Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:05] - Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu "Debaty niekontrolowane" z wizytą w Biurze Duchów. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Mamy niedzielę, 19 lipca roku Pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina 19:00, a to znaczy, że czas najwyższy rozpocząć kolejną debatę niekontrolowaną z cyklu z wizytą w Biurze Duchów. Dzisiaj naszym gościem audycji będzie znany już państwu z Radia Paranormalium i z miesięcznika "Nieznany Świat" Less Hoduń, a rozmowa będzie dotyczyła interakcji zachodzącej między światem duchowym a fizycznym oraz głębokich wpływów, jakie ukryty świat wywiera na życie osadzone w materii. Przyjrzymy się dzisiaj kontaktom międzywymiarowym poprzez pryzmat snów o zmarłych, wizji pośmiertnych i szerokiej gamy manifestacji paranormalnych znanych pod płaszczykiem znaki z zaświatów, które chociażby poprzez swoją częstotliwość stanowią zjawisko jak najbardziej wymierne i warte zainteresowania. Jeżeli macie państwo pytania lub zależy wam na rozwinięciu konkretnego wątku, to zachęcamy dzisiaj do kontaktu z Radiem Paranormalium bądź to w formie głosowej, bądź to w formie pisemnej. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również jak najbardziej to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl.
Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników "Nieznanego Świata". A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze prowadząca rozmowę Beata Kampa vel Ada Edelmann z bloga Biuro Duchów i nasz dzisiejszy gość Less Hoduń. I tak z czystym sumieniem myślę, że mogę już oddać naszemu duetowi głos.
[02:53] - Witam państwa bardzo serdecznie. Jest mi niezmiernie miło po raz kolejny gościć w Radiu Paranormalium. Szczególnie witam naszego dzisiejszego gościa Lesa Chodunia, człowieka wielu talentów. Witaj człowieku wielu talentów. Takim człowieku renesansu można powiedzieć, bo tak różnymi dziedzinami się zajmujesz, że naprawdę jest to imponujące. Ja tylko pozwolę sobie, zanim przejdziemy do meritum, jeszcze przypomnieć, że na fanpage'u Biura Duchów jest konkurs książkowy. W tym konkursie można wygrać książkę „Nadal jestem. Koniec drogi to jeszcze nie koniec” naszego dzisiejszego gościa. Zachęcam państwa do udostępniania tego posta, ponieważ Les obiecał, że książka będzie z autografem, prawda?
[04:03] - Tak, jak najbardziej.
[04:05] - No to super. Jest to nie lada gratka. Mogę powiedzieć od siebie, że książkę przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i polecam ją państwa uwadze. Wręcz zdecydowanie polecam. Drogi Lesie, mamy dzisiaj rozmawiać na temat interakcji między światem duchowym a fizycznym i wpływom, jakie ten ukryty świat wywiera na nasze życie osadzone w materii. Ciebie bardzo mocno te tematy interesują, bo zarówno w tej nowej książce, jak i we wcześniejszej „Lekcja paranormalności”, ale także w tomiku wierszy „Targowisko różności” odnosiłeś się mocno do tej tematyki. Powiedz mi, skąd to zainteresowanie?
[05:19] - Myślę, że odpowiedź może być prozaiczna. Mnie od początku praktycznie istnienia interesowały rzeczy inne, ciekawe, które stymulują i dają do myślenia. A jakoś kształtują umysł dzięki temu, że są. Więc nikt mi kiedyś w zasadzie nie musiał mówić. Ja bardziej staram się odczuwać te rzeczy niż ich doświadczać w formie akademickiej czy pragmatycznej. Natomiast później z czasem, jak doszły doświadczenia, chociażby w kontekście rozmów, jakie odbywam z ludźmi, w kontekście przeżyć różnych, które też się zdarzały.Kiedy człowiek zaczął się rozwijać w swojej świadomości, sięgał również do publikacji akademickich, by się zorientować, co tak zwana druga strona na ten temat myśli, co z tego wynika. Jednocześnie dany artykuł, dana publikacja mówi też o człowieku, który to napisał. Czyli uczymy się też siebie, pomimo tego, że poznajemy świat i odkrywamy go. Bo niezależnie od tego, o czym będziemy mówić, w jaki sposób, to uważam, że świat jest tak bogaty i tak zasobny w różnego rodzaju rzeczy i zjawiska, które nie są jeszcze poznane. Jak choćby temat, o którym dzisiaj rozmawiamy.
Choć mnóstwo ludzi zajmuje się poszukiwaniem odpowiedzi na pytania z tym związane, to jednak warto poznawać, warto sięgać i warto czytać, bo wiedza tu jest nieodzowną częścią. A przede wszystkim też otwartość. Ja generalnie staram się przekazywać prosty komunikat. Świat jest ciekawy, ponieważ jeżeli ludzie wiele razy mówią o dziwnych, niezwyczajnych rzeczach, które się wydarzają w ich życiu, to wiadomo, że coś musi być na rzeczy. Całe podążanie przez życie i doświadczanie różnych rzeczy, wchłanianie wiedzy to jest też uczenie się tego, że nie każda osoba jest w stanie we właściwy sposób opowiedzieć o tym, czego doświadczała. Nie każda osoba umie to opowiadać, nie każda osoba zechce o tym mówić. A być może są też takie osoby, które nie powinny mówić o pewnych rzeczach, ponieważ zdarzają się tacy ludzie, i też takich spotykam na swojej drodze, którzy bardzo mocno wchodzą w klimaty pod tytułem: „tutaj jak ja postawiłem nogę, to wydaje mi się, że ona bardziej na północ i tak dalej”. Ja być może teraz przerysowuję, bo były to przeróżne interakcje, przeróżne sytuacje, ale szukanie i doszukiwanie się wszystkiego we wszystkim to też jest niezdrowe.
[08:33] - Ja na przykład kiedyś spotkałem takich ludzi, którzy potrafili w dziubaniu o jakieś pokolenie, w jakimś bólu w kolanie dopatrywać się ataków energetycznych.
[08:42] - Być może my nie wiemy o tym, czy faktycznie takie ataki istnieją, bo człowiek jako jednostka, jako istota, która urzęduje tutaj na tym świecie. Chyba wszyscy tutaj czytaliśmy niejednokrotnie o tym, że nasze DNA jest tak skonstruowane, żeby nam w pewnym sensie ograniczać pole postrzegania. Więc być może po prostu nie wiemy o wielu rzeczach, które faktycznie się dzieją, a które my uważamy za coś takiego, a takiego. Ponieważ tak się nauczyliśmy, tak nas wykształciło środowisko, takie mamy wspomnienia, tak mówili znajomi, rodzice, bo tak się mówi. Taki jest zwyczaj, bo tak się mówi. Więc ta indukcja sprawiła, że po jakimś czasie, jeżeli człowiek nadal utrzymuje zainteresowanie tymi tematami, być może wejdzie w to głębiej, ale użyje swojej świadomości, otworzy się na to, będzie patrzył życzliwie. Bo jeżeli będziemy bardzo opresyjnie patrzeć na pewne tematy, czyli będziemy mocno chcieli coś wyjaśnić, mocno się chcieli czegoś dowiedzieć, to nie jest tędy droga. Więc w spokojny sposób postrzegać świat, być otwartym na ludzi, na zjawiska. Myślę, że odpowiedzi będą się często pojawiać w różnej formie.
[10:06] - Właśnie powiedziałeś o tym indukowaniu nam pewnych poglądów i o tym, że w miarę rozwoju mediów, zaczynając od powstania i szybko potem zyskujących popularność gazet, potem radio, obecnie internet. Więc tych sposobów i możliwości indukowania pewnych tez i formatowania naszych umysłów jest bardzo dużo. To nie ulega wątpliwości. Ja czasami dochodzę do wniosku, że współczesny człowiek zatracił w znacznej mierze kulturę duchową, zaczynając od więzi z przyrodą, poprzez więzi z samym sobą. Następnie kolejny ważny aspekt więzi chociażby ze swoimi przodkami. Bo choć kultury pierwotne wiodły trudne i niebezpieczne życie i właściwie oni nieustannie żyli na krawędzi, to mieli ogromną więź między sobą i ogromną więź z przyrodą. Oni w znacznej mierze byli zanurzeni tak naprawdę i w świecie fizycznym, i w duchowym jednocześnie. Świetnym tego przykładem są na przykład rdzenni mieszkańcy Australii, czyli Aborygeni, prawda?
[12:08] - Mm.
[12:09] - Mają bardzo głęboko zakorzenione pojęcie istoty najwyższej. Wyznają kult przodków. Wierzą, że ich przodkowie są zawsze z nimi, czuwają nad nimi i wstawiają się przed bóstwami czy bogami w ich sprawie. Ta wiara w świat duchowy powoduje, że oni są dużo bardziej świadomi istnienia dwóch światów i świadomi tego, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Oni postrzegają na przykład niebo jako przestrzeń, gdzie odeszli ich przodkowie, by zapłonąć na nocnym nieboskłonie jako gwiazdy i uważają, że po śmierci mogą odrodzić się w innym ciele. To są bardzo istotne rzeczy, ponieważ oni mają lepsze zrozumienie praw wszechświata niż współczesny człowiek, przeintelektualizowany i zaprzątający sobie głowę przede wszystkim gadżetami otaczającymi go. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że zaczynając od kultur pierwotnych, przez wszystkie następne kultury i epoki, jakie następowały w dziejach ludzkości, ten kontakt ewoluował i na pewnym etapie, powiedzmy 200-300 lat temu rozpoczęło się stopniowe wygaszanie i zubożanie człowieka. Ten aspekt.
[14:21] - Tak. Wydaje mi się, że to, o czym wspominasz, jest o tyle istotne, że w tym okresie czasu mamy zaczątek tak zwanej technologii. Takiej technologii, która zaczyna dominować w życiu i zaczyna przejmować pewne funkcje życiowe. Myślenie o życiu jest jak gdyby podporządkowane troszeczkę technologii. Jeżeli czegoś nie muszę robić, ponieważ zrobi to za mnie to albo tamto, w tym momencie jest tendencja do zanikania pewnego rodzaju związku z daną umiejętnością, myśleniem o danej umiejętności, czy wręcz nawet występowaniem tej umiejętności. Bo jeżeli nie myślimy o tym, ponieważ mamy urządzenie, które nam coś tam zastąpi, to po prostu przestajemy to robić, a w efekcie zanika swoboda posługiwania się tym czymś. Ta natura jest jak gdyby spychana troszeczkę na plan dalszy. Jeżeli wspominałaś o aborygenach, ja swego czasu miałem przyjemność czytać książkę, której długo szukałem. Książkę pani doktor Marlo Morgan „Wołanie z końca świata”, o ile to dobrze pamiętam. Ta wspólnota aborygenów, którzy zaprosili panią doktor na wyprawy przez interior, to było po prostu niesamowite.
W momencie, kiedy na przykład szli sobie i potrzebowali pożywienia, szaman akurat decydował o tym, że poprosimy. Była ceremonia modlitewna i tak dalej. I faktycznie pani doktor mówi: „Zbliżamy się później i stoi zwierzę”, które jak gdyby ma wrażenie, że ono czeka, bo zostało wytypowane. Ono wie, że musi wesprzeć tych ludzi czy coś w tym stylu. Także te związki w życiu aborygenów, choćby w tej książce, były opisane w sposób niesamowity. Ja na pewno polecam, żeby tę książkę ludzie sobie przeczytali, to troszkę zrywa beret z głowy i robi naprawdę niesamowite wrażenie. Uczy też pokory. Pamiętam, że była jakaś wzmianka, bo też wspominałaś o pewnej rzeczy, jeżeli chodzi o kwestie ideologii i kultury. Padło pytanie chyba do starszyzny, dlaczego nie wyznają wiary rzymskokatolickiej. Coś było o Jezusie.
Już teraz nie pamiętam zbyt dokładnie. Oni powiedzieli, że znają słowa Jezusa, ale to nie znaczy, że muszą robić dokładnie tak jak on. Czy coś takiego. Książka mnie totalnie zamiotła i powiem szczerze, że chętnie do niej wrócę. Akurat skoro już rozmawiamy, to właśnie poczułem taką potrzebę.
[17:24] - Ja znam tą pozycję. Ubolewam, że nie mam jej w księgozbiorze na stałe, ale wiem, o czym mówisz.
[17:34] - Tak. Jeżeli natomiast chodzi o indukcyjność, jeżeli chodzi o sprawy związane z propagowaniem pewnej myśli na temat tego, jak wygląda świat, jak wygląda otoczenie, związane jest między innymi z intencjonalnością. Bo w pewnym momencie zauważyłem pewną znamienną rzecz, że umiem wybierać materiały, które według mnie mogą dać mi coś dobrego w widzeniu danego tematu.Między słowami można wyczytać, dlaczego dana osoba pisze o tym czy jest to kontekst prześmiewczy, czy kontekst mający na zasadzie po prostu opisać, żeby wydać publikację, czy może coś więcej. Intencjonalność zawsze też oddaje taką siłą motoryczną, która sprzyja rozwojowi pewnych poglądów i rozwojowi pewnego patrzenia. Ja na przykład jestem taką osobą, która lubi wyłożyć swoje trzy grosze lub kij w mrowisko wręcz czasami. Robię to niepokornie i świadomie, ale nigdy nie robię tego nieżyczliwie, ponieważ uważam, że jeżeli coś należy naświetlić z innego punktu widzenia, to lubię po prostu dokopać bardzo solidnie, ale zawsze jest to z uśmiechem i ten swój wątek postawionego spojrzenia na dany temat lubię przekazać. Uważam, że tego typu rzeczy są też bardzo istotne, jeżeli chodzi o tak zwaną intencjonalność. Bo zawsze autor odpowiada za to, co pisze, ponieważ słowo jest energią, więc ta energia pójdzie w obrót i żeby ona wykorzystała swój potencjał i zrealizowała się w najlepszej formie. Po to się robi.
[19:43] - Bardzo dużo poświęciłeś w ostatniej książce miejsca na relacje osób, które doświadczyły śmierci klinicznej czy innego rodzaju kontaktów, powiedzmy na granicy światów, snów o zmarłych, wizji, zjaw pośmiertnych i tego typu sprawom. Ja bardzo cenię takie relacje, ponieważ wychodzę z założenia, że to jest bardzo istotne, że każdy materiał ma nie tylko wartość gatunkową, ale w tym wypadku świadectwa mają również wartość ilościową, dlatego, że im szersze jest częściej doświadczane dane zjawisko, tym trudniej je zlekceważyć. Tym trudniej obecnie nauce powiedzieć: „Nic się nie dzieje”. Powiedz, czy te relacje są do ciebie nadsyłane, czy w jakiś sposób zbierałeś je podczas bezpośrednich rozmów?
[21:28] - Ja osobiście zgłaszałem się do ludzi, których typowałem sobie najpierw, podejrzewając, że zgłaszając się do danej osoby, będę w stanie uzyskać informację w miarę czystą od tak zwanych konfabulacji i potencjalnych jakichś modyfikacji. Bo czasami zdarzało się, że człowiek nagrywał w przypadku dłuższych rozmów, informując o tym. Znając daną osobę, słyszałem, jak opowieści różnią się od tych, które mogłem pozyskać w sposób czysty, nie nagrywając. To też jest bardzo ciekawa rzecz. Natomiast dzwoniłem osobiście i rozmawiałem bezpośrednio z tymi wszystkimi ludźmi. Część opowieści, którą udało mi się zebrać, nie trafiła tutaj na łamy, dlatego, że były to opowieści typu: „Ktoś mi się przyśnił i widziałem, i był”. I w zasadzie nic z tego nie wynikało. Mnie bardzo kręciły i nadal mnie kręcą tego typu rzeczy pod tytułem — jedna z historii, którą mogę tutaj przytoczyć, a którą zamieściłem w książce. Było to w momencie, kiedy miałem swoiste posiedzenie w jednej z klinik w Szczecinie i siedziało sobie kilka osób dookoła i pomyślałem sobie: „Zapytam, dlaczego nie?”. Mówię, że akurat piszę książkę na taki a taki temat i chciałbym spytać, jaki państwo macie stosunek do tego typu sytuacji, okoliczności, bo mówię: przecież wiadomo, że mamy wszyscy rodziny.
W rodzinach ludzie się rodzą, umierają, chorują, są zdrowi, bogacą się i tak dalej. Więc mówię standardowo, doświadczamy po prostu tego typu okoliczności. I po chwili ciszy i takiej niepewności jeden pan mówi, że miał wujka, którego bardzo lubił i ten wujek dużo go nauczył. Był takim fajnym, sympatycznym człowiekiem, który lubił żartować i był po prostu fajnie nastawiony do ludzi. I była sytuacja tego typu, że któregoś razu ten wujek przyszedł do niego, posiedzieli sobie, rozmawiali i nagle wujek w pewnym momencie mówi: „Wiesz, przyśniła mi się moja mama i powiedziała, że niedługo po mnie przyjdzie”. A mama tego wujka już wtedy nie żyła. I ten pan mówi: „Zrobiła się taka dziwna atmosfera, konsternacja i w ogóle”. Ale mówi: „To wujek pierwszy przełamał tę atmosferę i zaczął żartować i wszystko było okej”. I po dwóch tygodniach wujek się wymeldował.I teraz nie wiem, co mówić. Jeżeli jedna osoba by powiedziała, że przypadkiem coś się takiego wydarzyło, to okej, ale jeżeli słyszysz to od dziesiątków osób, jednocześnie znasz te osoby i ufasz tym osobom.
Bo nie zgłosiłbym się do ludzi, u których miałbym pewność, że nic się specjalnie nie wydarzy, żadnych historii. A nawet jeżeli ktoś mi coś opowie, to ja nie będę miał pewności, czy dana osoba mówi świadomie, czy ona opisuje prawdę, czy sobie wymyśliła dlatego, że ja zapytałem o to. Spora część tych opowieści była rozmawiana bezpośrednio przeze mnie, natomiast niektóre wybierane również trafiały się jeszcze z czasów, kiedy prowadziłem moją ideę społeczną „Ukryta rzeczywistość” i prowadziłem swego czasu cykl programów radiowych w Radiu Szczecin. I tam akurat jedna z audycji dotyczyła tego tematu. I któregoś razu siadłem sobie po prostu, przesłuchując te materiały, myśląc sobie: „Ten nie został wykorzystany, ten nie został. Ale one poszły w radio, więc może by coś spisać z tego”. I kurczę, tak rzeczywistość chciała, że zaczęło mi się to podobać i później już poszedłem tą drogą. Książka relatywnie szybko się napisała, bo to chyba trwało około roku. Natomiast starałem się bardzo dużo rozmawiać z ludźmi i bardzo dużo pozyskiwać tych opowieści, dlatego że uważam, że same z siebie opowieści są na tyle niesamowite i na tyle przekazują materii i informacji, że bardzo przyjemnie takie rzeczy się czyta. Tak jak chociażby u pani Ostrzyckiej, u pana Rymuszki „Polskie życie po życiu” bodajże książka.
Tam też było bardzo dużo. Czy chociażby Raymond Moody czy polski autor Leszek Szuman kiedyś jeszcze. Dużo opowieści to, uważam, jest dużo fajnej naprawdę materii, bo ta materia jest bliska ludziom. Ludzie opowiadają, ludzie to czytają, więc to jest świetne połączenie, uważam. Osoby, która relacjonuje i czytelnika, więc wydawało mi się, że to jest przecudowna rzecz, żeby coś takiego wymyślić, żeby książka aż kipiała tą ilością historii, jednocześnie pokazując, jak bogate spektrum okoliczności ludzie dotykają. To jest niesamowite.
[27:02] - Wyszłem z podobnego założenia, publikując „Opowieści z biura duchów”. Tylko ty jesteś skupiony bardziej na jednym czy dwóch wątkach. Ja to troszkę rozproszyłam, ale też dla mnie najważniejsza zawsze jest relacja i dotykanie, kontakt z drugim człowiekiem. Bo powiedzmy sobie szczerze, te materiały to jest wątek dowodowy, dlatego że wpływ rzeczywistości niejawnej na nasz świat dla wielu osób jest oczywisty, a szczególnym wpływem, powiedziałabym, skoro akurat tutaj taki przykład podałeś, szczególny wpływ mają sny. Oczywiście wszystkie sny są istotne i one nie biorą się znikąd, bo czasami to nasza podświadomość chce nam przekazać ważne komunikaty, ponieważ my ewidentnie nie dostrzegamy lub źle interpretujemy to, co się wokół nas dzieje. Zdarzają się sny stanowiące specyficzną kontynuację tego, o czym myśleliśmy na przykład intensywnie w ciągu dnia. Ale sny o zmarłych to jest bardzo szczególny rodzaj przekazu. One mają swój specyficzny charakter. Nie można ich pomylić z żadnym innym typem snów. To znaczy chodzi mi o to, że-
[28:51] - Tak, ludzie relacjonują-
[28:52] - ... osoba zmarła może pokazywać się w naszym śnie, może ukazać się w naszym śnie jako swego rodzaju konstrukt myślowy stworzony przez naszą własną świadomość w sobie tylko wiadomym celu. A to żeby zwrócić na coś uwagę, a to żeby podkreślić charakter danego przekazu. Natomiast sny o zmarłych, jeżeli są rzeczywiście tą relacją duchową następującą między dwoma świadomościami, to zdecydowanie zawierają szczególny rodzaj przekazu. Mają bardzo często charakter profetyczny. Nie ma w nich elementów drastycznych, nie ma w nich niczego, co mogłoby nas przestraszyć. Nawet jeśli jakaś informacja może być dla nas przykra, ona jest podana w sposób co najwyżej konkretny, ale absolutnie wszelkiego rodzaju sny, w których nie ma tych elementów, zdecydowanie wydają się być tylko i wyłącznie konstruktem naszego umysłu. I-Mało jest osób albo nieliczna jest grupa osób, które nigdy nie doświadczyły takiego kontaktu, a szczególnie w tej podgrupie snów, którą można by nazwać zjawami pośmiertnymi. I w tej materii najwięcej jest doświadczeń, bo śmierć kliniczna, doświadczenia poza ciałem to nadal są miliony, ale to jednak nie jest ta skala, co skala doświadczeń ze zjawami pośmiertnymi, czyli tych doświadczeń, w których osoba żegna się ze swoimi bliskimi w taki szczególny sposób. Wydaje mi się, że można by tutaj wyszczególnić wiele takich aspektów, które ukazują ogromny wpływ, jaki rzeczywistość niejawna ma na nas.
I tutaj zarówno mam na myśli śmierć kliniczną, sny o zmarłych, wszelkiego rodzaju inne manifestacje paranormalne, które możemy kojarzyć właśnie z działaniem tej nieuchwytnej siły. Powiedz mi, w tych grupach, o których wspomniałam, co jest dla ciebie najmocniejszym wątkiem, za którym najczęściej podążasz, szukając tych relacji? Czy ty szczególnie interesujesz się rzeczywistością niejawną z poziomu snów, śmierci klinicznej, doświadczeń poza ciałem, czy na przykład manifestacji typu poltergeist? Gdzie ty się upatrujesz tego najmocniejszego akcentu, który mówi o tym, że światy się przenikają i dochodzi do tak mocnych interakcji?
[32:51] - Wydaje mi się, że każda z grup ma swoje plusy i minusy i na pewno wiele istotnych elementów można znaleźć we wszystkim tym, co wymieniłaś. Natomiast ja zastanawiam się nad jedną rzeczą, mianowicie wydaje mi się, że swoistą egzemplifikacją tego dzisiejszego tematu będzie kwestia wpływu tej rzeczywistości niejawnej na naszą rzeczywistość w sposób materialny. Czyli jeżeli tamta strona uzyskuje możliwość władania taką ilością energii, która pozwala jej na zamanifestowanie się w sposób czy dźwiękowy, czy fizyczny. Kiedy to słyszymy, odczuwamy. To jest niezwykłe. To jest niezwykłe ze względu na to, że pokazuje, jak bardzo nie wiemy, w jaki sposób skontaktować się tak już de facto, bo istnieją przecież EVP i różnego rodzaju inne próby skomunikowania się z tamtą stroną i nieraz ogląda się programy telewizyjne, choćby na Discovery czy tego typu podobnych, kiedy naprawdę ludzie niesamowite rzeczy robią i potrafią w czasie rzeczywistym nawiązywać jakiegoś rodzaju połączenie. Tylko dlaczego to połączenie jest takie rachityczne, opiera się na jednych słowach, na fragmentach dźwięków i tak dalej? Trudno powiedzieć. Na pewno doszlifowywanie tych technologii, że się tak wyrażę, będzie prowadziło w dobrym kierunku. Oczywiście pod warunkiem, że będą się zajmowały tym osoby, które sprawiają fajne wrażenie, które mają fajny środek, przyjemne nastawienie, to one będą na pewno szły w dobrym kierunku.
Natomiast już sam fakt, że tamta strona potrafi wpłynąć na to, co dzieje się tutaj i my jesteśmy świadkiem zdarzenia, bo to jest zdarzenie, to nie jest zjawisko tekstowe. Bo dla mnie zjawiskiem to jest śnieg, piorun i tego typu rzeczy, które występują w naturalny sposób. A to są wydarzenia, które są związane dokładnie z pewnymi konkretnymi sytuacjami, jak chociażby jedna z moich ulubionych, która została wspomniana również w książce. Znajomy mi pan, lat troszeczkę więcej ode mnie, elokwentny, sympatyczny i elegancki przede wszystkim. Nigdy go nie podejrzewałem o jakieś związki właśnie z tego typu tematyką i zainteresowanie z jego strony. I sytuacja wyglądała tak, że swego czasu nawiązaliśmy rozmowę. No i on mówi: „To ja panu coś opowiem”. I mówi, że właśnie było to kiedyś, kiedy jego mama chorowała. On mieszkał wtedy w takim starym budownictwie i miał amfiladowy układ pomieszczeń, czyli jedno za drugim. Między tymi pomieszczeniami oczywiście drzwi i mówi: „Między dwoma pomieszczeniami były takie stare, grube drzwi, których za cholerę nikt nie był w stanie zamknąć”.Mówi: „Wielu śmiałków próbowało i zawsze te 20 centymetrów zostawało.
Nie dawało rady”. To była sytuacja związana z poważną chorobą jego mamy, która była w tym czasie w szpitalu. On był wtedy w domu, dokładnie w tym mieszkaniu. Mówi: „Wiatr był taki na zewnątrz, nie dało się skupić, ale byłem zmęczony”. Już gdzieś było około pierwszej w nocy i on po prostu już postanowił zasnąć. Zasypiał, zasypiał i opisuje: „Jak coś nagle nie pierdzielnie. Zrobiłem się cały biały ze strachu”. A mówi: „Powiem panu, że ja się nie boję. Nie jestem taką osobą, która jest strachliwa”. Ale mówi: „Ja stanąłem na nogi i przeraziłem się nie na żarty, bo to dochodziło z mieszkania.
Wstałem, podszedłem i okazało się, że te drzwi zostały zamknięte. Od razu pomyślałem o mamie”. I okazało się, że właśnie w tym momencie mama tego pana odeszła.
[37:28] - Ja mam podobną historię rodzinną. Kiedyś mama mi opowiadała o przypadku, jak siedzieli sobie z ojcem spokojnie w pokoju na piętrze i nagle coś zaczęło dmuchać, walić, jakieś cuda na kiju, kolokwialnie mówiąc, się zaczęły dziać. I się okazało, że tego właśnie wieczoru dziadek zmarł. Ojciec mamy. Też mam mniej hardkorowe przeżycie po odprowadzeniu mojej przedwcześnie zmarłej przyjaciółki. To był kilka lat temu okres, kiedy Radio Paranormalium było dość mocno atakowane przez trolli internetowych, przez hakerów. Zdarzało się, że podczas audycji na żywo dzwonili na antenę, jakieś groźby karalne leciały z ich strony. I po tym, jak odprowadziłem przyjaciółkę, która, nawiasem mówiąc, ze strony tej samej grupy społecznej też miała jakieś nieprzyjemności za życia, każdy taki atak na Radio Paranormalium był czymś poprzedzony, najczęściej spadnięciem na moją głowę laurki, która leży sobie w pokoju u mnie cały rok. Nic się z tą laurką nie dzieje. Jest praktycznie przyklejona do podłoża.
Trzeba dość mocno ją zepchnąć, żeby spadła, żeby w ogóle się ruszyła. Jakoś tak się działo, że ta laurka dwa razy mi spadła na łeb i za każdym razem okazało się po chwili, że jest jakiś atak na serwer.
[39:04] - Te manifestacje rzeczywiście są bardzo charakterystyczne dla momentów pośmiertnych. Moja babcia umarła w ciągu dnia, w lipcu. Pamiętam jaki piękny lipcowy dzień, całe słońce. Zwróciliśmy uwagę. Umarła w domu, umarła na moich rękach, przytulona do mnie. Muszę wam powiedzieć, że pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę, to to, że babcia miała w chwili śmierci 97 lat. Budzik, który stał przy jej łóżku, towarzyszył jej od czasu, uwierzcie lub nie, pierwszej wojny światowej. On z nią przeżył później drugą wojnę, okupację, powstanie warszawskie. I ten zegar przetrwał. Ona go miała przy łóżku i stanął dokładnie w momencie jej śmierci.
Ale co ciekawe, kiedy otrząsnęliśmy się – ja miałam wtedy 14 lat, ale reszta rodziny otrząsnęła się na tyle, żeby po prostu zająć się ciałem babci – zwróciliśmy uwagę, że zatrzymał się również inny zegar. W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na swój zegarek ręczny. Było dokładnie to samo. Stanął o tej godzinie. I tak dalej. Co ciekawe, zadzwoniłam później do kogoś, kto dużo dalej mieszka i ta osoba powiedziała, że u niej dwa zegary również stanęły dokładnie o tej godzinie. Myślę, że nie konfabulowała, ponieważ ja nie podałam godziny. To ona pierwsza powiedziała, która to była godzina. Także jest bardzo wiele takich znaków, ale żeby nieco zaostrzyć czujność naszych słuchaczy, warto powiedzieć, że często te znaki nie dotyczą tylko manifestacji pośmiertnych, ale też można odnieść takie wrażenie, że dusze są w stanie w jakiś sposób próbować zwrócić na coś uwagę. Dla mnie bardzo poruszającą historią była opowieść osoby, która nawet zaskoczyła mnie tym, że otworzyła się i coś takiego mi zrelacjonowała.
To jest człowiek bardzo biznesowy, człowiek nieprawdopodobnie tu i teraz. Jednak przydarzyła się im taka historia, kiedy to po prostuZ pokoju córki, która wyjechała w trasie. Jechali z narzeczonym nad morze i nagle w środku nocy w jej pokoju zerwało się bardzo ciężkie lustro, które nie miało prawa spaść, bo jak się panowie domyślacie i państwo, było odpowiednio zabezpieczone. To nie był obrazek powieszony na krzywym gwoździku. I to lustro spadło. Mało tego, ono się nie potłukło, ale spadając doprowadziło do tego, że spadła pamiątka z Ustronia, którą kiedyś ta dziewczyna kupiła, jak była tam z rodzicami. Jak oni weszli do pokoju i zobaczyli, że haki czy jakieś gwoździe, czy zabezpieczające elementy nadal są w ścianie. To duże lustro leży i nie jest zbite, ale na środku leży ta pamiątka z Ustronia, po prostu zdruzgotana i zbita w drobny mak, dokładnie tak, jakby ktoś po niej przeszedł i celowo jakoś ją tam nadepnął. Coś ich tknęło. Zaczęli szukać tej dziewczyny i wyobraźcie sobie, że to uratowało jej życie.
Ponieważ oni gdzieś na trasie przejeżdżali, wtedy jeszcze nie było tej drogi, która jest w tej chwili, szybkiego ruchu. I oni po prostu wpadli w rów pełen jakichś chaszczy. Oni praktycznie byli niewidoczni, a jednocześnie byli w tym samochodzie nieprzytomni.
[44:34] - Tak, ten wpływ jest niesamowity i ja na przykład tuż po wydaniu książki rozmawiałem z pewnym moim serdecznym znajomym, który opowiedział mi historię. Ona albo zostanie zaanektowana do poszerzonego wydania książki, które być może się ukaże, albo jest szansa na drugą część. Ja na przykład tego typu historii nie słyszałem. Przytoczę ją teraz tylko tak szacunkowo. Chodziło o to, że jego mama kiedyś ciężko schodziła, a on miał ulubioną jakąś tam roślinę i kilka pąków tej rośliny zasuszonych leżało w łazience przez długie lata. Kiedy mama zmarła, zaraz po jej śmierci zakwitły. Ja wtedy dostałem ciary. Przelała się przeze mnie fala gorąca, bo to już jest naprawdę oznaka czegoś bardzo niesamowitego. Bo o ile można wygenerować dźwięk, o ile można usłyszeć osobę przez jakieś tam urządzenie, to wpływ taki na organiczną materię, która jest zasuszona od lat, a jednak obrodziła. Nie potrafię powiedzieć, o co chodzi, ale myślę, że w jakiś sposób celowo jesteśmy ograniczeni, żeby nie wiedzieć i nie widzieć wszystkiego.
Być może mamy doświadczać. Być może to jest kwestia kształtowania siebie jako jednostek osobowości, bo wiadomo, że materia to jest tylko materia, to jest tylko nośnik. Natomiast ten duch, ten umysł, tą duszą, który my jesteśmy, która została wygenerowana dla nas gdzieś z tego źródła, to być może ona ma się właśnie w jakiś sposób kształtować. To są dywagacje, gdybania, ale tak naprawdę jest to wszystko niezwykle fascynujące i moglibyśmy zarówno polecić i moją książkę i twoją stronę Biuro Duchów, bo naprawdę te opowieści, które od ludzi pochodzą bezpośrednio, są najbardziej prawdziwe i niesamowite.
[46:43] - Sporo też takich opowieści pojawiło się do tej pory w audycji „Mówią świadkowie”, chociażby w Radio Paranormalium także też można zasięgnąć.
[46:52] - Tak. Dokładnie tak. Polecamy jak najbardziej.
[46:57] - Pozwolę sobie przeczytać. Słuchacz: „Zmarli nie mają możliwości wpływania na naszą rzeczywistość. Mogą się kontaktować z żywymi w wyjątkowych sytuacjach. Gdyby było inaczej, kontaktom nie byłoby końca”. Tutaj jest trochę zaprzeczenie. Nie mają możliwości wpływania na naszą rzeczywistość, a jednocześnie pisze pan, pani? Nie wiem, bo z nicku to nie wynika.
[47:24] - Jacek to chyba pan.
[47:25] - Mogą kontaktować się w wyjątkowych sytuacjach. Nie wiem.
[47:33] - Wydaje mi się, że te wyjątkowe sytuacje mogą być związane z okolicznościami, które mają inny ładunek energetyczny i emocjonalny, ze specyficznymi osobami. Nie w sensie kimś nie wiadomo kim, tylko osobami, które potrafią mieć dostrojony umysł do tego typu komunikacji. Wiadomo, że jeżeli chodzi o sny i to też o tym piszę w książce „Nadal jestem”. Sny mają szczególną możliwość komunikacji międzyświatowej ze względu na to, że sen jest rodzajem odpoczynku, więc nie siłujemy się, nie mamy zagmatwanych umysłów różnego rodzaju informacjami z dnia, tylko nasz umysł się relaksuje. I wtedy, podczas tego relaksu wydaje mi się, że jest najlepszą opcją możliwość docierania tamtej stronyWłaśnie do nas, czy w postaci komunikatów, czy w postaci różnych innych rzeczy, które nam się później w życiu wydarzają, a o których dowiadujemy się na przykład w takich snach, bo poza samymi informacjami dostajemy też, tak jak powiedziałaś, pewnego rodzaju profetyczne informacje, które są związane z czymś, o czym my jeszcze nie wiemy, co się nie wydarzyło, a co się później właśnie zadzieje. I jeżeli ktoś potrafi połączyć dwa plus dwa, potrafi połączyć ze sobą te klocki, to nabiera świadomości, że właśnie oto zrealizowała się pewna informacja, która pojawiła się w jego śnie, chociażby.
[49:14] - Oczywiście, że my tutaj nie chcemy udowadniać, że taka interakcja może następować w każdej chwili i w każdym momencie-
[49:26] - I u każdej osoby.
[49:26] - Wynika z jakiegoś kaprysu albo ze sposobu bycia i podejścia do tematu za życia. Bo wiadomo, albo można domniemywać, że kontakt między światami wymaga sporego nakładu energii i to, żeby do niego doszło, nie jest na pewno zjawiskiem powszechnym, między innymi dlatego, że przede wszystkim my potrzebujemy, aby nasz sen był przestrzenią do tego, abyśmy mogli po pierwsze posortować pliki w bazie danych, czyli żeby mózg mógł zrobić porządek z pamięcią bieżącą. Po drugie do tego, żebyśmy mieli choćby minimalną szansę na zrobienie porządku z samym sobą poprzez własną świadomość, czyli odreagować lub odczuć coś głębiej.
[50:34] - Czyli produkowanie siebie samych bez udziału nas samych.
[50:43] - Ja bym jednak inaczej powiedziała. Ja należę do tych, którzy mieli taką przygodę poza ciałem, co spowodowało, że ja o sobie myślę w ten sposób, że sobą samą jestem właśnie jako świadomość. Natomiast dzisiaj jestem w tym ciele, za jakiś czas mogę być w innym. Także ciało tutaj jest dla mnie drugorzędną sprawą. I tak sobie myślę, że dla nas napływ, zbyt duży strumień informacji, czy też zbyt częste kontakty na poziomie astralnym, bo jeśli mówimy o kontakcie dusza-dusza, to musi być to bardzo głęboki sen, w którym jesteśmy na poziomie astralnym. Chciałam zresztą zwrócić państwa uwagę, że przecież nie na darmo sen nazywa się małą śmiercią. W wielu religiach bardzo ładnie i moim zdaniem niezwykle obrazowo się to opisuje. Mówi się na przykład o tym, że ciało ludzkie jest połączone z duszą poprzez jakąś cienką nitkę energetyczną, która zostaje zachowana podczas snu. Czyli jesteśmy połączeni na tyle, żeby móc wrócić, natomiast nasza świadomość odwiedza zupełnie inne rejony. Niemniej wracając do tej rozmowy, bo ja myślę, że bezsprzecznie nam, wcielonym, jest trudno zrozumieć pewne aspekty rządzące tymi kontaktami, bo też nie każdy ich doświadcza.
Niektórzy czują się wręcz urażeni, czy też tacy pominięci, ponieważ strona dostaje listy, w których ludzie się żalą. Babcia obiecała, że jak umrze, to przyjdzie do mnie we śnie czy jakiś mój przyjaciel obiecywał, ale okazuje się, że nie przychodzi. Mnie się wydaje, że autostrada do tych połączeń jest otwarta właśnie na takie wyjątkowe sytuacje, na wyjątkowe chwile. Chwile, gdzie tego bardzo potrzebujemy, gdzie jesteśmy zagrożeni, gdzie coś takiego dzieje się, co mogłoby naruszyć, dla tych, co wierzą w reinkarnację, plan wcieleniowy. Ja tak to widzę. Zresztą kochani, na zawołanie to nawet wody w kranie nie zawsze uświadczymy.
[53:51] - Tak jak mówiłaś wcześniej o tak zwanej kaprysowości. Czyli to nie jest tak, że hop siup i trzeba jakiś kontakt, tylko te mentalno-duchowe konteksty połączeń na pewno muszą być związane z czymś bardzo istotnym, a nie z czymś na zasadzie: „No to daj mi znać jak tam będziesz. Tak? Okej”. To jest bardzo małostkowe postrzeganie i takie wręcz nawet nie po łebkach, bo to po łebkach to już jest jakaś wyższa para kaloszy. Natomiast chyba praktykowane jest takie, że: „A, to jak będziesz po drugiej stronie, to dasz mi znać. A, to okej”. Czyli nie ma tutaj takiego przyłożenia, jeżeli chodzi o intencjonalność osoby mówiącej to.A później jest nagle oczekiwanie, że jednak coś tam się stanie. To nie. To nie jest tak, że ja sobie pójdę do kiosku, kupię sobie zapałki czy gazetę, bo kiosk stoi i on cały czas jest, więc ja sobie w każdej chwili mogę pójść.
Nie, to zawsze musi chodzić o coś więcej. I właśnie w takich opowieściach to się daje wyczuć.
[55:02] - Być może to, co obiecujemy w takich rozmowach z bliskimi, nieraz padają takie słowa: „dam ci znać” albo „odezwę się w jakiś sposób”. Wydaje mi się, że być może, kiedy dusza opuszcza już ciało i rozgląda się wokół siebie, to może zaczyna rozumieć, że tu w tym wszystkim chodzi o coś więcej, ale rozumieć tak głęboko. I prawdopodobnie ten ktoś może zdawać sobie sprawę, jak dziecinna była jego obietnica i jak bardzo nieadekwatna do tego, co naprawdę można zrobić i chciałoby się zrobić.
[55:56] - Tutaj przypomina mi się jedna z opowieści. Akurat chodzi o doktora Moodey'ego i jego „Życie po życiu”. Natomiast wydaje mi się, że też słyszałem w innych wielu opowieściach tego typu rzecz, która mówi, że ktoś, kto bierze udział, że się tak wyrażę, w doświadczeniu śmierci klinicznej, wychodzi poza to ciało, orientuje się, że leży jakieś ciało na łóżku i ten ktoś nie czuje więzi emocjonalnej z tym leżącym ciałem. Czasem bywało wręcz tak, że osoba siebie nie poznawała. Więc ta spójność tego ciała z nami i te wszystkie malkontenctwa, którymi nas miotają na co dzień, wynikają tylko i wyłącznie z osadzenia nas w społeczeństwie, w materialnym postrzeganiu świata i tak dalej. Czyli my mamy taki pogląd, jaki jest zaprogramowany przez dane społeczeństwo, w którym dojrzewamy. A nie jest to zupełnie coś innego na zasadzie otwieraj się, patrz i ucz się. Tylko dostosuj się i rób tak, jak my tutaj robimy, bo to jest systemowe i system się sprawdza i system jest okej. I w tej sytuacji osoba wychodzi poza ciało i nie poznaje siebie, wręcz nie czuje potrzeby identyfikacji siebie jako tego kogoś, kto jest tam gdzieś poza ciałem, z tym właśnie ciałem, które przed chwileczką opuścił. To jest bardzo ciekawe.
Więc to wszystko, o czym my mówimy teraz, czyli na zasadzie, że jak ty pójdziesz, to daj mi znać. I ta osoba faktycznie może nie tyle stwierdzać, że to już nie jest warte tego, to już nie jest warte tamtego, tylko sam rodzaj myślenia, sam konstrukt myślowy, jak to ładnie określałaś, jest już tak skrystalizowany, że on posługuje się w ogóle zupełnie innymi kryteriami myślenia. Więc wtedy rozmowa nas, cielesnych, z tą osobą, która jest tam, to jest tak, jak rozmowa z delfinem troszeczkę. Wiadomo, że delfiny mają swój sposób porozumiewania się, ale trzeba by być w kulturze delfinów, urodzić się delfinem i, że tak powiem, wtedy można by było porozmawiać. To tak jak mówią Indianie: „Chcesz mnie poznać? Chcesz się o mnie wypowiadać? To przejdź najpierw milę w moich butach”.
[58:41] - Dokładnie. Poza tym, moim zdaniem, ludzie podchodzą w pewien sposób naiwnie do tego, czym jest śmierć, czym jest dusza, jak wygląda jej podróż do zaświatów, co ona tam robi i jakie ma możliwości, żeby — czy na naszą prośbę, czy na nasze wezwanie, czy też wiedząc, że coś może nas bardzo niedobrego i bardzo mocno niezasłużonego spotkać — ta dusza przewija się do naszego świata, żeby nas o tym poinformować. To są takie trochę wyobrażenia z katechizmu dla małych dzieci. Bardzo naiwne. Pokazuje się tam pewne ideogramy, a nic nie jest podszyte głębszą treścią. I stąd na początku programu mówiłam, że to właśnie kultury pierwotne i jeszcze antyk, ten okres. Tu ludzie rozumieli to połączenie i czuli to wszystko. I przywiązywali odpowiednią wagę do tego, co się dzieje oraz mierzyli wszystkie te relacje odpowiednią miarą.
[01:00:26] - Jeżeli masz kontakt z matką, to wtedy jesteś bardziej świadomą osobą, tak?
[01:00:35] - Oczywiście. Oni wiedzieli doskonale, że kontakt z duszami jest możliwy i że komunikacja między światami istnieje. Ale pozwolę sobie tutaj dodać, mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz, że oni byli głęboko świadomi właśnie tejJednej najważniejszej rzeczy w tym wszystkim, że my jesteśmy ze sobą połączeni. I ta komunikacja jest możliwa, ponieważ my jesteśmy ze sobą połączeni i stąd osoba odchodząca, dajmy na to taki przykład z życia, gdzie starszy pan, który dość dobrze się trzymał i to jego odejście zaskoczyło wszystkich, co tu dużo mówić. Ale do czego zmierzam? Okazało się, że cała rodzina, znajomi, następni z różnymi rozgałęzieniami, a nawet osoby, których on nie widział od lat, dostały coś w rodzaju komunikatu. Jakby to porównać do naszych komunikatorów, których my używamy, to „wyślij do wielu”. Ponieważ oni wszyscy śnili ten sam sen. Rozumiesz, tam nie było jakiś inny sen dla najbliższych, bo tak często jest. I to też jest ciekawe.
Zobacz, że bardzo intymnie śnią bliscy. Natomiast dalsza rodzina, znajomi, koledzy potrafią też śnić o odejściu tej osoby, ale już w zupełnie inny sposób. Natomiast to jest bardzo ciekawa historia, bo ten to chyba ze 200 osób powiadomił o swoim odejściu i w każdym szczególe ten sen był taki sam. Czyli mówię, wyślij do wielu. Ale jeżeli wyślij do wielu, to wyślij po jakiejś sieci. Coś musi istnieć, co nas łączy.
[01:02:50] - Tak, coś musi istnieć. I chociażby tego typu okoliczności, które związane są z zatrzymaniem zegara czy z wysyłaniem snów, czy komunikacją innego rodzaju, kiedy treści zupełnie nieoczywiste i wydawałoby się, ale dlaczego, po prostu docierają i później skutkują tym, że oto informacja, którą otrzymaliśmy za dzień, dwa, tydzień obraca się dokładnie w taką rzeczywistość. Połączenia są w różnej formie, bo chociażby na przykład ostatnio jeden z moich sympatycznych znajomych opowiedział mi też o takiej sytuacji, kiedy to on i jego siostra po śmierci ich taty. Siostra miała zwyczaj jeżdżenia na grób taty i stawiania tam znicza również za brata, za tego znajomego. Zawsze mówi: „Ty to nigdy nie masz czasu, to postawiłam znicz od ciebie”. I tak przez lata działo się właśnie w ten sposób. Już siostra była tak zorientowana, tak przyzwyczajona. I on powiedział mi któregoś razu, że poczuł po prostu potrzebę i mówi do żony: „Jadę tam do taty”. I pojechał. Pojechał na ten grób i dzwoni, ale tak mówi, patrzy na grobie, chyba nikogo nie było.
Dzwoni do tej siostry i mówi: „Zgadnij, skąd do ciebie dzwonię?” Ona mówi: „No nie wiem”. „Jestem na grobie taty”. „O, to super, bo ja dzisiaj nie mogłam pojechać”. Rozumiesz? I teraz tak myślisz, że widocznie albo ten tata wpłynął, albo połączenie między nimi dwojgiem, albo połączenie między nimi trojgiem. Cholera wie. Tak czy tak, sytuacja stworzyła się w taki sposób, że ten znajomy po prostu otrzymał wyraźny, solidny komunikat. To nie to, że przymus. On po prostu odczuł bardzo mocną potrzebę pojechania i to było proste, sympatyczne i autentyczne. Po prostu pojechał.
Mówi: „Będę tamtędy niedaleko jechał, zajrzę”. I pojechał wtedy, kiedy siostra nie mogła i oni o tym nie wiedzieli nawzajem. Dopiero zadzwonił do niej z tego. Czyli to połączenie między sobą jest oczywiście absolutne. Mówię, my uważamy, że jeżeli jesteśmy jednostką pod tytułem osoba A, gdzieś tam dalej siedzi osoba B. Nawet jeżeli się widujemy w kinie, w autobusie, na mieście, gdziekolwiek, to jesteśmy tylko osobami i każda jest osobno. Nie, to są tylko pozory tak zwane. I nie tylko między osobami występują tego typu relacje, bo o tym, o czym powiedziałaś wcześniej, czyli te kwestie z zegarem. Również u mnie w książce są opowieści o interakcjach między osobami a czajnikiem i zegarem, czy chociażby myślenie o tym, że coś zgubiliśmy i chcielibyśmy, żeby to do nas wróciło. I to potrafi do nas wrócić.
Tak jak ja miałem kiedyś taką sytuację, że pojechałem gdzieś i klucze do samochodu zgubiłem, bo jakąś prelekcję miałem gdzieś i klucze do samochodu zgubiłem wieczorem. Ja siadłem sobie wieczorkiem i tak odczuwałem te klucze. Dzwoniłem nimi w ręku i okazuje się, że następnego dnia rano te klucze do mnie trafiły. Ja się nie spodziewałem i to już była jazda po osobach, które mogły klucze dorobić czy znały się na tym i tak dalej. I te klucze do mnie trafiły, co było niebywałe. Czy one mogły trafić? Widocznie jakaś tam szansa była, że mogły trafić, ale przecież wiadomo jest, że wiele razy rzeczy nie trafiają. Czy to jest związane z otwartością umysłu na tę rzecz i na relacje między rzeczą a osobą? Bo jeżeli mówimy o zatrzymującym się zegarze albo nawet już dwóch zegarach, czy większej ilości, to znaczy, że relacja miała jakąś konstrukcję pozytywną.Między przedmiotem a osobą, osobą, przedmiotem i tak dalej. Jeżeli zachodzi tam interakcja, to jestem przekonany, że jakość tej interakcji między jednostką osobową a rzeczą, czy to będzie rzecz mechaniczna, czy to będzie rzecz na zasadzie kamienia, czy jakiejś prostej innej formy również może istnieć.
Wydaje mi się, że wszystko posiada swój rodzaj duszy, swój rodzaj emanacji, tylko my nie jesteśmy nauczeni odczytywać tego, odbierać i mieć świadomość, że tak właśnie jest.
[01:07:40] - Cóż, w tym, co mówisz, pewnie jest jakiś wątek rzeczywiście prawdziwy, bo wiele jest pozytywnych historii, kiedy coś udaje nam się dzięki afirmowaniu, dzięki rozpaczliwemu komunikatowi wysłanemu do wszechświata: „Pomóż, bo nie daję rady, a bardzo tej rzeczy potrzebuję”. I nagle się dziwnym trafem zdarza, że w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach ta rzecz do nas wraca. Gdyby nie było możliwości wejścia w interakcje z przedmiotem lub z miejscem, to nie byłoby możliwości korzystnych, ale i niekorzystnych powiązań i przywiązań, które później prowadzą do licznych manifestacji duchowych znanych jako poltergeist na przykład. Ja też zawsze podkreślam, że ta sieć informacyjna, która nas łączy, absolutnie dla niej przestrzeń wydaje się nie mieć żadnego znaczenia. Być może to inaczej operuje w czasie, że oni się poruszają po prostu w innym czasie niż my. Mówię o czasie rzeczywistym. Prosta historia. Znajoma pani została jako dziecko wywieziona na Syberię. Była tam z rodzicami wywieziona. Pomijając oczywiście koszmar, który oni tam przeżyli, pewnego dnia jej matka miała sen, w którym pojawili się obydwoje rodziców, czyli dziadkowie tej pani mieszkający podówczas w Warszawie.
Oni się pojawili, ewidentnie było to pożegnanie. Nie było wątpliwości, że oni się żegnają ze swoją córką w tym śnie. Jej mama na skraju papieru, na takim skrawku papieru pakowego ołówkiem kopiowym zapisała datę tego snu. I włożyła to w jedyną książkę, jaką udało im się tam ze sobą zabrać. Wyobraź sobie, że oni z tą książką i z tym skrawkiem papieru wrócili po tłoczce do Polski. Oczywiście zaczęli szukać rodziców tej pani i okazało się na podstawie zeznań sąsiada, który umknął temu tragicznemu losowi, dziadkowie pani Zofii, czyli tej, która historię mi opowiadała, a nawet pokazała ów skrawek papieru pakowego, który tak wiele przeszedł. Była to egzekucja uliczna dokonana podczas akcji SS w pierwszych dniach powstania warszawskiego. Chodzi tutaj o rzeź Woli. Oni odnaleźli córkę, o której losach nie wiedzieli. Nie potrafili przecież, oni nie mieli zielonego pojęcia, gdzie ona została wywieziona, gdzie ona przebywa, a jednak ją znaleźli.
Czyli nie dość, że nie ogranicza nas czas, przestrzeń, żadne okoliczności, nawet nasza niewiedza fizyczna, czyli co można domniemać, że opuszczając ciało zyskujemy dużo większą wiedzę.
[01:12:07] - Dokładnie.
[01:12:10] - Być może jest to dostęp po prostu do ogromnej ilości informacji, których może w ciele fizycznym, ograniczeni odbiorami przetwarzanymi przez nasz mózg nie moglibyśmy tego przyjąć.
[01:12:35] - Nieraz daje się słyszeć informację pod tytułem, że osoba, która wraca z doświadczenia śmierci klinicznej do swojego ciała, mówi, że ma wrażenie, że będąc tam poznała absolut, czyli znała całą wiedzę możliwą do poznania, całą wiedzę wszechświata i nie dziwią później reakcje ludzi. Tak jak jedna z opowieści zawartych w mojej książce, kiedy toRodzina pewnego dziadka, który już był na skraju, próbowała go ocalić, próbowała reanimować i dziadek wtedy otwiera oczy i mówi: "Po co żeście mnie stamtąd zabrali? Ja przecież już tam byłem". Takie pragnienie, taka tęsknota niesamowita za tym czymś, za tą drugą sferą. Jak musi być tam niesamowicie, skoro osoby, które nierzadko tutaj miały naprawdę niesamowite i bardzo ciekawe życie, nagle nie chcą już tego życia. Ponieważ oto dotknęły przestrzeni, która jest bezdyskusyjnie niesamowita, piękna i dająca chyba naprawdę nieograniczone możliwości. To słychać od ludzi. Zresztą ty podejrzewam, że miałaś podobnie. Czyli że jest tak, jak mieć świadomość, że poznało się wszechwiedzę, ale oczywiście nie ma pozostałości po tym. Jest tylko wrażenie, że coś takiego nastąpiło.
[01:14:21] - Oczywiście, to są istotne aspekty. Widzisz, dotknąłeś bardzo bolesnej struny, jeżeli chodzi o historie dotyczące śmierci klinicznej. Bo o ile generalnie jest to absolutnie doświadczenie transformujące, pozytywne, doświadczenie, które potrafi człowieka również zahartować na resztę życia, jeżeli chodzi o formatowanie systemowe, jak również zahartować duchowo. Bo jeżeli nie masz tego lęku, który jest tak szalenie dla wielu ludzi ograniczający, mam na myśli lęk przed śmiercią, to po prostu zupełnie inaczej funkcjonujesz i na innych poziomach cała twoja egzystencja się odbywa. À propos tej bolesnej struny. Widzisz, uporczywa reanimacja, zwłaszcza osób, które są nieuleczalnie chore, osób w stanie terminalnym, prowadzi często do takich historii, jak opisana przed chwilą przez ciebie. Ludzie są przywracani i bardzo mocno rozgoryczeni. Dla jednych zaprzestanie uporczywej reanimacji to jest niedopuszczalna rzecz. Inni tutaj krzyczą, że to prawie eutanazja. Ja uważam, że skoro nawet papież odmówił sam wobec siebie zastosowania uporczywej terapii, a jedynie terapię paliatywną, to najwidoczniej uważał, że ma do tego prawo.
Osoby w ciężkim stanie, które zostają uruchomione ponownie, przeżywają potem to bardzo ciężko i często odmawiają przyjmowania leków lub jedzenia, żeby po prostu przyspieszyć w sposób naturalny to swoje odejście. I to jest taka bolesna strona.
[01:16:50] - To też jest związane z intencjonalnością osób, które biorą w tym udział. Bo o ile osoba, która doświadcza bezpośrednio, czyli taka osoba, która jest reanimowana, która już tam była, która już dotknęła tej niesamowitości tej drugiej sfery, w pewnym sensie jest uzależniona od decyzji, które podejmują osoby starające się przywrócić ją do życia. Bo wiadomo-
[01:17:21] - Halo?
[01:17:23] - Ma prawo decyzyjne.
[01:17:28] - Chyba mamy jakiś chwilowy problem z połączeniem. Panie Lesie, czy się słyszymy?
[01:17:37] - Ja co?
[01:17:39] - Ale my cię nie słyszymy. Uznał.
[01:17:43] - Halo?
[01:17:45] - Chyba jakaś siła wyższa tutaj zainterweniowała. Chyba już wróciliśmy na falę, może nie internetu, bo tu z internetem żadnych problemów nie było, ale wróciliśmy chyba na falę właściwego połączenia telefonicznego. Panie Lesie, czy się słyszymy?
[01:18:02] - Mam nadzieję, że już jestem z powrotem.
[01:18:05] - Tak. Proszę, powtórz, bo w pewnym momencie puza.
[01:18:11] - Chodzi o intencjonalność osób, które biorą udział w procesie reanimowania danej osoby. O ile osoba, która będąc po tamtej stronie dotknęła, już posiadła świadomość tego, jak tam jest i gdzie ona zmierza, to jeszcze są osoby, które tutaj, na tym świecie zostają. Osoby mogą być w bardzo różny sposób skonstruowane, jeżeli chodzi o umysł i nastawienie względem drugiego człowieka. Może to być tak, że osoba posiada świadomość, że ona jest bardzo mocno uzależniona, że ona sobie nie da rady bez tej drugiej osoby i tak dalej. I to jest takie łapczywe chwytanie się. Druga osoba może być skonstruowana w taki sposób mentalnie, że po prostu ktoś musi być: „Nie odchodź, jak to tak możesz zrobić?” Bo ludzie mają bardzo różne reakcje.
[01:19:05] - Tu się chyba odzywa mocno zwykły ludzki egoizm po prostu.
[01:19:11] - Myślę, że nie chodzi o pejoratywność tego egoizmu, ponieważ wielokrotnie jest to nieświadome, ale ma pan rację, zdecydowanie i dokładnie to tak wygląda.Natomiast gdyby uczyć takich ludzi, to ludzie by wiedzieli, że ich nastawienie jest też dobre dla tej osoby, która odchodzi. Czyli nasze energetyczne nastawienie się względem całego tego cyklu przejścia może pomóc tej drugiej osobie, która akurat opuszcza ten fizyczny świat. Bo im bardziej trzymamy się kurczowo, tym mniejsza jest możliwość dla tej drugiej osoby. Tak jak chociażby w jednej z historii opisanych, kiedy pewien facet leżał już na łożu śmierci i było ileś osób, które się modliły za niego przez kilka dni i on był w takim zwieszczeniu troszeczkę: ani nie umarł, ani nie żył. I w końcu po tam drugim czy trzecim dniu podniósł się i wręcz ich zbeształ, mówiąc: „Pozwólcie mi wreszcie odejść. Ja chcę odejść, bo już tam byłem”. Oni się przestali modlić. Byli zaskoczeni. I pan sobie odszedł spokojnie. Więc to, co my chcemy, bo tak nam się wydaje, to jest jedna rzecz, ale to, co się dzieje tak naprawdę i czemu warto pomóc, to myślę, że tutaj potrzebna by była taka edukacja od początku, od jak dziecko kształtuje swój umysł, zaczyna rozumieć i tak dalej.
Rozmawiać, informować, przekazywać dobrą informację. Bo dobrą informacją nie jest to, że pozwolić babci czy komukolwiek innemu, kto akurat odchodzi, odejść na spokojnie. To nie tak, że: „O, bo ja pozwolę mu umrzeć”, jak niektórzy mogliby powiedzieć. Nie. Chodzi po prostu o życzliwe nastawienie względem drugiej osoby. Bo jeżeli osoba, z którą my byliśmy związani, odchodzi, a jednocześnie wyrazimy względem niej w tym momencie, kiedy ona odchodzi, dobre myślenie, to damy jej uważam paliwo do tego, żeby ona sobie spokojniej przeszła dalej. To jest chyba oczywiste.
[01:21:32] - Bardzo mocno zgadzam. Mało tego, pozwolę sobie tutaj przytoczyć pewien przykład, że po pierwsze nasze nastawienie bywa czasami po prostu egoistyczne i tu nie ma żadnej dobrej strony. Oczywiście to jest ludzkie, ale jest w tym bardzo dużo egoizmu i momentami nie opłakujemy tak naprawdę tej osoby, która odeszła, ponieważ w większości religii uważa się, że ona odchodzi do lepszego świata niż nas. Więc skąd by miały być te łzy? My odczuwamy stratę, a więc krzywdę wobec zaistniałej sytuacji. O to mi chodzi po prostu. A może gdybyśmy żyli z przekonaniem, że ludzie nie są nam dani na własność, nawet jeśli to są nasze dzieci, to może łatwiej by nam było po prostu egzystować w sytuacjach granicznych. To pozwolę sobie dodać. Natomiast jest opowieść cudownej pani Aleksandry, której kilka historii opisałam właśnie w opowieściach z biura duchów. Jeżeli pani Ola będzie nas słuchać, to ściskam i nisko się kłaniam.
Ważna rzecz, kiedy odchodził jej mąż. Szwecja, środowisko ateistyczne, absolutnie. Szpital. Mąż, pomińmy już te wszystkie okoliczności, podłączony jest pod aparaturę podtrzymującą życie. Wiadomo, że tu nie ma żadnych szans, bo to była bardzo zaawansowana choroba. Lekarze zaprosili rodzinę, w tym wypadku panią Aleksandrę i jej córkę oraz zięcia, na ten moment, kiedy, jak mówią, należy nacisnąć ten guzik, który wyłączy maszynę. I pani Ola ku zdumieniu tej całej dość sceptycznej społeczności powiedziała, że nie, my nie będziemy takich rzeczy robić, bo ja tu zaraz sobie z mężem porozmawiam, ja mu wszystko wytłumaczę i wszystko odbędzie się w sposób naturalny. I ona rzeczywiście usiadła, przytuliła się do tego męża i zaczęła tłumaczyć: „Możesz nie martw się o mnie, ja sobie poradzę. Wszystko będzie dobrze. Idź do światła, idź.
Opuść ciało, bo ty już dobrze. Ta choroba tyle bólu ci przysporzyła” i tak dalej, i w tym duchu. „Kochamy cię. Dziękujemy ci za wszystko, co dla nas zrobiłeś. Nie martw się o mnie, ja sobie poradzę”. I ona mu tam o wszystkim opowiada, opowiada i słuchajcie nagle: piııııııııı. Prosta linia. I pani Ola spokojnie spojrzała na tego lekarza sceptyka, który miał minę, użyję takiego stwierdzenia, które na stolarki często się... Pikachu face, czyli absolutne zdziwienie, że to działa. No i zadziałało.
[01:25:06] - Bardzo mi przypominasz jedną z opowieści. Nie pamiętam, czy ja dołączyłem ją do książki, a być może była w poprzedniej książce, bo tę opowieść mam od bardzo dawna. To była jedna z relacji nagranych dla potrzeb mojej audycji. Natomiast chodziło w niej o to, że pani, która mi to opowiadała, relacjonowała momentKiedy jej mama zmarła i czy to była jej teściowa? To teraz już nie pamiętam. W każdym razie chodziło o relację osoby z osobą, która już jest po tamtej stronie. Okazało się, że ta osoba była troszeczkę zesztywniała, a potrzeba było przebrać taką osobę. I mówi: „Ja byłam przerażona. Ja byłam bardziej zimna, niż wtedy było zimno.” To był czas zimowy. Mówi: „Byłam tak przerażona i tak niepewna tego, co się w ogóle wydarzy.
Sama interakcja bezpośrednia z osobą zmarłą to już w ogóle coś strasznego. Ale wiedziałam, że muszę ją przebrać.” I ona miała te wszystkie członki swoje bardzo sztywne. I mówi: „Prawda?”, jak jej babcia chyba ktoś powiedział jej: „Jeżeli będziesz potrzebować kiedyś brać udział w tego typu sytuacji, że trzeba będzie przebrać zwłoki, przemyć i tak dalej i będą sztywne ręce, rozmawiaj do tej osoby, do tego ciała. Rozmawiaj, bądź ciepła, dobra, życzliwa.” I ona mówi: „Chwyciłam się tej deski ratunku. Zaczęłam mówić” i mówi: „Proszę mi uwierzyć. Po prostu ona zaczęła mięknąć mi w rękach i ja ją dzięki temu mogłam ubrać, umyć, bo mówiłam: Mamo, przecież nie mogę ci połamać rąk i nóg. Pozwól mi.” Tak życzliwie z nią rozmawiała. I mówi: „Po prostu stało się tak, że naprawdę pani ta druga wymiękła.” Niesamowite. Czyli znowu mamy kontekst połączenia między nami, bo choć osoba świadomie już przecież materialnie nie funkcjonowała na tym świecie, to jednak to połączenie mentalne, czy nawet na wyższym poziomie jednak było, tak?
[01:27:26] - Oczywiście, że pewne rzeczy można doświadczać, można komunikować się na wielu różnych poziomach naszych mentalnych, duchowych i to są rzeczy oczywiste. Proszę, tutaj przepraszam cię, bo jednym okiem czytam komentarze czy jakieś relacje, bo mamy tutaj bardzo agresywnego w swoim sceptycyzmie słuchacza, który mówi, że niesamowitości z drugiej strony skończyłyby się w sekundę, gdyby mózg umarł. I pisze tutaj o jakichś różnych kijach bejsbolowych, które by można było w tym kierunku zastosować. Cóż, musimy się odnieść i do takiej wypowiedzi. Otóż jest bardzo wiele udokumentowanych przypadków, zaczynając od EB, ale on to jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, gdzie całkowicie i bezwzględnie potwierdzona została śmierć mózgowa. Potwierdzona poprzez badanie na niezależnych dwóch, trzech urządzeniach. Na urządzeniu również na rezonansie magnetycznym, nie tylko na takim zwykłym EEG, gdzie mogłaby być pomyłka. Nie, ta śmierć mózgu została potwierdzona na wszelkich urządzeniach. A jednak osoby wracały do życia i właśnie opowiadały o tych niesamowitościach, które wcale się nie skończyły. Ponieważ praca mózgu to jest jedna sprawa, a to, co dzieje się z naszą świadomością, to sprawa zupełnie inna.
Gdyby pan Bartłomiej miał trochę większą wiedzę i nieco bardziej celny dowcip, to może wiedziałby o tym, że wielu ludzi i wiele badań naukowych w tym kierunku jest prowadzonych i potwierdzonych. A wybitni fizycy, w tym również noblista, wyraźnie mówią o istnieniu tak zwanej świadomości nielokalnej, czyli świadomości znajdujących się całkowicie poza ciałem. Co można by było wytłumaczyć w ten sposób, że nasza świadomość jest w cudzysłowie oczywiście programem, natomiast mózg jest jedynie interfejsem obsługującym tenże program. I w tym ujęciu mózg może nie wykazywać żadnej pracy. Żadnej.
[01:30:46] - Chociażby Pim van Lommel.
[01:30:49] - Ale wróćmy do... A czy chciałeś się ustosunkować?
[01:30:54] - Ja chciałem tylko powiedzieć o naukowcu, lekarzu, którym jest Pim van Lommel, holenderski lekarz, który od kilkudziesięciu lat z tego, co pamiętam, prowadzi tego typu statystyki. On w bardzo akademicki sposób podchodzi do badania takich opowieści, chociażby z obszaru OOBE i weryfikuje po prostu te wszystkie przypadki, poznając całą tę materię. On tam podaje również wiele innych nazwisk osób, które w sposób akademicki zajmują się tego typu przypadkami i ja posiadam osobiście tę książkę i ją czytałem. Natomiast czytało mi się ją dość trudno, dlatego że ona w sposób naukowy jest pisana, ale bardzo doceniam tego typu-
[01:31:40] - Van Lommel tak pisze
[01:31:42] - Tak i bardzo doceniam tego typu aktywność, ponieważ pokazuje to, że nawet osoby pozostające po tej drugiej stronie barykady jednak biorą się za to i potrafią za to się zabrać w odpowiedni sposób. To jest szacunek dla tych ludzi.
[01:32:00] - Oczywiście są fantastyczne prace badawcze doktora Melvina Morsa, który zajmował się przede wszystkim zjawiskiem śmierci klinicznej u dzieci i poprowadził swoje badania w tym kierunku, że badał dzieci, przypadki dzieci bardzo ciężko chorych, długotrwale i ciężko chorych, którym podawano, powiedzmy sobie szczerze, niewyobrażalne ilości przeróżnych leków, w tym również leków typu morfina, valium, torazyna, różne środki anestezjologiczne, kodeinę, fenobarbitale. Po prostu ogromne ilości leków te dzieci miały podawane i żadne z nich, o ile rzeczywiście nie doświadczyło zjawiska NDE, near-death experience, żadne z nich nie miało tego rodzaju obrazów. Żadne z nich, wychodząc ze swojej choroby, nie snuło tego rodzaju opowieści, doświadczenia tego tunelu światła, kontaktu z osobami, ze świetlistymi postaciami czy po prostu z obecnością kogoś więcej w przestrzeni, w której osoba się znalazła, tudzież na przykład doświadczenia obserwacji sali operacyjnej, na której było dziecko. Tylko wykazywały te dzieci, które rzeczywiście otarły się o śmierć. I co ciekawe, badania doktora Melvina Morsa wskazują na to, że dzieci, które otarły się o śmierć i potrafią bardzo dokładnie opisywać to, co przeżyły, nie miały podawanych tego typu leków, które ocierałyby się o możliwość wywołania jakichś halucynacji. Czyli te dzieci otarły się o śmierć, nie miały żadnych tego typu leków i mają wspomnienia. Natomiast dzieci ciężko chore, którym podawano leki, oskarżane o to, że one są przyczyną w cudzysłowie halucynacji, to absolutnie się jedno z drugim nie pokrywa. On prowadził w ramach, powiedzmy, Instytutu Chorób Onkologicznych tego rodzaju badania. Bardzo poważne i bardzo dobrze udokumentowane. Dlatego zanim ktoś zaczyna sugerować, że są to halucynacje, to najpierw naprawdę powinien dobrze zapoznać się z literaturą tematu, bo takich badań jest dużo więcej.
Ale nie chcę tutaj zabierać audycji, wymieniając kilkadziesiąt różnych publikacji, bo jeżeli ktoś ma odrobinę samozaparcia, to sobie sam je znajdzie.
[01:35:37] - Dokładnie tak. Jeżeli chodzi o te aspekty medyczno-naukowe, poruszyłem tego typu wątek w poprzedniej mojej książce, czyli w „Lekcji paranormalności”. Chodziło o profesora Olafa Blanke. To szwajcarski neurobiolog, który robił doświadczenia z osobami, dawkując im pewnego rodzaju impulsy do różnych ośrodków w mózgu. I jak się okazało, osoby takie potrafiły widzieć swój duplikat, czyli jak gdyby widziały się z zewnątrz, widziały drugą siebie. Więc tutaj pan profesor sugeruje, że to jest coś związane tylko i wyłącznie z tym, że dany ośrodek w mózgu właśnie projektuje. To jest projekcja tego typu złudzeń. A mi się wydaje, że skoro nasz mózg jest swego rodzaju przetwornikiem i nieraz widać, że różnego rodzaju aktywności ludzkie odpowiadają różnym płatom mózgu, to podejrzewam, że tego rodzaju aktywność być może związana jest dokładnie z tą częścią mózgu, którą stymulował elektrycznie pan profesor. To tak jak ostatnio oglądałem jakiś dokument, że jeżeli osoba konfabuluje na bieżąco, to podświetlane są te części mózgu. Jeżeli osoba wspomina, to podświetlane są zupełnie inne części mózgu.
Czyli to nie jest tak, że cały mózg nam coś tworzy. Tam po prostu są odpowiednie rejony odpowiedzialne za różnego rodzaju aktywności. Podczas medytacji, podczas radości, podczas smutku, myślenia o czymś uaktywniają się bardzo różne obszary. Czyli to też trzeba poznać i umieć poskładać te klocki do siebie.
[01:37:39] - Tak. TylkoTo, że my jesteśmy w stanie sztucznie wywołać jakąś reakcję organizmu, która w konsekwencji prowadzi do podobnych skutków, jak reakcje wywołane w bardzo specyficznych stanach, to jeszcze niczego nie udowadnia. Jeśli podać by komuś odpowiedni zestaw ziół i naparów ziołowych zewnętrznie i wewnętrznie, to można by było uzyskać taki efekt, że każdy lekarz, nawet ten z dużym doświadczeniem, stwierdzi u tego człowieka odrę, bo on będzie miał temperaturę i wszystkie objawy zewnętrznie. Ale wirusa nie ma. Można wywołać przeróżne zewnętrzne objawy, jeżeli chodzi o ciało człowieka, co nie znaczy, że coś tym udowadniamy. Myśmy mieli taką audycję, wyszliśmy od książki „DMT. Molekuła duszy” i rozmawialiśmy również o doświadczeniach z ayahuascą i wieloma innymi psychodelikami, halucynogenami, różnymi środkami, które mogą u człowieka wywołać stany podobne do opuszczenia ciała, a nawet uprowadzenia przez kosmitów. Ale charakterystyczną jest rzeczą, że ludzie, którzy wchodzą w te stany sztucznie, dla nich to wszystko jest snem i przestaje mieć po tygodniu, dwóch, trzech jakiekolwiek znaczenie. Te stany nie są dla nich bardzo często transformujące. Nawet ayahuasca, o której się tyle mówi, może dać człowiekowi pewne wglądy, ale nic nie zmieni faktu, że żeby osiągnąć taki poziom, jaki ma się po 20 latach medytacji i te stany, które człowiek może osiągnąć sam ze sobą i na zewnątrz, to nigdy nie osiągnie czegoś takiego, zażywając narkotyk.
I tak samo tutaj. To, że my jesteśmy w stanie poprzez stymulowanie elektryczne pewnych części hipokampu czy części mózgu, czy też na przykład poprzez deprywację sensoryczną, ludzie w takim stanie mają wrażenie obecności kogoś z zewnątrz. To są rzeczy dość dobrze opisane. Ale czy one czegoś dowodzą? Chyba tego samego, co wysmarowanie się pastą ziołową i wypicie odpowiedniej mieszanki, żeby dostać LSD-4.
[01:41:06] - Tak. Ja właśnie też chciałem powiedzieć-
[01:41:08] - Gdzie jest efekt tych eksperymentów?
[01:41:11] - Tak. Wydaje mi się, że najlepszą opcją, chociaż być może paradoksalnie źle postrzeganą, byłoby życzyć osobie, która bardzo mocno sceptycznie krzyczy, żeby doświadczyła tego typu relacji w takiej sytuacji, ponieważ bezpośredniość doświadczania takiej sytuacji potrafi otworzyć człowiekowi oczy. Po pierwsze ze względu na to, że tego typu relacje dzieją się względem bliskich sobie osób. Czyli to nie jest na zasadzie takiej: „Wierzysz? Nie wierzysz? Dobra, to jak się pojawi...” i tak dalej. Nie, to nie na tym rzecz polega. Chodzi tutaj o to, że dam przykład. Ja, który specjalizuję się w projektowaniu logosów i systemów identyfikacyjnych dla firm i tych logosów wykonam bardzo dużo, nauczyłem się jednego i starałem się tę wiedzę przekazywać klientom, mówiąc im, bo oni oczekiwali czegoś fajnego, bardzo super. Ja im pokazywałem moje logosy i te logosy robiły albo mniejsze, albo troszkę większe wrażenie, albo jakieś takie sobie.
Dlaczego? Dlatego mówię, że te logosy, które ja panu pokazuję, to są logosy obce, nie są związane emocjonalnie z panem. Jeżeli ja panu zrobię to logo i jeżeli do pana to logo przemówi, to pan będzie czuł wtedy jedność z tym logo. Pan będzie się nim wyrażał i pan będzie się z niego cieszył. I tak samo jest w tych sytuacjach. Jeżeli rozmawiamy o rzeczach zupełnie obcych, gdzieś dalekich, to możemy sobie być sceptyczni, jak najbardziej. Człowiek powinien patrzeć w sposób stonowany przede wszystkim. Powinien postrzegać rzeczy w sposób stonowany. Natomiast jeżeli chodzi o bliskość relacji rodzinnych, wtedy już wszystko przestaje mieć znaczenie, co jest na zewnątrz, ponieważ my odczuwamy ważność tej sytuacji. Jeżeli obumiera ojciec, jeżeli umiera mama, babcia, dziadek, osoby, z którymi na przykład bardzo się integrowaliśmy, osoby, które dały nam wykształcenie, które nas dokarmiały, które dawały nam uśmiech na przykład i przychodziły pomóc w chorobie, wyleczyć i tak dalej.
I te osoby były dla nas na tyle ważne, choćbyśmy, podejrzewam, byli sceptyczni i taka osoba nas odwiedzaŚmierci, dając nam znak swoją spokojną okolicznością, spokojnym nastawieniem względem takiej osoby. W książce też mam takie przykłady, kiedy to mama mojej znajomej była w domu i okazało się, że tej mamy mama, czyli babcia tej mojej znajomej umierała. A pani, która była w tym domu i do której przyszła ta osoba, otwierając drzwi z hukiem i głaszcząc ją później po głowie, ta osoba nie wierzyła w takie rzeczy w ogóle. To była osoba bardzo pragmatyczna, bardzo sceptyczna, a jednak doświadczyła takiej sytuacji. Więc pytanie teraz: jak odczuwa taka osoba? Czy ona w taki sam sposób cieszy się z tego, że ktoś do niej przyszedł? Czy później wygląda to tak, że ktoś się leczy psychiatrycznie, bo nagle miała jakieś schizy? Bo też tego typu opowieści do mnie dotarły od pewnej osoby, kiedy okazało się, że: „a babcia mnie faszerowała takimi opowieściami za młodu. Ja się później musiałam psychiatrycznie leczyć”. Czyli schizofrenia.
Nie.
[01:45:07] - Wiesz, moja ulubiona historia ze sceptykiem to jest historia pewnego lekarza, który do mnie napisał i właśnie opowiadał, że on całe życie był po tej stronie barykady, która uważała, że to są halucynacje po lekach. Choć, jak powiedziałam, było wiele badań statystycznych wskazujących na to, że właśnie ci, którzy dostają najwięcej, takich przeżyć nie mają. Ale mniejsza w tym momencie o to. Po prostu osoba sceptyczna, właściwie nawet można powiedzieć niewierząca w ogóle. No i taka sytuacja, że jak przychodzili do niego pacjenci, bo on robił dosyć skomplikowane operacje, przychodzili do niego pacjenci i mu opowiadali: „panie doktorze, tutaj czy tam byłem ponad ciałem, widziałam tam z sufitu, jak pan operował albo było takie światło”. On wiedział, że ta osoba na przykład zatrzymała mu się podczas operacji. Trzeba było reanimować. „No to widziałam światło, widziałam to”. On to wszystko, krótko mówiąc, spuszczał ich na drzewo razem z ich historiami. Do momentu, jak którymś razem pojawiła się pani, z którą też były problemy w trakcie operacji.
Krótko, ale były. No i tuż po niej, kiedy ona już była na tyle w dobrej formie, że mogła z nim rozmawiać, to on do niej zajrzał i ona go poprosiła, żeby bliżej do niej podszedł i mówi: „bo panie doktorze, bo jak ja na tym stole umarłam i stałam obok pana, no to pojawiła się taka elegancka pani”. Ona tam zaczyna tę kobietę opisywać i powiedziała to, że jest pana mamą i że chciałaby, żeby panu powiedzieć to.
[01:47:14] - Aha. Czyli to była osoba z tej sfery, do której ta pani wtedy się udała.
[01:47:23] - Aha. No i spotkała tam, jakkolwiek to ująć, zmarłą kilka lat wcześniej matkę tego lekarza. Opisała ją perfekcyjnie po prostu. Nie było możliwości, żeby ona się myliła. Bardzo dokładnie opisała tę elegancką panią. I ta pani powiedziała, że jest pana mamą. Mówiła o rzeczach tak intymnych, zaczynając od tego, że nienajszczęśliwsza jest z powodu tego, że on się rozszedł. Potem jeszcze inne informacje, a na koniec informacje dotyczące pracy, o którą on się starał za granicą, żeby on nie wybierał kliniki na przykład X, tylko żeby wybrał na przykład klinikę Y w Hiszpanii, bo to będzie dla niego o wiele lepsze. Przecież to było tajemnicą. On się nawet kolegom w pracy nie zwierzał, że aplikował na ordynatora tamtych zagranicznych klinik.
Rozumiesz? No chłop po prostu się poczuł, jakby dostał rzeczywiście tym baseballem, ale po kolanach. ukląkł i zaczął szukać odpowiedzi.
[01:48:39] - To niejeden uparty, podejrzewam, skierowałby swoje kroki w kierunku rozstrzygania sądowego podejrzeowań o to, kiedy się tego dana osoba dowiedziała, gdzie robiła wywiad i tak dalej. Bo nieraz się spotyka takie historie, że osoby potrafią z zapamiętaniem totalnym pójść właśnie w taką uliczkę. Co uważam, jest stratą czasu i energii życiowej.
[01:49:03] - Tylko że jemu się ta prekognicyjna część wizji pacjentki bardzo szybko zaczęła realizować w życiu. I rzeczywiście to wszystko po kolei, bo nie będę czasu zawiazać. No ale to wszystko, słowo ciałem się stało. I ponieważ to człowiek inteligentny, musiał stanąć przed faktem, że być może i on się myli, bo prawda zawsze leży gdzieś pośrodku. Czyli tak: możemy przyjąć, że nasza szyszynka jest w stanie oczywiście wyprodukowaćBardzo dużą ilość substancji zawierającej DMT i mogącej zapewnić nam tak zwaną śmierć na haju, jak niektórzy to nazywają, a niektórzy mówią umożliwiającej oddzielenie się umysłu od ciała, czy też świadomości duszy od ciała. Jest potrzebna właśnie ta substancja DMT. Owszem, to jest prawda, tylko że również trzeba sobie w takim momencie — ja myślę, że to byłoby oczywiste — zadać pytanie, w jakim tempie jest w stanie produkować szyszynka taką ilość dimetylotryptaminy, żeby doprowadzić nas na taki haj po prostu, że mamy jakieś nieprawdopodobne wizje, halucynacje i Bóg raczy wiedzieć co. Bo o ile w chorobach przewlekłych, kiedy ciało stopniowo zaczynają się wszystkie funkcje wyłączać, osłabnąć, spowalnia i zaczyna się agonia po prostu, to jestem w stanie uwierzyć, że szyszynka tu jest w stanie spełnić swoją rolę. Natomiast w momencie, kiedy dzieje się wypadek, kiedy to wszystko dzieje się naprawdę w ciągu minut albo nawet sekund, to raczej jest to niemożliwe. Bo owszem, prawda jest pośrodku.
Być może coś w tych wizjach jest pewnego rodzaju halucynacją, ale część, kolejny etap zdecydowanie nie.
[01:51:56] - Być może część tych wizualizacji. Faktycznie, tutaj akurat też nasuwa mi się pewna koincydencja związana z jednym z filmów. To jest film „Kontakt”. Jak ojciec Jodie Foster został niby do niej zesłany i okazuje się, że to inna inteligencja próbuje się skontaktować z ludźmi, ale za pomocą ojca, ponieważ sprawi to jej większą przyjemność, większą swobodę komunikacji i tak dalej. Być może właśnie użycie pewnego rodzaju obrazów, pewnego rodzaju wrażeń, jakich ludzie doświadczają w tego typu kontaktach lub w sytuacjach eksterioryzacji, być może właśnie związana też jest z konstrukcją umysłu. Czyli jak gdyby pewnego rodzaju preferencje osobowe skutkują być może ubraniem danej informacji, która ma być przekazana w taką akurat, a nie w inną formę wizualną. To też może być z tym dokładnie związane.
[01:53:02] - Pięknie to ująłeś. Naprawdę fantastycznie. Dlatego że my, żeby czuć się bezpiecznie i tak jak powiedziałam, moim zdaniem szyszynka produkuje właśnie tę dimetylotryptaminę, żeby umożliwić nam ten moment odłączenia się, czyli odłączenia duszy, świadomości od ciała fizycznego. Wyjęcie wtyczki i koniec połączenia z tym konkretnym interfejsem, który się zużył.
[01:53:46] - A niejedna z osób doświadcza wiedzy na temat momentu i sposobu jej odejścia. Nieraz, wiem, że również historie tego typu w książce są zawarte, gdy osoba na jakiś tam czas jeszcze przed odejściem wyrażała komunikaty jakieś werbalne, które wyraźnie podpowiadały, że to już się zbliża koniec.
[01:54:17] - Tak. Wystarczy porozmawiać tylko szczerze z lekarzami, pielęgniarkami, osobami opiekującymi się ludźmi w hospicjach. To jest bardzo charakterystyczny zespół wieloelementowy, po którym te doświadczone osoby są w stanie zorientować się, że moment odejścia się zbliża. To właśnie pani doktor, z którą rozmawiałam, chyba to jest w opowieściach, tyle tych artykułów człowiek pisze i różnych relacji przetwarza i staram się to zachować po prostu, że już nie wszystko pamiętam, jak zostało rozlokowane. Niemniej jest takie spostrzeżenie, że przy łóżku pacjenta, gdzie nagle robi się bardzo mocny tłok, gdzie bardzo wiele osób go odwiedza, można się spodziewać, że ta osoba w bardzo krótkim czasie odejdzie. Mimo że paradoksalnie przed nasileniem się tych odwiedzin osoba chora wydaje się odczuwać pewną poprawę albo po prostu jest taka mocniejsza, bardziej ożywiona, rześka, chętna na przykład do rozmowy.A z kolei kiedy pyta się tych członków rodziny-
[01:56:04] - To zjawisko zwane po angielsku terminal lucidity. Jakby świadomość, taka światłość na łożu śmierci.
[01:56:15] - Dokładnie. Gdyby zapytać tych, którzy nagle, ni stąd, ni zowąd, akurat w tym momencie się pojawiają przy łóżku tej osoby, można usłyszeć takie odpowiedzi: „Wie pani, nie wiem. Po prostu tak niesamowity imperatyw czułam, że muszę przyjechać tutaj do mamy, cioci, babci, kuzynki, kogoś, kto jest w tym hospicjum. Wie pani, trudno to wytłumaczyć, ale od rana o niej myślałam i taką silną potrzebę kontaktu poczułam” albo: „Śniłam dziś, że jadę do niej, więc postanowiłam przyjechać faktycznie”.
[01:56:59] - Tak.
[01:57:02] - Jest to wielka tajemnica i coś nieprawdopodobnego, wstrząsającego.
[01:57:11] - Tak jak jeden z wątków, który trafił mi się kiedyś podczas jednej z rozmów z panią pracującą w hospicjum. Miała szczególnie sympatyczną relację z pewną starszą panią, która już była na zejściu. A to był akurat czas tuż przed wyjazdem na urlop tej pani, która tam pracowała. Wszyscy byli przekonani, że ta starsza pani po prostu odejdzie. Kwestia dni, a wrócili i tak dalej. Po dwóch tygodniach pani wraca do hospicjum. Zobaczyła, że ta pani jeszcze jest tutaj. Przywitały się, uściskały i ponoć na drugi dzień pani sobie odeszła.
[01:57:52] - Tak, to jest charakterystyczne. Dziękuję ci, że o tym powiedziałeś. Dla mnie jest to rodzaj triumfu ducha nad materią, bo kiedy słyszy się takie opowieści... Tak się składa, że w zeszłym roku opiekowaliśmy się, towarzyszyliśmy w tych ostatnich momentach mamie mojego męża i sporo różnych rozmów było na ten temat, również z osobami już na ostatniej prostej, że tak powiem, tego personelu medycznego. To daje jednak nadzieję, że my jesteśmy potężnymi istotami duchowymi. Bo jak słyszysz, kiedy pani doktor mówi: „Proszę panią, proszę się nie martwić. Proszę jej tylko codziennie powtarzać: dzisiaj jest poniedziałek. Za cztery dni przyleci wnuczka, córka. Dzisiaj jest wtorek. Nie bójcie się, ona wytrzyma.
Ona wytrzyma, doczeka, aż pożegna się z nimi”. I to jest powszechne. Nie tak dawno odszedł pan. Bardzo ciężki stan był. Z punktu widzenia mojej długoletniej wiedzy lekarza geriatry ten człowiek nie powinien przeżyć nocy. A on powiedział: „Pani doktor, ja nie mogę umrzeć co najmniej do poniedziałku, bo moja wnusia ma ślub w sobotę i ja jej tego nie zrobię”. Mówi: „Proszę panią, nie tylko do poniedziałku, ale do środy wytrzymam”. Liczne historie, mówiące o tym, co ja odbieram. Być może ja jestem naiwna, może jestem idealistką, ale ja w tym widzę triumf ducha nad materią. Les?
[02:00:06] - Absolutnie. Zdecydowanie tak. To jest związane z męskością mojego podejścia do tematu. Opowiadajmy sobie dobre rzeczy, traktujmy się dobrze, rozmawiajmy o tych sprawach. Miejmy względem siebie dobre nastawienie. Tak jak wcześniej powiedziałaś, żeby się nie przywiązywać do nikogo. I nie mówimy tutaj o tak zwanym egoizmie, o którym też pan doktor wspominał, ale o zdrowym ufargowaniu siebie jako jednostek. Każda jednostka ludzka ma prawo decydować za siebie, ma prawo żyć tak, jak chce, ale jednocześnie my wszyscy mamy prawo życzyć względem siebie życzliwie. I powinniśmy tak żyć. Więc takie nastawienie i taka otwartość względem siebie może sprawić, że w momencie, kiedy odchodzi ktoś z naszych bliskich, nie będzie płaczu, lamentu, tylko się uśmiechniemy i poczujemy w tym uśmiechu pełnię wszystkich dobroci, którą można przekazać tej danej osobie po tej drugiej stronie.
To jednocześnie jest bilet, drogę dla tej osoby, czyli umożliwienie po prostu bezpieczniejszego przemieszczania się między sferami, gdziekolwiek i jakkolwiek ten ktoś się przemieszcza. Ale jednocześnie jest to też szkoła dla nas samych, bo my wtedy i siebie uczymy inaczej traktować, i jednocześnie zarażamy tym naszych bliskich, znajomych i tak dalej. To jest sposób myślenia. Więc rozmawiajmy i bądźmy dobrzy. Nie wstydźmy się. Czasem ludzie się krygują. „Nie, on tylko o tym nie będzie rozmawiał” albo „On coś tam przeżył, on nie będzie mówił, bo się boi, że uznają go za psychicznego, za psychiczną” i tak dalej. Jeżeli szczery komunikat będzie wyrażany między ludźmi, to wtedy ci ludzie po prostu będą w naturalny sposóbWylewali się, mówiąc kolokwialnie, przed innymi osobami, a to sprawia, że tworzy naturalność w interakcjach. I to tyle. Nie ma co więcej dużo robić.
[02:02:17] - Troszeczkę jakieś zakłócenia są u ciebie, ale słyszymy cię tylko troszkę tam coś w tle. Drogi Lesie. Czy ja dobrze odmieniłam? Drogi Lesiu?
[02:02:38] - Tak.
[02:02:39] - To ja cię najmocniej przepraszam, bo widocznie nie starcza mi kompetencji językowych w tym języku.
[02:02:48] - Wszystko jest okej, nic się naprawdę nie stało.
[02:02:54] - Proszę cię, na zakończenie audycji, bo to są tematy nie do wyczerpania, dwie godziny to po prostu jest w ogóle gra wstępna w tej rozmowie. Ale powiedz mi na zakończenie, przecież spisałeś też mnóstwo i odbyłeś mnóstwo tych rozmów. Co ciebie najbardziej poruszyło? Czy masz taką historię, która po prostu bije na głowę wszystkie inne, ale przede wszystkim przez pryzmat tego, jak ona poruszyła ciebie wewnętrznie?
[02:03:39] - Mogę powiedzieć, że słuchając każdej kolejnej opowieści, zmienia się kontekst pod tytułem: to jest moje ulubione. Jak to dzieci potrafią właśnie mówić: to jest moje ulubione, a to jest moje ulubione, a tamto jest moje ulubione, czyli wszystkie są najbardziej ulubione. Wydaje mi się, że jest taki jeden wątek związany z pewną panią, która przyszła do pani doktor. To było rzeczywiście gdzieś za granicą, chyba w Szwajcarii, o ile pamiętam. Szwajcaria albo Francja. Chodziło o tematy związane z mordy i tam był taki wątek.
[02:04:22] - Możesz troszeczkę poprawić telefon, bo nie chciałabym, żeby-
[02:04:27] - Słucham go cały czas w tej samej jakości. To są czasami kwestie zasięgu tylko i wyłącznie.
[02:04:32] - Okej.
[02:04:34] - Pani doktor siedzi sobie w gabinecie, przychodzi do niej kobieta, przynosi bukiet kwiatów. „To jest od mojego syna”, „Ale nie wiem, nie znam pani syna. Nie wiem, kto to jest”. No więc pani się przedstawiła. „To tej pani doktor” znowu nic to nie mówi. „To ja pani opowiem, o co chodzi. Mój syn zginął w wypadku motocyklowym” i okazuje się, że dowiedziała się dzięki temu, która mama tego-
[02:05:00] - Halo?
[02:05:04] - Halo, halo, panie Lesie, czy się słyszymy? Oj, chyba nam jakaś siła wyższa urwała chwilowo połączenie z Lesem Kodoniem, proszę państwa.
[02:05:19] - Jestem. Mówimy. Halo? Dobrze.
[02:05:22] - Jeszcze raz poprosimy o tą historię, bo-
[02:05:25] - Tak. Czy teraz mnie lepiej słychać troszeczkę?
[02:05:28] - Dużo lepiej.
[02:05:29] - Dużo lepiej. Super. Historia jest związana z zagranicznymi miejscami. To bodajże albo Szwajcaria, albo Francja. Pani przychodzi do pani doktor, przynosząc jej kwiaty, że to od jej syna. Pani doktor mówi, że nie wie, o co chodzi. Na to matka mówi, że syn zginął w wypadku motocyklowym. No i stało się tak, że grupy, które odpowiadają za modlenie się za wybrane dusze, ta pani doktor uczestniczyła w tych modlitwach i on po prostu poprosił, żeby kupić jej piękny bukiet kwiatów i podziękować dlatego, że dzięki temu teraz, jak przyszedł do śni i powiedział właśnie tej swojej matce, on dzięki tym modłom i dzięki pani doktor jest teraz w niebie. Interakcja związana stamtąd, wpływająca na to, co jest tutaj. Niesamowite.
Generalnie mogę powiedzieć, że każda historia, która jest zawarta w mojej książce i którą usłyszałem, każda z nich na swój sposób jest totalnie niesamowita i mówi tylko i wyłącznie o tym, żebyśmy się uczyli naszego świata, żebyśmy się uczyli siebie i żebyśmy się uczyli relacji między ludźmi. Bo jeżeli relacje między ludźmi za życia będą dobre, to one tak samo super albo jeszcze bardziej będą w momencie, kiedy jedna osoba już przekroczy tę linię życia, to my nie będziemy musieli wtedy dywagować, zastanawiać się, rozpaczać, tylko po prostu wyrazimy sympatyczny, przyjemny komunikat, tak samo, jak powinniśmy to robić względem siebie tu i teraz. Proste.
[02:07:05] - Jako na dole, tako i na górze.
[02:07:09] - Dokładnie tak.
[02:07:14] - Cóż, drodzy państwo, ja serdecznie zachęcam państwa do zapoznania się z najnowszą publikacją naszego dzisiejszego gościa, bo znajdą państwo tam naprawdę wiele wartych przemyślenia, bardzo wyważonych i dalekich od jakichś wątków, powiedzmy, niezdrowo sensacyjnych tekstów i bardzo serdecznie państwu książkę polecam. Wśród osób udostępniających post, jak wspomniałam, rozlosujemy egzemplarz.
[02:08:01] - A ja z przyjemnością napiszę dedykację.
[02:08:03] - Tak, nasz gość obiecał dedykację, więc ja podamDla kogo będzie książka i będzie ona dodatkowo opatrzona dedykacją i autografem. Ja tobie bardzo serdecznie dziękuję za dzisiejsze spotkanie, za to, że zechciałeś poświęcić nam cały niedzielny wieczór. Bardzo nam było miło.
[02:08:40] - Ja dziękuję za sympatyczną rozmowę i to, że rozmowa skonstruowana była w dobry sposób. Można powiedzieć, że wiedza to jest wszystko. Właściwe postrzeganie wiedzy, właściwe jej nabywanie sprawia, że człowiek zaczyna więcej rozumieć, a wtedy w bardziej wyważony sposób jest w stanie podejść do tego, o czym chce powiedzieć. Także dzięki serdeczne, bo bardzo przyjemnie się rozmawiało.
[02:09:08] - Ja pozdrawiam. Dziękuję Markowi oczywiście za to, że czuwał tutaj nad nami-
[02:09:13] - Panu redaktorowi.
[02:09:15] - Od strony technicznej. Bardzo dziękuję. Każde spotkanie z państwem jest dla mnie wyjątkowym przeżyciem i zawsze bardzo się cieszę na każdą audycję. Mam nadzieję, że dzisiejsza wizyta w Biurze Duchów była dla państwa równie przyjemna jak dla mnie. Kłaniam się nisko, życzę dobrej nocy. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Niech wam się darzy kochani. Ukłony.
[02:09:50] - Dobranoc.
[02:09:52] - Mówili do was gospodarz audycji „Debata Niekontrolowana” z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów”, prowadząca rozmowę Beata Kempa oraz Ada Edelmen z bloga biuroduchow.pl. Oczywiście zachęcamy gorąco do zajrzenia na bloga biuroduchow.pl oraz do sięgnięcia po książkę „Opowieści z Biura Duchów”. Był z nami również nasz dzisiejszy gość Lesz Hodun, znany już słuchaczom Radia Paranormalium z debat ufologicznych, znany także czytelnikom „Nieznanego Świata”. Zachęcamy gorąco do sięgnięcia również po książki naszego dzisiejszego gościa: „Lekcja paranormalności” oraz „Nadal jestem”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście w kolejnej „Debacie Niekontrolowanej”, prawdopodobnie już po wakacjach we wrześniu. Śledźcie oczywiście stronę Radia Paranormalium i blog biuroduchow.pl, bo tam zawsze się dowiecie, kiedy najbliższa „Debata Niekontrolowana” się odbędzie i jaki będzie miała temat. Oczywiście strona Radia Paranormalium to www.paranormalium.pl. Gorąco również zachęcamy do śledzenia profili Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów na Facebooku.
A dziś już się powolutku z państwem żegnamy. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej „Debacie Niekontrolowanej” na antenie Radia Paranormalium i oczywiście w kolejnych naszych audycjach. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl.
Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:12:35] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:12:47] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[02:13:12] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:13:24] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:14:12] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:14:24] - Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl