Intruz

Wszelkie tematy związane z życiem po śmierci, duchami, przeżyciami z pogranicza śmierci, itd. Co się dzieje z nami po śmierci? Przechodzimy w inną rzeczywistość? Wchodzimy do innego ciała? Czy może tylko umieramy i przestajemy istnieć?
eskapizm
Nowa Krew
Nowa Krew
Posty: 1
Rejestracja: 2016-05-11, 10:22

Intruz

Post autor: eskapizm » 2016-05-11, 11:04

Witam, ostatniej nocy przeżyłam koszmar, ale zacznę od początku.
Tam, gdzie mieszkam, mieszkam praktycznie odkąd miałam rok, jakieś już 19 lat. Zwykła kamienica, w której kiedyś za czasów wojny była nazwijmy to szwalnia garniturów. Będąc dzieckiem nie zwracałam zbytniej uwagi na "dziwne rzeczy". Najwcześniejsze moje wspomnienia związane z tym czymś to jak miałam jakieś 6 lat. Byłam chorowitym dzieckiem, pamiętam jak szykowałam się z mamą po siostrę do szkoły. Byłyśmy w kuchni, tam pod podłoga mieliśmy spiżarnię, gdy już miałyśmy wychodzić usłyszałyśmy stamtąd jak gdyby ktoś przejechał ręką po słoikach. Wróciłyśmy tam dopiero, gdy tata także wrócił. Otworzył to, ale nic nie było w środku, słoiki stały tak jak stały. Z początku mówił, że nam się zdawało. Na drugi dzień dowiedziałyśmy się, że moja ciocia umarła. Za życia była dla nas dobra, opiekowała się mną i siostrą. Moja mama pochodzi ze wsi oczywiście zaczęła mówić, że te słoiki to jej pożegnanie z nami. Minął jakiś miesiąc, gdy po powrocie z sklepu mama kazała schować mi coś w barku, otwieram go, a tam z kieliszków ułożone dwa krzyże. Nazajutrz telefon, że jakieś dwie osoby z rodziny umarły.
Takie "informacje o śmierci" pojawiały się już rzadko, lecz było słychać dziwne odgłosy. A to nad ranem jakby ktoś sypał żwirem po oknach, dźwięk otwieranych drzwi, w nocy kroków. To można tłumaczyć starością domu, ale wzbudzają strach. Potem zaczęło się przestawianie rzeczy. Nie wierzyłam mamie dopóki sama tego nie doświadczyłam. Nie raz mówiła wieczorami jak już wszyscy byliśmy w domu, że położyła coś gdzieś, a ta rzecz znikała, za chwilę pojawiając się gdzie indziej. Mówiliśmy jej "pewnie sama przełożyłaś, zapomniałaś", ale ona upierała się przy swoim. Natomiast pewnego ranka wstałam, poszłam do kuchni zrobić kawę. Gdy weszłam zobaczyłam, że ktoś z domowników nie schował dżemu do lodówki, zostawił go na blacie. Zdenerwowało mnie to, nie lubię nieporządku. Schowałam go do lodówki, znajduje się ona naprzeciwko blatu. Byłam tyłem do niej robiąc kawę, odwróciłam się po mleko i zobaczyłam, że ten sam dżem, który dopiero co schowałam jest na blacie obok lodówki (mamy tam jedną szafkę). Byłam w szoku, dobrze pamiętałam, ze go włożyłam.
I tak zaczęły mi także znikać rzeczy - do tego się przyzwyczaiłam - ot takie psikusy. Nawet niekiedy mówiłam na głos "znów to zrobiłeś, zabawny jesteś". Czasem, gdy wracam do domu takie zwykłe bibeloty na segmencie są poprzestawiane. Myślimy może pies, na dolne półki przecież sięga, ale na te wyższe już przecież nie. Odłączony telewizor z kontaktu itp.
Pamiętam jak pewnego razu moja siostra zawołała mnie na działkę (mamy ją koło domu). A tam lustro, które wisiało było rozbite. Niby nic, lecz lustro lecące po ścianie w momencie rozbicia w pewien sposób "rozpryska" się na podłodze. Ale to wyglądało jakby ktoś zdjął je z ściany i położył na podłodze, uderzył w nie, tak że leżało jakby ułożone z tych odłamków na nowo. A ramka oparta obok. -- To mogło zrobić jacyś bezdomni, okej.
I oczywiście klasyk - pies szczekający na "coś". W róg pokoju, na środku. Gdzieś, gdzie nic nie ma. Nastroszony. My często czuliśmy obecność "czegoś", jakby obserwował nas. Nocą, jakby siedział na fotelu. Sama moja mama mówiła, że czuje jakby nasz tato leżał z nią w łóżku (los chciał, że rodzice się rozstali, teraz mieszkam sama z mamą, bo siostra się wyprowadziła). I teraz moja noc...
Śpię z psem. Obudził mnie tym, że chciał wejść na poduszkę, potem znów mnie obudził schodząc z niej. Zeskoczył i pobiegł do mamy się położyć. Jestem pewna, że go nie było na łóżku. Leżę, chcę zasnąć na nowo, akurat mam matury więc stres. I tak leżąc czuję, że ktoś oddycha mi w twarz, chcę się ruszyć, ale nie mogę, jestem sparaliżowana, chcę krzyknąć, ale mam zaciśnięte gardło. Myślę w panice to tylko sen i powtarzam to sobie w kółko, ale nie pomaga. W końcu odmawiam modlitwę (nie wierzę w Boga). I to wszystko odchodzi. I tak mam trzy razy, gdy próbuję zasnąć. W końcu poddaję się i nie chcę zasnąć do momentu aż zacznie świtać. Nie wiem co to było. Pamiętam jak podobne doświadczenia opisywała moja siostra. Jak wspomniałam, moja mama jest ze wsi, te ich zabobony. Pamiętam opowieść o nocnej zmorze, może to to?
Sama interesuję się zjawiskami paranormalnymi, głównie przez to, co mam tu w domu. Lecz po dzisiejszej nocy, jestem przerażona.
Jakie są wasze spostrzeżenia?


Awatar użytkownika
czyzo3
Zaawansowany
Zaawansowany
Posty: 161
Rejestracja: 2013-04-23, 00:25
Lokalizacja: Malbork

Re: Intruz

Post autor: czyzo3 » 2016-05-12, 20:50

Typowy przykład paraliżu sennego. Byłaś zestresowana maturami, rozmyślałaś nad tym, ciało zasnęło szybciej, niż Twój umysł. Odczucie oddychania w twarz też może być z tym związane, gdyż umysł zaczyna w takim stanie trochę świrować. Ciało zapadło w paraliż senny i było odcięte od Twojej świadomości. Modląc się i utrzymując świadomość wybudzone ciało zaczęło wychodzić z paraliżu. Nie ma się więc czego bać, jest to normalne zjawisko które przytrafia się wielu osobom.
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość