Baza cz.1

Kryptozoolog
Bardzo wtajemniczony
Bardzo wtajemniczony
Posty: 423
Rejestracja: 2009-11-07, 19:45
Lokalizacja: Stockholm

Baza cz.1

Post autor: Kryptozoolog » 2010-04-29, 13:10

Jeszcze nikomu nie pokazywałem mojej twórczości (tylko czasami) dlatego byłbym wdzięczny o komentarze na temat błędów i czy piszę źle. Bardzo chciałbym to kontynuować, ale jestem gotów wtedy na zmiany, które uczynią to lepszym opowiadaniem. No i nie wiem czy ten styl pisania odpowiada tematyce:



Widmowe cienie przemknęły ciemnym korytarzem, omijając nikłe promienie światła z migających lamp. Bezgłośne były prawdopodobnie tylko dla mnie. Bo czyż twory z krwi i kości nie powinny zostawić za sobą żadnych śladów ani dźwięków? Już sobie wyobrażałem jak śnieg spadający przez wielką wyrwę w dachu chrzęszczy pod ich nogami i pokrywa się świeżymi plamami krwi.
- Jack!
Nie zwracając uwagi na to co chciał mi powiedzieć Mike, chwyciłem mocniej pistolet i lekko uchyliłem drzwi. Jeden z żołnierzy włączył latarkę i powoli wszedł do pomieszczenia. Przytrzymałem klamkę aby Mike i kolejnych dwóch oficerów mogło wejść, po czym podążyłem za nimi starając się jak najciszej zamknąć za sobą drzwi.
Wszyscy starannie kluczyli między różnymi stołami i szafkami, uważając by nie wywoływać niepotrzebnego hałasu. Różne lodówki, zlewy i stoły z niedokończonymi potrawami wskazywały na to iż to pomieszczenie było kuchnią. Nie było sensu oświetlać pomieszczenia większą ilością latarek. Baterie były na wagę złota, a i tak wiedzieliśmy iż wszystko jest pokryte jeszcze świeżą krwią.
Nie będąc pewien co znajdę w jednej z kuchennych szafek, chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwiczki. Prawie natychmiast musiałem odskoczyć, a w miejscu gdzie przed chwilą stałem leżał teraz jeden z kucharzy. Jego nogę utrzymywało zaledwie kilka ścięgien i poobgryzana kość, a na szyi wisiała połowa głowy. Jedna z gałek ocznych przeturlała się pod stół.
Jeden z oficerów natychmiast rzucił się do przeszukania trupa, ale ja chwyciłem go za rękę i pokręciłem głową.
- Nic nie ma. Na pewno starannie przeszukali.
Ten wyrwał rękę z mojego uścisku i wykrzywił groźnie twarz.
- A od kiedy ty tutaj wydajesz rozkazy?! Bierz się do przeszukania pomieszczenia inżynierze, albo rzucę cię na kolację tym bydlakom!
Nie było sensu się kłócić. Poprzednia grupa uciekinierów na pewno wzięła wszystkie buteleczki xomibium. Jednak nadal mieliśmy nadzieję na znalezienie jakiś nabojów, baterii do latarek lub leków. Mike starannie czyścił szmatą tablicę z krwi aby sprawdzić czy nie ma tam jakiejś mapy lub ważnych dokumentów.
Czując coraz bardziej zimno wdzierające się pod moje ubrania, zdjąłem rękawiczki i próbowałem ogrzać ręce trąc je o siebie i dmuchając.
- Zamknijcie to cholerne okna!
Oficer natychmiast rzucił się żeby zamknąć jedno z nich, które było zawieszone nas zlewem. Gdzie by okiem nie sięgnąć, bazę otaczała gruba warstwa śniegu, a wichura powalała kolejne latarnię. Zaledwie jedna z nich nadal stała koło okna i migocząc oświetlała kilka metrów.
Kiedy wszyscy zaczęli podchodzić do okna pragnąc zauważyć jakiekolwiek poszlaki, które mogły nas doprowadzić do innych ludzi, jakiś cień przemknął koło niego. Pierwszą oznaką zbliżających się mutantów, była reakcja jednego z oficerów. Blady na twarzy powoli cofał się od okna, a kiedy był dokładnie pod szybem wentylacyjnym jakieś ostrze wbiło mu się w czubek głowy.
Wszyscy patrzyli przerażeni jak stwór wciąga go powoli w górę, zostawiając wszędzie ogromne ilości krwi, która nadal tryskała z głowy oficera.
- Aaa! - wrzasnął Mike i próbując jak najbardziej oddalić się od trupa, przebiegł połowę pomieszczenia po czym potknął się i upadł z donośnym hukiem na lodowatą posadzkę. Skręcił kostkę.
W mojej dłoni nagle pojawił się pistolet, ale silny cios w kręgosłup powalił mnie na jeden ze stołów, a desert eagle zatoczył krąg w powietrzu po czym zniknął za jedną z szafek. Starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, przetoczyłem się na plecy i ujrzałem wychodzącego z szybu mutanta.
Nadal mający na sobie strzępy munduru, wysunął dłoń z rękawa ukazując ogromne, zakrwawione ostrze w miejscu dłoni. Nadal miał wbity w tył głowy tasak, a nogi chwiały się niebezpiecznie na kilku kościach.
Wtedy usłyszałem serię z AK 47 i zdążyłem zeskoczyć ze stołu kiedy trup upadł koło mnie, a z resztek jego piersi zaczęła wypływać jakaś zielona maź. Rzuciłem się do żołnierza stojącego z karabinem i próbowałem mu go wyrwać.
- Teraz zjawi się tutaj cały oddział kretynie! - wrzasnąłem mu w twarz, po czym ogłuszyłem mocnym uderzeniem kolbą.
Chwyciłem mocniej karabin, wziąłem mu kilka granatów błyskowych, noktowizor i kilka butelek xomibium i wrzuciłem je do plecaka. Słysząc jęk dobywający się z pod największego stołu, natychmiast pobiegłem w tamtą stronę.
To był Mike, czołgający się pomiędzy krzesłami i ciągnący bezwładną stopę za sobą. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, dlatego położyłem się obok niego i wciągnąłem pod sam róg stołu.
Bum.
Wszystkie lampy się zatrzęsły.
Bum.
Drzwi powoli wychodziły z zawiasów.
Bum.
Kuchnię wypełnił pył oraz fala zimnego powietrza. Położyłem dłoń na ustach i mocniej przycisnąłem do siebie przyjaciela.
Pokój wypełniały ciche szczękania. To mutanty, pozbawione nóg chodziły na długich ostrzach krążąc powoli między szafkami. Starając się zrobić to jak najciszej, uchyliłem lekko drzwiczki za sobą, a Mike przytrzymał stół nad naszą głową, który zaczął się chwiać kiedy jeden ze stworów wszedł na niego by przejść na drugą stronę.
Jęk ogłuszonego wcześniej żołnierza i kroki mutantów doskonale pokazały ile ich tutaj jest. Trójka.
Zauważyłem je. Wielkie i cienkie ostrza, stukały po podłodze zbliżając się w naszą stronę. Pochyliłem się w tył ciągnąc Mike'a. Nie było już odwrotu. Stwór powoli się ugiął próbując zajrzeć pod stół. Krew skapywała na podłogę, tworząc coraz większą kałuże. Wielkie i żółte oczy przebiegły powoli całą jego długość kończąc na przeciwległej ścianie z mnóstwem szafek, których górna część była nad stołem. Jedne z drzwiczek były uchylone, a ze szpary spoglądało na niego niebieskie oko.


Wojna to sztuka wprowadzania w błąd. Wojna to obszar życia lub śmierci, droga do przetrwania lub zagłady. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie.
Ruskof
Senior forum
Senior forum
Posty: 1159
Rejestracja: 2009-10-29, 14:03
Lokalizacja: Katowice/Awinion
Kontakt:

Re: Baza cz.1

Post autor: Ruskof » 2010-04-29, 18:45

Moje gratulacje Krypto :)
Ciekawe,tylko nie wiemy dokladnie gdzie to jest.Jakies informacje moze?Miasto,kraj,jakas galaktyka pozaziemska?

4,99 / 5 :)
Krypto pisze:- Zamknijcie to cholerne okna!
Krypto pisze:które było zawieszone nas zlewem.
Przy odpowiednich argumentach wszystko,alez wszystko zdolam ci udowodnic...

Kontakt GG : 393033
Kryptozoolog
Bardzo wtajemniczony
Bardzo wtajemniczony
Posty: 423
Rejestracja: 2009-11-07, 19:45
Lokalizacja: Stockholm

Re: Baza cz.1

Post autor: Kryptozoolog » 2010-04-29, 22:46

Oto właśnie chodzi :P Nie trzeba wszystkiego od razu wiedzieć.
Błędy poprawiam.

Edit: A jednak nie :D Nie daję rady zrobić edycji w pierwszym poście.
Ostatnio zmieniony 2010-04-29, 22:54 przez Kryptozoolog, łącznie zmieniany 1 raz.
Wojna to sztuka wprowadzania w błąd. Wojna to obszar życia lub śmierci, droga do przetrwania lub zagłady. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie.
Awatar użytkownika
Spooky Fox
Administrator
Administrator
Posty: 1976
Rejestracja: 2009-03-02, 02:05
Lokalizacja: Kłodzko

Re: Baza cz.1

Post autor: Spooky Fox » 2010-04-29, 23:25

Dobre, fajne. Jak dla mnie, możesz nam już pokazac Twoją twórczośc na 100%
Zbadaliśmy kosmos i zbudowaliśmy laser, mamy siedem cudów świata i planetarny zasięg
Rozbiliśmy atom, mamy cyfrową jakość, znamy Kamasutre, czy choćby kalkulator
A nie umiemy cieszyć się życiem jak zagubieni w czasie, chciwość w ludzkim jadłospisie jak zazdrość i kradzież
Zabijamy się o Bliski Wschód i o ropę, wkrótcę zobaczę Chiński Mur w Europie
Awatar użytkownika
Serephinea
Dyskusjoholik
Dyskusjoholik
Posty: 790
Rejestracja: 2006-11-27, 17:36
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Baza cz.1

Post autor: Serephinea » 2010-04-30, 11:02

Widmowe cienie przemknęły ciemnym korytarzem, omijając nikłe promienie światła z migających lamp. Prawdopodobnie bezgłośne były tylko dla mnie/tylko dla mnie były bezgłośne- stosuj poprawny szyk zdania, a nie przestawny. Bezgłośne były prawdopodobnie tylko dla mnie. Bo czyż twory z krwi i kości nie powinny zostawić za sobą żadnych śladów lub/albo/tudzież/i- ani to słowo sugerujące negatyw, a nie pozytyw. ani dźwięków? Już sobie wyobrażałem, jak śnieg spadający przez wielką wyrwę w dachu chrzęszczy pod ich nogami i pokrywa się świeżymi plamami posoki tudzież inny synonim, bo powtórzenie krwi.
- Jack!
Nie zwracając uwagi na to co chciał mi powiedzieć Mike, chwyciłem mocniej pistolet i lekko uchyliłem drzwi. Jeden z żołnierzy włączył latarkę i powoli wszedł do pomieszczenia. Przytrzymałem klamkę, aby Mike i kolejnych dwóch oficerów mogło wejść, po czym podążyłem za nimi starając się jak najciszej zamknąć za sobą drzwi.
Wszyscy starannie kluczyli między różnymi stołami i szafkami, uważając by nie wywoływać niepotrzebnego hałasu. różne- różnymi- powtórzenia Różne lodówki, zlewy i stoły z niedokończonymi potrawami wskazywały na to, iż to pomieszczenie było kuchnią. Nie było sensu oświetlać znowu powtórzeniepomieszczenia większą ilością latarek. Baterie były na wagę złota, a i tak wiedzieliśmy, iż wszystko jest pokryte jeszcze świeżą krwią.
Nie będąc pewien co znajdę w jednej z kuchennych szafek, chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwiczki. Prawie natychmiast musiałem odskoczyć, a w miejscu gdzie przed chwilą stałem leżał teraz jeden z kucharzy. Jego nogę utrzymywało zaledwie kilka ścięgien i poobgryzana kość, a na szyi wisiała połowa głowy. Jedna z gałek ocznych przeturlała się pod stół.
znowuJeden z oficerów natychmiast rzucił się do przeszukania trupa, ale ja chwyciłem go za rękę i pokręciłem głową.
- Nic nie ma. Na pewno starannie przeszukali.
Ten wyrwał rękę z mojego uścisku i wykrzywił groźnie twarz.
- A od kiedy ty tutaj wydajesz rozkazy?! Bierz się do przeszukania pomieszczenia inżynierze, albo rzucę cię na kolację tym bydlakom!
Nie było sensu się kłócić. Poprzednia grupa uciekinierów na pewno wzięła wszystkie buteleczki xomibium. Jednak nadal mieliśmy nadzieję na znalezienie jakiś nabojów, baterii do latarek lub leków. Mike starannie czyścił szmatą tablicę z krwi aby sprawdzić czy nie ma tam jakiejś mapy lub ważnych dokumentów.
Czując coraz bardziej zimno wdzierające się pod moje ubrania, zdjąłem rękawiczki i próbowałem ogrzać ręce trąc je o siebie i dmuchając.
- Zamknijcie te cholerne okna!
Oficer natychmiast rzucił się żeby zamknąć jedno z nich, które było zawieszone nad zlewem. Gdzie by okiem nie sięgnąć, bazę otaczała gruba warstwa śniegu, a wichura powalała kolejne latarnie. Zaledwie jedna z nich nadal stała koło okna i migocząc oświetlałana kilka metrów.
Kiedy wszyscy zaczęli podchodzić do okna pragnąc zauważyć jakiekolwiek poszlaki, które mogłyby nas doprowadzić do innych ludzi, jakiś cień przemknął koło niego. Pierwszą oznaką zbliżających się mutantów była reakcja jednego z oficerów. Blady na twarzy powoli cofał się od okna, a kiedy był dokładnie pod szybem wentylacyjnym jakieś ostrze wbiło mu się w czubek głowy.
Wszyscy patrzyli przerażeni jak stwór wciąga go powoli w górę, zostawiając wszędzie ogromne ilości krwi, która nadal tryskała z głowy oficera.
- Aaa! - wrzasnął Mike i próbując jak najbardziej oddalić się od trupa, przebiegł połowę pomieszczenia, po czym potknął się i upadł z donośnym hukiem na lodowatą posadzkę. Skręcił kostkę.
W mojej dłoni nagle pojawił się pistolet, ale silny cios w kręgosłup powalił mnie na jeden ze stołów, a desert eagle zatoczył krąg w powietrzu po czym zniknął za jedną z szafek. Starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, przetoczyłem się na plecy i ujrzałem wychodzącego z szybu mutanta.
Nadal mający na sobie strzępy munduru, wysunął dłoń z rękawa ukazując ogromne, zakrwawione ostrze w miejscu dłoni. Nadal miał wbity w tył głowy tasak, a nogi chwiały się niebezpiecznie na kilku kościach.
Wtedy usłyszałem serię z AK 47 i zdążyłem zeskoczyć ze stołu kiedy trup upadł koło mnie, a z resztek jego piersi zaczęła wypływać jakaś zielona maź. Rzuciłem się do żołnierza stojącego z karabinem i próbowałem mu go wyrwać.
- Teraz zjawi się tutaj cały oddział kretynie! - wrzasnąłem mu w twarz, po czym ogłuszyłem mocnym uderzeniem kolbą.
Chwyciłem mocniej karabin, wziąłem mu kilka granatów błyskowych, noktowizor i kilka butelek xomibium i wrzuciłem je do plecaka. Słysząc jęk dobywający się spodz pod największego stołu, natychmiast pobiegłem w tamtą stronę.
To był Mike, czołgający się pomiędzy krzesłami i ciągnący bezwładną stopę za sobą. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, dlatego położyłem się obok niego i wciągnąłem pod sam róg stołu.
Bum.
Wszystkie lampy się zatrzęsły.
Bum.
Drzwi powoli wychodziły z zawiasów.
Bum.
Kuchnię wypełnił pył oraz fala zimnego powietrza. Położyłem dłoń na ustach i mocniej przycisnąłem do siebie przyjaciela.
Pokój wypełniały ciche szczękania. To mutanty, pozbawione nóg chodziły na długich ostrzach krążąc powoli między szafkami. Starając się zrobić to jak najciszej, uchyliłem lekko drzwiczki za sobą, a Mike przytrzymał stół nad naszą głową, który zaczął się chwiać, kiedy jeden ze stworów wszedł na niego by przejść na drugą stronę.
Jęk ogłuszonego wcześniej żołnierza i kroki mutantów doskonaleto słowo nie pasuje. pokazywać-znaczy, że widzisz toa wy słyszycie- znaczy, że wskazywały np pokazały ile ich tutaj jest. Trójka.
Zauważyłem je. Wielkie i cienkie ostrza, stukały po podłodze zbliżając się w naszą stronę. Pochyliłem się w tył ciągnąc Mike'a. Nie było już odwrotu. Stwór powoli się ugiął próbując zajrzeć pod stół. Krew skapywała na podłogę, tworząc coraz większą kałuże. Wielkie i żółte oczy przebiegły powoli całą jego długość kończąc na przeciwległej ścianie z mnóstwem szafek, których górna część była nad stołem. Jedne z drzwiczek były uchylone, a ze szpary spoglądało na niego niebieskie oko.

Dobra, ogólnie dużo błedów nie było. Nawet przecinki prawidłowo. Parę powtórzeń i tylko jeden bład stylistyczny. Także jak na moje oko pod względem poprawności tekstu po wdrożeniu tej korekty- będzie ok. Co zaś do treści....nie przepadałam za tego typu opowiadaniami, nie moja tematyka za bardzo, ale przyznam, że ciekawe :) pisz dalej, bo dobrze ci idzie.
Ostatnio zmieniony 2010-04-30, 11:05 przez Serephinea, łącznie zmieniany 1 raz.
nienawidzę impertynencji...
Awatar użytkownika
Spooky Fox
Administrator
Administrator
Posty: 1976
Rejestracja: 2009-03-02, 02:05
Lokalizacja: Kłodzko

Re: Baza cz.1

Post autor: Spooky Fox » 2010-05-07, 13:28

Krypto - i jak tam? Przesłałeś już kawałek tej Twojej książki? Bo rozmawiałem z Darnokiem i on też jest bardzo ciekawy tych książek, o których mówiłeś.
Zbadaliśmy kosmos i zbudowaliśmy laser, mamy siedem cudów świata i planetarny zasięg
Rozbiliśmy atom, mamy cyfrową jakość, znamy Kamasutre, czy choćby kalkulator
A nie umiemy cieszyć się życiem jak zagubieni w czasie, chciwość w ludzkim jadłospisie jak zazdrość i kradzież
Zabijamy się o Bliski Wschód i o ropę, wkrótcę zobaczę Chiński Mur w Europie
Kryptozoolog
Bardzo wtajemniczony
Bardzo wtajemniczony
Posty: 423
Rejestracja: 2009-11-07, 19:45
Lokalizacja: Stockholm

Re: Baza cz.1

Post autor: Kryptozoolog » 2010-05-07, 18:09

Ohh sorka zapomniałem tutaj napisać.
Pozwólcie mi że coś naprawię w fabułę (mała zmiana, nic ważnego) to dam.
Wojna to sztuka wprowadzania w błąd. Wojna to obszar życia lub śmierci, droga do przetrwania lub zagłady. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie.
ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości