowska, Warszawa, 1982.
J. Bédier, Dzieje Tristana i Izoldy, przeł. T. Żeleński- Boy, Wrocław, 2001.
T. Witczak, Literatura średniowiecza, pod red. J. Ziomka, Warszawa, 1990.
A. Klubówna, Królowa Jadwiga, opowieść o czasach i ludziach, Warszawa, 1986.
J. A. Wojtczak, Średniowieczne życiorysy bł. Kingi i bł. Salomei, Warszawa, 1999.
Anonim tzw. Gall, Kronika polska, oprac. M. Plezia, Wrocław, 1989, BN.
Modlitwy księżnej Gertrudy, przeł. i oprac. B. Kürbis, Kraków, 1998.
Co, gdzie, kiedy? Zdarzenia, które zmieniły świat, pod red. E. Wierzbickiej, Wyd. Reader’s Digest, Warszawa, 1997.


nienawidzę impertynencji...
Awatar użytkownika
Ivellios
Administrator
Administrator
Posty: 4754
Rejestracja: 2004-08-28, 17:14
Lokalizacja: Katowice
Imię i nazwisko: Marek Sęk
Nastrój:
Kontakt:

Post autor: Ivellios » 2007-04-18, 13:25

Artykuł nie znajdzie się w serwisie, ponieważ zupełnie nie pasuje do tematyki Paranormalium.
Nie lubię warszawskich fryzjerów i kwietniowych wilkołaków. Bo nie. I już.
Darnok
Senior forum
Senior forum
Posty: 3337
Rejestracja: 2004-12-29, 11:25
Lokalizacja: Krynica-Zdrój
Kontakt:

Post autor: Darnok » 2007-04-18, 15:27

A szkoda, bo fajny...
Brak dowodu na nieistnienie nie sprawia że coś istnieje.
Awatar użytkownika
Serephinea
Dyskusjoholik
Dyskusjoholik
Posty: 790
Rejestracja: 2006-11-27, 17:36
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: Serephinea » 2007-04-19, 16:39

dzeikuje bardzo :) moja praca roczna :)
nienawidzę impertynencji...
ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości