Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu „Debaty niekontrolowane”. Z wizytą w biurze duchów. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Mamy niedzielę, 19 lipca Roku Pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina dziewiętnasta, a to znaczy, że czas najwyższy rozpocząć kolejną debatę niekontrolowaną z cyklu „Z wizytą w biurze duchów”. Dzisiaj naszym gościem audycji będzie znany już państwu z Radia Paranormalium i z miesięcznika „Nieznany Świat” Less Hoduń, a rozmowa będzie dotyczyła interakcji zachodzącej między światem duchowym a fizycznym oraz głębokich wpływów, jakie ukryty świat wywiera na życie osadzone w materii. Przyjrzymy się dzisiaj kontaktom międzywymiarowym poprzez pryzmat snów o zmarłych, wizji pośmiertnych i szerokiej gamy manifestacji paranormalnych znanych pod płaszczykiem „znaki z zaświatów”, które chociażby poprzez swoją częstotliwość stanowią zjawisko jak najbardziej wymierne i warte zainteresowania.
Jeżeli macie Państwo pytania lub zależy Wam na rozwinięciu konkretnego wątku, to zachęcamy dzisiaj do kontaktu z Radiem Paranormalium, bądź to w formie głosowej, bądź to w formie pisemnej. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset osiem. Komórkowy i do SMS-ów również jak najbardziej to pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie, na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami, jak zawsze, prowadząca rozmowę Beata Kampa vel Ada Edelmann z bloga Biuro Duchów i nasz dzisiejszy gość Less Hoduń.
I tak z czystym sumieniem myślę, że mogę już oddać naszemu duetowi głos. Witam Państwa bardzo serdecznie. Jest mi niezmiernie miło po raz kolejny gościć w Radiu Paranormalium. Szczególnie witam naszego dzisiejszego gościa, Lessa Hodunia, człowieka wielu talentów. Dzień dobry!
Witaj człowieku wielu talentów, taki człowieku renesansu można powiedzieć, bo tak różnymi dziedzinami się zajmujesz, że naprawdę jest to imponujące. Ja tylko pozwolę sobie, zanim przejdziemy do meritum, ja tylko sobie jeszcze pozwolę przypomnieć, że na fanpage'u Biura Duchów jest konkurs książkowy. W tymże konkursie można wygrać książkę „Nadal jestem. Koniec drogi to jeszcze nie koniec” naszego dzisiejszego gościa. I zachęcam Państwa do udostępniania tego posta, ponieważ Les obiecał, że książka będzie z autografem, prawda?
Tak, jak najbardziej. No to super! Jest to nie lada gratka. Mogę powiedzieć od siebie, że książkę przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i polecam ją Państwa uwadze. Wręcz zdecydowanie polecam. Drogi Lesie, mamy dzisiaj rozmawiać na temat interakcji między światem duchowym a fizycznym i wpływom, jakie ten świat wywiera, ten ukryty świat wywiera na nasze życie osadzone w materii. Ciebie bardzo mocno te tematy interesują, bo zarówno w, w tej, w tej nowej książce, jak i we wcześniejszej „Lekcja paranormalności”, ale także w tomiku wierszy „Targowisko różności” odnosiłeś się mocno do tej tematyki.
Powiedz mi, skąd to zainteresowanie? Myślę, że odpowiedź może być prozaiczna. Mnie od początku praktycznie istnienia interesowały rzeczy inne, ciekawe, które stymulują i dają do myślenia, a jednocześnie kształtują umysł dzięki temu, że są.
Więc nikt mi kiedyś w zasadzie nie musiał mówić. Ja bardziej staram się odczuwać te rzeczy niż je... niż ich doświadczać w formie jakiejś, nie wiem, akademickiej czy, czy pragmatycznej. Natomiast później, z czasem, jak doszły doświadczenia, chociażby w kontekście rozmów, jakie odbywałem z ludźmi, w kontekście przeżyć różnych, które też się zdarzały-...
mm, kiedy człowiek zaczął się rozwijać w swojej świadomości, sięgał również do, mm, publikacji akademickich, żeby się zorientować, jak tak, ta tak zwana druga strona, co na ten temat myśli? Co z tego wynika? Jednocześnie co, dany artykuł, dana publikacja mówi też o człowieku, który to napisał. Czyli uczymy się też siebie, pomimo tego, że poznajemy świat i odkrywamy go. Bo niezależnie od tego, o czym będziemy mówić, w jaki sposób, to uważam, że świat jest tak bogaty i tak zasobny w różnego rodzaju rzeczy i zjawiska, które, no, nie są jeszcze poznane przecież, tak? Jak choćby właśnie temat, o którym dzisiaj rozmawiamy. Choć mnóstwo ludzi zajmuje się poszukiwaniem odpowiedzi na pytania z tym związane, to jednak, jednak warto poznawać, warto sięgać i warto czytać, bo wiedza tu jest nieodzowną częścią, uważam, a przede wszystkim też otwartość. I ja generalnie staram się przekazywać prosty komunikat: świat jest ciekawy, ponieważ jeżeli ludzie mnóstwo, wiele razy mówią o dziwnych, niezwyczajnych rzeczach, które się wydarzają w ich życiu, to wiadomo, że coś musi być na rzeczy. Yy, całe podążanie przez życie i doświadczanie różnych rzeczy, wchłanianie wiedzy to jest też uczenie się tego, że nie każda osoba jest w stanie we właściwy sposób opowiedzieć o tym, czego na przykład doświadczała. Nie każda osoba umie to opowiadać, nie każda osoba zechce o tym mówić. A być może też są takie osoby, które nie powinny mówić o pewnych rzeczach, ponieważ zdarzają się też niektórzy ludzie i też takich spotykam na swojej drodze, którzy bardzo mocno wchodzą w klimaty pod tytułem: „a tutaj, jak ja postawiłem nogę, to wydaje mi się, że ona bardziej na północ i tak dalej". Ja być może teraz przerysowuję, bo, bo były to przeróżne interakcje, przeróżne sytuacje, ale właśnie, mm, szukanie i doszukiwanie się po prostu wszystkiego we wszystkim to też jest niezdrowe.
Ja na przykład ja kiedyś się spotkałem takich ludzi, którzy potrafili w dziubaniu jakimś po kolanie, w jakimś bólu w kolanie dopatrywać się ataków energetycznych. Być może. Być może my nie wiemy o tym, czy faktycznie takie ataki istnieją, bo człowiek jako jednostka, jako istota, która urzęduje tutaj na tym świecie, chyba my wszyscy tutaj czytaliśmy niejednokrotnie o tym, że nasze DNA jest tak skonstruowane, żeby nam w pewnym sensie ograniczać pole postrzegania. Więc być może po prostu nie wiemy o wielu rzeczach, które faktycznie się dzieją, a które my uważamy za coś takiego, a takiego, tak? Ponieważ tak się nauczyliśmy, tak nas wykształciło środowisko, takie mamy wspomnienia, tak mówili nasi rodzice, bo tak się mówi, tak?
Taki jest zwyczaj, bo tak się mówi. Więc ta indukcja sprawiła, że po jakimś czasie, jeżeli człowiek nadal utrzymuje zainteresowanie tymi tematami, być może wejdzie w to głębiej, ale użyje swojej świadomości, otworzy się na to, będzie patrzył życzliwie, tak? Bo jeżeli będziemy bardzo opresyjnie patrzeć na pewne tematy, czyli będziemy mocno chcieli coś wyjaśnić, mocno się chcieli czegoś dowiedzieć, to nie jest tędy droga. Więc, więc w spokojny sposób postrzegać świat, być otwartym na ludzi, na, na zjawiska. Myślę, że odpowiedzi będą się często pojawiać w różnej formie. Mm, właśnie powiedziałeś o tym indukowaniu nam, yy, pewnych poglądów i o tym, że jesteśmy właściwie w miarę rozwoju mediów, zaczynając od powstania i szybko potem zyskujących popularność gazet, potem radio, obecnie internet. Więc tych sposobów i możliwości indukowania, ee, pewnych tez i po prostu formatowania naszych umysłów jest bardzo dużo. To nie ulega wątpliwości. Ja czasami, yy, dochodzę do wniosku, że współczesny człowiek, ee, zatracił w znacznej mierze kulturę duchową, zaczynając od więzi z przyrodą, poprzez więzi z samym sobą. Następnie tutaj kolejny ważny aspekt: więzi, mm, chociażby ze swoimi przodkami. Bo choć kultury pierwotne wiodły trudne i niebezpieczne życie i właściwie oni nieustannie żyli na, na krawędzi, to, yy, mieli ogromny, ogromną więź między sobą i ogromną więź z przyrodą. Oni jakby w znacznej mierze byli zanurzeni tak naprawdę i w świecie fizycznym, i duchowym jednocześnie. Yy, świetnym tego przykładem są na przykład rdzenni mieszkańcy Australii, czyli Aborygeni, prawda? Oni, yy-... mm, mają bardzo głęboko zakorzenione pojęcie istoty najwyższej.
Yy, mają, mm, wy- wyznają kult przodków. Wierzą, że ich przodkowie są zawsze z nimi, czuwają nad nimi i wstawiają się przed, powiedzmy, bóstwami czy, yy, bogami w, w ich sprawie. I, yy, ta wiara, yy, w ten świat duchowy, yy, powoduje, że oni, można by powiedzieć, yy, są dużo bardziej świadomi, yy, istnienia dwóch światów i świadomi tego, że wszyscy jesteśmy ze sobą, yy, połączeni. Oni postrzegają, yy, na przykład niebo jako przestrzeń, gdzie odeszli ich przodkowie, by, by właśnie tam zapłonąć na nocnym nieboskłonie jako gwiazdy. I, yy, uważają, że, yy, to, że po śmierci mogą odrodzić się w innym ciele. Mm, to są bardzo istotne, yy, rzeczy, ponieważ oni mają lepsze zrozumienie praw wszechświata niż współczesny człowiek, przeintelektualizowany i wy-, yy, zaprzątający sobie głowę przede wszystkim, yy, gadżetami otaczającymi go. I, yy, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że wszyscy, zaczynając od kultur pierwotnych, przez wszystkie następne kultury i epoki, jakie następowały w dziejach ludzkości, yy, ten kontakt ewoluował i na pewnym etapie, powiedzmy dwieście, to już dwieście, trzysta lat temu, gdzieś bym powiedziała, że to się rozpoczęło, stopniowe wygaszanie i, yy, i zubożanie człowieka. O ten aspekt.
Tak, wydaje mi się, że, yy, to, o czym tutaj wspominasz, jest o tyle istotne, że, mm, w tym okresie czasu, yy, mamy chyba, mm, zaczątek tak zwanej technologii. Już takiej technologii, która zaczyna dominować w życiu, ee, i która zaczyna przejmować pewne funkcje, ee, życiowe, tak? Czyli myślenie o życiu jest jak gdyby podporządkowane troszeczkę technologii. Czyli jeżeli czegoś nie muszę robić, ponieważ zrobi to za mnie to albo tamto, więc w tym momencie, yy, jest tendencja do zanikania, pewnego rodzaju związku z daną umiejętnością, myśleniem o danej umiejętności czy wręcz nawet występowaniem tej umiejętności, tak? Bo jeżeli nie myślimy o tym, ponieważ mamy urządzenie, które nam coś tam zastąpi, no to po prostu przestajemy to robić, a w efekcie, no, zanika ta swoboda posługiwania się tym czymś. Więc ta natura jest jak gdyby spychana troszeczkę na plan dalszy. Yy, a tutaj, jeżeli wspominałaś o Aborygenach, no ja swego czasu miałem przyjemność czytać książkę, której długo szukałem. Książkę pani doktor Marlo Morgan „Wołanie z końca świata” chyba, o ile to dobrze pamiętam. I ta wspólnota Aborygenów, którzy zaprosili panią doktor na, yy, wyprawy przez interior. To było po prostu niesamowite. W momencie, kiedy na przykład szli sobie i potrzebowali, ee, pożywienia i szaman akurat decydował o tym, że poprosimy...
Była ceremonia modlitewna i tak dalej. I faktycznie, pani doktor mówi: „Zbliżamy się później i stoi zwierzę”, które jak gdyby ona ma wrażenie, że ono czeka, bo ono zostało wytypowane, tak? Że ono wie, że musi wesprzeć tutaj tych ludzi czy coś w tym stylu. Także te związki tam, yy, w życiu tych Aborygenów, choćby w tej książce, były opisane w sposób niesamowity. Ja, ja na pewno polecam, żeby tę książkę, yy, ludzie sobie przeczytali, to troszeczkę zrywa beret z głowy i robi naprawdę niesamowite wrażenie. Uczy też pokory. I pamiętam, że był, jak- była jakaś wzmianka, bo też wspominałaś o pewnej rzeczy. Jeżeli chodzi o kwestie ideologii i kultury, aa, padło pytanie chyba do, do starszyzny: czy, czy dlaczego nie wyznają, yy, wiary rzymskokatolickiej? Coś było o Jezusie.
Już teraz nie pamiętam zbyt dokładnie. Oni powiedzieli: „No tak, znają. Znają słowa Jezusa, wie, co mówił, ale to nie znaczy, że muszą robić dokładnie tak, jak on”. Czy coś takiego, tak? Yy, więc, yy, książka, książka mnie zamiotła.
Książka mnie totalnie zamiotła i, i powiem szczerze, że chętnie do niej wrócę. Akurat skoro już rozmawiamy, to, yy, to właśnie poczułem taką potrzebę. Ja znam tą pozycję. Ubolewam, że nie mam jej w, yy, w księgozbiorze, yy, na stałe, ale wiem, o której, o czym mówisz.
Tak, tak. Jeżeli natomiast chodzi o in-in-indukcyjność, jeżeli chodzi o sprawy związane z propagowaniem pewnej, yy, myśli na temat tego, jak wygląda świat, jak wygląda otoczenie, związane jest między innymi z intencjonalnością. Yy, bo w pewnym momencie zauważyłem pewną, yy, znamienną rzecz, że umiem wybierać materiały, które według mnie mogą dać mi coś dobrego w widzeniu danego tematu.... mm, czyli między słowami można wyczytać, dlaczego dana osoba pisze o tym czymś. Ee, czy jest to kontekst prześmiewczy, czy jest to kontekst mający na zasadzie, ee, po prostu opisać, żeby, żeby wydać publikację, czy może coś więcej. Więc intencjonalność się zawsze też oddaje taką siłą motoryczną, która, która sprzyja po prostu rozwojowi pewnych, pewnych poglądów i rozwojowi pewnego patrzenia. Ja na przykład jestem taką osobą, która lubi wyłożyć swoje, ee, trzy grosze lub kij w mrowisko, wręcz czasami. Robię to niepokornie i świadomie, tak? Ale nigdy nie robię tego nieżyczliwie, ponieważ uważam, że jeżeli coś należy naświetlić z innego punktu widzenia, to lubię po prostu dokopać bardzo solidnie, ale zawsze jest to z uśmiechem i, i ten swój wątek postaw innego spojrzenia na dany temat lubię przekazać. I uważam, że tego typu rzeczy są też bardzo istotne, jeżeli chodzi o tak zwaną intencjonalność. Bo zawsze wiadomo, autor odpowiada, tak?
Autor odpowiada za to, co pisze, ponieważ słowo jest energią, więc ta energia pójdzie w obrót i żeby ona wykorzystała swój potencjał i zrealizowała się w najlepszej formie. Po to się robi. Mm, bardzo dużo poświęciłeś w, w ostatniej książce, yy, miejsca na relacje, mm, osób, które doświadczyły czy to śmierci klinicznej, czy, yy, innego rodzaju kontaktów, powiedzmy, na granicy światów, snów o zmarłych, wizji, zjaw pośmiertnych i, i tego typu, yy, sprawom. Yy, ja bardzo cenię takie relacje, ponieważ wychodzę z założenia, że, mm, to jest, yy, bardzo istotne, żeby, że każdy materiał ma nie tylko wartość gatunkową, ale w tym wypadku świadectwa mają również wartość ilościową. Dlatego, że im, ee, szersze jest, częściej, częściej, yy, jak gdyby doświadczane, yy, dane zjawisko, no tym trudniej je, yy, zlekceważyć, prawda? Tym trudniej, ee, obecnie nauce powiedzieć: „Nic, nic się nie dzieje”. Yy, powiedz, jak to się... Czy, czy te relacje są do ciebie nadsłane, czy, yy, w jakiś sposób zbierałeś je podczas rozmów bezpośrednich? Ja osobiście, ja osobiście zgłaszałem się do, do ludzi, których typowałem sobie najpierw, ee, podejrzewając, że zgłaszając się do danej osoby, będę w stanie uzyskać informację w miarę czystą od tak zwanych konfabulacji, ee, i potencjalnych jakichś, ee, modyfikacji, tak? Bo czasami zdarzało się, że człowiek nagrywał w przypadku dłuższych, yy, rozmów, informując o tym i znając daną osobę, słyszałem, jak opowieści różnią się od tych, które mogłem pozyskać w sposób czysty, nie nagrywając.
To też jest taka bardzo ciekawa rzecz. Natomiast, yy, dzwoniłem osobiście i rozmawiałem bezpośrednio z tymi wszystkimi ludźmi. Część, yy, opowieści, która, którą udało mi się zebrać, no, nie trafiła tutaj na łamy, dlatego że były to, powiedzmy, opowieści typu: „No tak, że ktoś mi się tam przyśnił i widziałem, i był, i w zasadzie nic z tego nie wynikało”. Mnie bardzo, mm, kręciły i nadal mnie kręcą tego typu rzeczy pod tytułem, ee, tak jak jedna z, jedna z historii, którą mogę tutaj przytoczyć, a którą zamieściłem w książce. Było to w momencie, kiedy, yy, miałem swoiste posiedzenie w jednej z klinik w Szczecinie. No i siedziało sobie kilka osób dookoła i pomyślałem sobie: „A!
Zapytam, dlaczegoż by nie?」。 I mówię, że akurat piszę książkę na taki to, a taki temat i chciałbym spytać, jaki państwo macie stosunek do tego typu sytuacji, okoliczności. Bo mówię, przecież wiadomo, że mamy wszyscy rodziny. W rodzinach ludzie się rodzą, umierają, chorują, są zdrowi, bogacą się i tak dalej, tak? Więc mówię, standardowo doświadczamy po prostu tego typu okoliczności. No i po chwili ciszy i takiej niepewności jeden pan mówi, że miał wujka, który, którego bardzo lubił i ten wujek dużo go nauczył. Był takim fajnym, sympatycznym człowiekiem, który lubił żartować i po prostu fajnie zagadać do ludzi. No i była sytuacja tego typu, że któregoś razu ten wujek przyszedł do niego, posiedzieli sobie, rozmawiali i nagle wujek w pewnym momencie mówi: „Wiesz, przyśniła mi się moja mama i powiedziała, że niedługo po mnie przyjdzie”. A mama tego wujka już wtedy nie żyła.
No i ten pan mówi: „Zrobiła się taka dziwna atmosfera, konsternacja i w ogóle”. Ale mówi: „To wujek pierwszy przełamał tę atmosferę i zaczął żartować i wszystko było okej”. No i po dwóch tygodniach wujek się wymeldował.... I teraz, yy, no choćby nie wiem co mówić, no to powiedzmy, jeżeli jedna osoba by powiedziała, że przypadkiem coś się takiego wydarzyło, no to okej, ale jeżeli słyszysz to od dziesiątków osób, jednocześnie znasz te osoby, ee, i ufasz tym osobom, no bo nie zgłosiłbym się do ludzi, yy, do, u których miałbym pewność, że, no, nic się specjalnie nie wydarzy, tak? Żadnych historii. A nawet jeżeli ktoś mi coś opowie, no to ja nie będę miał pewności, czy dana osoba, yy, mówi świadomie, czy ona opisuje prawdę, czy sobie właśnie wymyśliła, dlatego, że ja zapytałem o to. Więc, yy, część, spora część tych opowieści była, ee, rozmawiana bezpośrednio przeze mnie. Natomiast niektóre wybrane również trafiały się jeszcze z czasów, kiedy prowadziłem moją ideę społeczną „Ukryta rzeczywistość" i prowadziłem swego czasu cykl programów radiowych w Radiu Szczecin. I tam akurat jedna z audycji właśnie dotyczyła tego tematu. I któregoś razu siadłem sobie po prostu, przesłuchując te materiały, myślę sobie: „O, ten nie został wykorzystany, ten nie został... — mówię — tak, ale one poszły w radio, więc może by coś spisać z tego?". No i kurczę, tak rzeczywistość chciała, że zaczęło mi się to podobać i po prostu później już poszedłem tą drogą.
Książka relatywnie szybko się napisała, bo to chyba trwało jakieś, coś około roku czasu. Yy, natomiast starałem się bardzo dużo rozmawiać z ludźmi i bardzo dużo pozyskiwać tych opowieści, dlatego, że uważam, że same z siebie opowieści, yy, są na tyle niesamowite i na tyle przekazują materii i informacji, że bardzo przyjemnie takie rzeczy się czyta. Tak jak chociażby, yy, u pani Ostrzyckiej, u pana Rymuszki, yy, „Polskie życie po życiu" bodajże książka.
Tam też właśnie było bardzo dużo... Czy chociażby Raymond Moody, czy pols-, czy polski autor, ee, Leszek Szuman. Kiedyś, kiedyś jeszcze. Dużo opowieści to uważam, jest dużo fajnej, naprawdę takiej materii, bo ta materia jest bliska ludziom, tak?
Ludzie opowiadają, ludzie to czytają, więc, yy, to jest świetne połączenie, uważam, tak? Osoby, która relacjonuje i czytelnika. Więc wydawało mi się, że to jest po prostu prze- przecudna rzecz, żeby coś takiego wymyślić, żeby książka aż kipiała tą ilością, yy, historii, jednocześnie pokazując, jakie bogate spektrum okoliczności, jakiego bogatego spektrum ludzie dotykają. To jest niesamowite.
No, wyszłem z podobnego założenia, publikując opowieści z „Biura duchów". Tylko ty tutaj jesteś jakby troszkę bardziej, jakby skupiony bardziej na, na, yy, jednym czy dwóch wątkach. Z tego ja, ja to troszkę rozproszyłam, ale też dla mnie najważniejsze zawsze jest relacja i dotykanie, ten kontakt z drugim, yy, człowiekiem. Bo, yy, powiedzmy sobie szczerze, ee, to, te, te materiały to jest, yy, wątek dowodowy.
A dlatego, że, yy, wpływ rzeczywistości niejawnej na nasz świat dla wielu osób jest oczywisty, a szczególnym wpływem powiedziałabym, yy, skoro akurat tutaj taki przykład podałeś, szczególnym wpływem, ee, szczególnie wpływ mają sny. I oczywiście wszystkie sny są istotne i one nie biorą się, yy, znikąd, bo czasami to nasza podświadomość chce nam przekazać ważne komunikaty. Dokładnie.
Ponieważ my ewidentnie nie dostrzegamy lub źle interpretujemy to, co się wokół nas dzieje. Yy, zdarzają się sny stanowiące specyficzną kontynuację tego, o czym myśleliśmy na przykład intensywnie w ciągu dnia. Ale sny o zmarłych to jest bardzo szczególny rodzaj przekazu. Yy, one mają swój specyficzny charakter. yy, nie można ich pomylić, z, z żadnym innym typem snów.
To znaczy, chodzi mi o to, że, mm- Tak, ludzie relacjonują- Osoba zmarła może pokazywać się w naszym, yy, śnie. Może ukazać się w naszym śnie jako swego rodzaju konstrukt myślowy, stworzony przez naszą własną świadomość w sobie tylko wiadomym celu. A to, żeby zwrócić na to, na coś uwagę, a to, żeby, yy, podkreślić, yy, charakter, yy, danego przekazu. Natomiast sny o, yy, zmarłych, jeżeli są rzeczywiście tą relacją, yy, duchową, następującą między dwoma świadomościami, to zdecydowanie one mają bardzo szczególny, zawierają szczególny rodzaj przekazu. Mają, yy, bardzo często charakter profetyczny. Nie ma w nich elementów drastycznych, nie ma w nich, yy, niczego, co mogłoby nas przestraszyć. Nawet jeśli jakaś informacja może być dla nas przykra, ona jest podana w sposób, yy, yy, co najwyżej konkretny, ale absolutnie, ee, wszelkiego rodzaju sny, yy, w których nie ma tych elementów, yy, zdecydowanie wydają się być tylko i wyłącznie konstruktem naszego, yy, naszego umysłu. I, yy...... Mało jest osób albo nie- nieliczna jest grupa osób, które, yy, nigdy nie doświadczyły takiego właśnie kontaktu, a szczególnie w tej podgrupie snów, którą, yy, można by nazwać zjawami pośmiertnymi. Yy, i, yy, w tej materii jakby najwięcej jest doświadczeń, bo wiesz, śmierć kliniczna, doświadczenia poza ciałem to jest, to nadal są miliony, ale, yy, to jednak nie jest ta skala, co skala doświadczeń, ee, ze zjawami pośmiertnymi, czyli tych doświadczeń, w których, yy, osoba żegna się, mm, ze swoimi bliskimi. No, w taki szczególny, szczególny sposób.
Mm, wydaje mi się, że, yy, można by tutaj wy-, mm, wyszczególnić wiele takich aspektów, które, mm, ukazują ogromny wpływ, jaki rzeczywistość niejawna ma na nas. I, yy, tutaj zarówno mam na myśli właśnie śmierć kliniczną, sny o zmarłych, wszelkiego rodzaju, yy, inne manifestacje paranormalne, które możemy kojarzyć właśnie z działaniem, yy, tej nieuchwytnej siły. Powiedz mi: w tych grupach, powiedzmy, o których, o których wspomniałam, yy, co jest dla ciebie takim najmocniejszym wątkiem?
Takim, yy, jak gdyby, mm, wątkiem, za którym najczęściej podążasz, szukając, yy, tych relacji. Czy ty szczególnie jakoś interesujesz się właśnie, em, rzeczywistością, yy, niejawną z poziomu właśnie snów, śmierci klinicznej, doświadczeń poza ciałem czy na przykład, yy, manifestacji typu, typu poltergeist? Gdzie ty się upatrujesz tego najmocniejszego akcentu, który mówi o tym, że światy się przenikają i dochodzi do tak mocnych interakcji?
Wydaje mi się, że każda z grup, yy, każda z grup ma swoje plusy i minusy i na pewno wiele istotnych elementów można znaleźć we wszystkim tym, co wymieniłaś. Yy, natomiast ja zastanowiłbym się nad jedną rzeczą, mianowosią, mianowicie wydaje mi się, że taką swoistą egzemplifikacją tego, ee, dzisiejszego tematu, ee, będzie kwestia wpływu, ee, tej rzeczywistości niejawnej na naszą rzeczywistość w sposób materialny. Czyli jeżeli tamta strona, ee, uzyskuje możliwość władania taką ilością energii, która pozwala jej na zamanifestowanie się w sposób czy dźwiękowy, czy fizyczny. Ee, kiedy to słyszymy, odczuwamy, to jest niezwykłe.
To jest niezwykłe ze względu na to, że pokazuje, jak bardzo nie wiemy, w jaki sposób skontaktować się. Tak, tak już de facto, tak? Bo istnieją przecież, ee, EVP i różnego rodzaju inne próby skomunikowania się z tamtą stroną. I nieraz ogląda się programy telewizyjne, choćby na Discovery czy tego typu podobnych, kiedy naprawdę ludzie niesamowite rzeczy robią i potrafią w czasie rzeczywistym nawiązywać jakiegoś rodzaju połączenie. Tylko dlaczego to połączenie jest takie rachityczne? Opiera się na jednych słowach, ee, na fragmentach dźwięków i tak dalej. Trudno powiedzieć. Ee, na pewno do- doszlifowywanie tych technologii, że się tak wyrażę, będzie prowadziło w dobrym kierunku. Oczywiście pod warunkiem, że będą się zajmowały tym osoby, ee, które sprawiają fajne wrażenie, tak? Które mają fajny środek, przyjemne, przyjemne nastawienie, to one będą na pewno szły w dobrym kierunku. Natomiast już sam fakt, że tamta strona potrafi wpłynąć na to, co dzieje się tutaj i my jesteśmy świadkiem zdarzenia, bo to jest zdarzenie, tak? To nie jest jakiś... To nie jest zjawisko tekstane, tak? Bo, bo dla mnie zjawiskiem to, to nie wiem, jest śnieg, yy, i tego typu rzeczy, które występują w naturalny sposób. A to są wydarzenia, które są związane dokładnie z pewnymi, ee, konkretnymi sytuacjami, jak chociażby jedno- jedna z moich ulubionych, która została wspomniana, ee, również w książce.
Znajomy mi pan, lat troszeczkę więcej ode mnie. Elokwentny, sympatyczny i elegancki przede wszystkim. Nigdy go nie podejrzewałem o jakieś związki właśnie z tego typu tematyką i zainteresowanie z jego strony. I sytuacja wyglądała tak, że swego czasu, mm, nawiązaliśmy rozmowę. No i on mówi: „To ja panu coś opowiem". I mówi, że właśnie było to kiedyś, kiedy jego mama chorowała. On mieszkał wtedy w takim starym budownictwie i miał amfiladowy układ pomieszczeń, czyli jedno za drugim.
Między tymi pomieszczeniami oczywiście drzwi i mówi: „W jednym między dwoma pomieszczeniami, ee, były takie stare, grube drzwi, których - mówi - za cholerę nikt nie był w stanie zamknąć"....mówi: „Wielu śmiałków próbowało i zawsze - mówi - te dwadzieścia centymetrów zostawało, nie dawało rady”. Ee, i to była sytuacja, o której opowiadał. To była sytuacja związana z chorobą, poważną chorobą jego mamy, która była w tym czasie w szpitalu. On był wtedy w domu, dokładnie w tym, w tym mieszkaniu. I mówi: „Wiatr był taki na zewnątrz - mówi - nie dało się skupić, ale byłem zmęczony”. Mówi: „Już gdzieś było około pierwszej w nocy” i on po prostu już postanowił zasnąć. I zasypiał, zasypiał. I jak to opisuje: „Jak coś nagle nie pierdzielnie. Zrobiłem się - mówi - cały biały ze strachu. A mówi: „Powiem panu, że ja się nie boję. Nie jestem taką osobą, która jest strachliwa”. Ee, ale mówi: „Ja stanąłem na nogi i przeraziłem się nie na żarty, bo to dochodziło z mieszkania. Wstałem, podszedłem i okazało się, że te drzwi zostały zamknięte. Od razu pomyślałem o mamie”. I okazało się, że właśnie w tym momencie mama tego pana odeszła.
To, to ja mam podobną... Ja mam podobną historię rodzinną. Tutaj, yy, kiedyś mama mi opowiadała o, o przypadku, jak siedzieli sobie z, z ojcem gdzieś tam sobie spokojnie w pokoju na piętrze i nagle coś zaczęło dmuchać, walić, jakieś cuda na kiju, kolokwialnie mówiąc, się zaczęły dziać. I się okazało, że tego właśnie wieczoru, yy, dziadek zmarł. Ojciec mamy.
Ale też mam, też mam takie mniej hardkorowe, mniej hardkorowe przeżycia po, po odprowadzeniu mojej przedwcześnie zmarłej przyjaciółki. Jakoś tak się zaczęło dziać, że od momentu, kiedy— bo to był kilka lat temu, okres, kiedy Radio Paranormalium było dość mocno atakowane przez trolli internetowych, przez hakerów. Zdarzało się, że podczas audycji na żywo dzwonili na antenę i jakieś groźby karalne leciały z ich strony. I po tym, jak odprowadziłem przyjaciółkę, która nawiasem mówiąc, ze strony tej samej grupy społecznej też miała jakieś nieprzyjemności za życia, każdy taki atak na Radio Paranormalium był czymś poprzedzony. Najczęściej spadnięciem na moją głowę laurki, która jest, która leży sobie w pokoju u mnie cały rok. Nic się z tą laurką nie dzieje.
Jest praktycznie przyklejona do podłoża. Nie ma prawa, nawet trzeba, trzeba dosyć mocno ją zepchnąć, żeby spadła, żeby w ogóle się ruszyła. No i jakoś tak się działo, że ta laurka dwa razy mi spadła na łeb i za każdym razem okazało się po chwili, że jest jakiś atak na serwer.
Te manifestacje rzeczywiście są, yy, bardzo, yy, charakterystyczne dla momentów pośmiertnych, tak? Ponieważ, yy, no, z życia wzięte. Moja babcia, ee, umarła, yy, w ciągu dnia w lipcu. To pamiętam. Taki piękny lipcowy dzień. Całe słońce.
I, yy, zwróciliśmy uwagę. Umarła w domu. Umarła, yy, na moich rękach, taka przytulona do mnie. Mm, i muszę wam powiedzieć, że pierwszą rzeczą, jaką zwróciłam uwagę, to to, że zatrzymał się, ss... Babcia miała taki, w chwili śmierci, dziewięćdziesiąt siedem lat. Ten, ee, budzik, który stał przy jej łóżku, towarzyszył jej od czasu, no, uwierzcie lub nie, ee, pierwszej wojny światowej. I on z nią przeżył później, yy, drugą wojnę, okupację, Powstanie Warszawskie. Yy, i ten zegarek, ten zegar przetrwał i ona go miała przy łóżku. I stanął dokładnie w momencie jej śmierci. Ale co ciekawe, kiedy otrząsnęliśmy się, ja miałam wtedy czternaście lat, yy, ale no, reszta rodziny, no, otrząsnęliśmy się jak, ja, na tyle, żeby po prostu, yy, zająć się ciałem babci, to, yy, zwróciliśmy uwagę, że zatrzymał się również inny zegar. I w tym momencie wszyscy... Ja, yy, spojrzałam na swój zegarek ręczny. Było dokładnie to samo. Stanął, yy, o tej, o tej godzinie. I tak dalej, i tak dalej. Ale co ciekawe, yy, zadzwoniłam później do kogoś, kto dużo dalej mieszka i, yy, ta osoba powiedziała, że u niej dwa zegary również stanęły o tej, dokładnie o tej godzinie, bo, yy, tak. No i myślę, że nie konfabulowała, ponieważ ja nie podałam godziny. To ona pierwsza powiedziała mi, która to była godzina. Także jest bardzo wiele takich znaków, ale, yy, nie... Żeby nieco zaostrzyć czujność może naszych słuchaczy, warto powiedzieć, że często te znaki nie dotyczą tylko manifestacji pośmiertnych, ale też ma się wrażenie, można odnieść takie wrażenie, że os- yy, dusze są w stanie w jakiś sposób, yy, próbować zwrócić na coś uwagę. Bo, yy, dla mnie taką bardzo poruszającą historią była opowieść, no, osoby, yy, która, która nawet zaskoczyła mnie tym, że otworzyła się i, i coś takiego mi zrelacjonowała.
Ponieważ to jest człowiek taki bardzo biznesowy, człowiek, yy, nieprawdopodobnie taki w tu i teraz. No, ale jednak przydarzyła im się taka historia, kiedy to po prostu, yy-... z pokoju córki, która wyjechała gdzieś, była jakby w trasie. Jechali z narzeczonym nad morze i nagle w środku nocy w jej pokoju zerwało się bardzo ciężkie lustro, które no nie miało prawa spaść, bo jak się panowie domyślacie i państwo, no było odpowiednio zabezpieczone, tak? To, to, to nie był obrazeczek powieszony na krzywym gwoździku, tak? I to lustro spadło. Mało tego, ono, ono się nie potłukło, ale ono spadając...
no, doprowadziło do tego, nie wiem, jak to ująć, że po prostu spadła taka pamiątka z Ustronia, którą kiedyś ta dziewczyna kupiła, jak była tam z rodzicami. I jak oni weszli do pokoju i zobaczyli, że temu, że no haki czy tam jakieś gwoździe czy zabezpieczające jakieś elementy nadal są w ścianie, to duże lustro leży i nie jest zbite, ale na środku leży ta pamiątka z Ustronia. Po prostu zdruzgotana i zbita w drobny mak, dokładnie tak, jakby ktoś po niej przeszedł i tak no celowo jakoś ją tam nadepnął. No to, no coś ich tknęło. No, zaczęli szukać tej dziewczyny. I wyobraźcie sobie, że to uratowało jej życie, ponieważ, ponieważ oni gdzieś na trasie przejeżdżali, to wtedy jeszcze nie było tej, tej drogi, która jest w tej chwili, tej szybkiego ruchu. I oni po prostu wpadli w jakieś... w rów pełen jakiś, pełen jakichś chaszczy.
Wiesz, no, oni praktycznie byli niewidoczni, a jednocześnie byli w tym samochodzie nieprzytomni. Tak, tak, ten wpływ jest niesamowity i ja na przykład tuż po, tuż po wydaniu książki rozmawiałem z pewnym moim serdecznym znajomym, który opowiedział mi historię. Ona albo zostanie zaanektowana do poszerzonego wydania książki, które być może się ukaże albo jest szansa na, na drugą, na drugą część.
Ja na przykład tego typu historii nie słyszałem. Przytoczę ją teraz tylko tak szacunkowo. Chodziło o to, że jego mama kiedyś ciężko schodziła, a on miał ulubioną jakąś tam roślinę i kilka pąków właśnie tej rośliny, zasuszony leżał w łazience przez lata. Przez długie lata. Kiedy mama zmarła, zaraz po jej śmierci zakwitły. I ja, ja po prostu wtedy dostałem ciary. Przelała się przeze mnie fala gorąca, bo to już jest naprawdę oznaka czegoś bardzo niesamowitego. Tak, bo o ile można wygenerować dźwięk, o ile można usłyszeć osobę przez jakieś tam urządzenie, to wpływ taki na organiczną materię, która jest zasuszona od lat, a jednak obrodziła tam. Nie potrafię powiedzieć, o co chodzi, tak? Ale myślę, że w jakiś sposób celowo jesteśmy ograniczeni, żeby, żeby nie wiedzieć i nie widzieć wszystkiego. Być może mamy doświadczać. Być może to jest kwestia kształtowania siebie jako jednostek osobowości, bo wiadomo, że materia to jest tylko materia. Tak, to jest tylko nośnik.
Natomiast ten duch, ten umysł, ten, którym my jesteśmy, która została wygenerowana dla nas gdzieś tam z tego źródła, to właśnie być ona... Być może ona ma się właśnie w jakiś sposób kształtować. To jest, to są dywagacje, gdybania. Ale, ale tak naprawdę jest to wszystko tak niezwykle fascynujące i moglibyśmy zarówno polecić i moją książkę, i Twoją, Twoją stronę Biuro Duchów, bo naprawdę opowieści są... Te opowieści, które od ludzi pochodzą bezpośrednio, są najbardziej prawdziwe i niesamowite.
Sporo też takich opowieści pojawiło się do tej pory w audycji „Mówią świadkowie", chociażby w radiu Paranormalium. Także też można zasięgnąć. Tak. Dokładnie tak. Polecamy jak najbardziej. Pozwolę sobie przeczytać: zmarli nie mają możliwości- słuchacz. Zmarli nie mają możliwości wpływania na naszą rzeczywistość. Mogą się kontaktować z żywymi w wyjątkowych sytuacjach. Gdyby było inaczej, kontaktom nie byłoby końca.
No to tutaj jest trochę zaprzeczenie. Nie mają możliwości wpływania na naszą rzeczywistość, a jednocześnie pisze pan, pani nie wiem, bo z nicku to nie wynika. Jacek to chyba pan. Mogą kontaktować się w wyjątkowych, wyjątkowych sytuacjach.
Nie wiem. Wydaje mi się, że- Wydaje mi się, że to... Wydaje mi się, że to wyjątkowe sytuacje mogą być związane z okolicznościami, które mają inny ładunek energetyczny i emocjonalny, ze specyficznymi osobami. Nie w sensie kimś nie wiadomo kim, tylko osobami, które potrafią mieć dostrojony umysł do tego typu komunikacji. Wiadomo, że jeżeli chodzi o sny i to też o tym piszę w książce „Nadal jestem". Sny mają szczególną możliwość komunikacji międzyświatowej ze względu na to, że sen jest rodzajem odpoczynku, więc nie siłujemy się, nie mamy zagmatwanych umysłów różnego rodzaju informacjami za dnia, tylko no umysł się relaksuje i wtedy, podczas tego relaksu wydaje mi się, że jest najlepszą opcją możliwość docierania tamtej, tamtej strony-... właśnie do nas, czy w postaci komunikatów, czy w postaci różnych innych rzeczy, które nam się później w życiu wydarzają, tak? A o których dowiadujemy się na przykład w takich snach. Bo poza samymi informacjami dostajemy też tak jak, tak jak powiedziałaś, pewnego rodzaju profetyczne informacje, tak? Które są związane z czymś, o czym my jeszcze nie wiemy, co się nie wydarzyło, a co się później właśnie zadzieje.
I jeżeli ktoś potrafi połączyć dwa plus dwa, potrafi połączyć ze sobą te klocki, to nabiera świadomości, że właśnie o to zrealizowała się pewna informacja, która pojawiła się w jego śnie chociażby, tak? Czyli- Oczywiście, że my tutaj nie chcemy udowadniać, że taka, taka interakcja może następować w każdej chwili i w każdym momencie- I u każdej osoby.
Wynika z jakiegoś kaprysu albo ze sposobu, yy, bycia i, i że tak powiem, jakichś podejścia do tematu za życia. Bo wiadomo, że albo też można domniemywać, że kontakt między światami wymaga sporego jednak nakładu energii- Tak. innymi dlatego, że przede wszystkim my to, żeby do niego doszło, nie jest na pewno zjawiskiem powszechnym, a między potrzebujemy, aby nasz sen był przestrzenią do tego, abyśmy mogli po pierwsze posortować pliki w bazie danych, czyli żeby mózg mógł zrobić porządek z pamięcią bieżącą. Po drugie do tego, żebyśmy mieli choćby minimalną szansę na zrobienie porządku z samym sobą poprzez własną świadomość, czyli odreagować lub jakby odczuć coś głębiej, tak? I- Czyli produkowanie siebie samy bez, siebie samych, bez udziału nas samych. No, ja bym, ja bym jednak inaczej powiedział.
ja należę do tych, którzy mieli taką wiesz, przygodę poza ciałem, co spowodowało, że ja o sobie myślę w ten sposób, że sobą samą to ja jestem właśnie jako świadomość. Natomiast dzisiaj jestem w tym ciele, za jakiś czas mogę być w innym. Także ciało tutaj jest dla mnie drugorzędną sprawą. I tak sobie myślę, że dla nas napływ, taki zbyt duży strumień informacji czy też zbyt częste kontakty na poziomie astralnym... No bo jeśli mówimy o kontakcie, rzeczywiście dusza-dusza, to musi być to bardzo głęboki sen, w którym jesteśmy na poziomie astralnym. Chciałam zresztą zwrócić Państwa uwagę, że przecież nie na darmo sen nazywa się małą śmiercią, tak?
W wielu religiach bardzo ładnie i moim zdaniem niezwykle obrazowo się to opisuje. Mówi się na przykład o tym, że, że ciało ludzkie jest połączone z duszą poprzez jakąś cienką nitkę energetyczną, która zostaje zachowana podczas snu. Czyli jesteśmy połączeni na tyle, żeby, żeby móc wrócić. Natomiast nasza świadomość jest, odwiedza zupełnie inne rejony. Niemniej wracając do tej rozmowy, bo ja myślę, że bezsprzecznie, no, nam, wcielonym jest trudno zrozumieć pewne aspekty rządzące tym, tymi, tymi kontaktami, bo też nie każdy ich doświadcza. Niektórzy czują się wręcz urażeni czy też tacy pominięci, ponieważ strona dostaje listy, w których ludzie się żalą: „Babcia obiecała, że, że jak umrze, to, to, to przyjdzie do mnie we śnie czy jakiś tam mój przyjaciel obiecywał, tak? Ale okazuje się, że nie przychodzi". No i mnie się wydaje, że autostrada do tych połączeń jest otwarta właśnie na takie wyjątkowe sytuacje.
Na, na, na wyjątkowe, na wyjątkowe chwile. Chwile, gdzie tego bardzo potrzebujemy, gdzie jesteśmy zagrożeni, gdzie coś takiego dzieje się, co jakby mogło naruszyć, no, dla tych, co wierzą w reinkarnację, plan wcieleniowy. Po prostu. Ja tak to widzę. A nie jest to na pewno... Zresztą kochani, no, na zawołanie to nawet wody w kranie nie zawsze uświadczymy. To, to- Tak jak mówiłaś wcześniej o tak zwaną kaprysowość, tak? Czyli to nie jest tak, że hop siup i trzeba jakiś kontakt, tylko te mentalno-duchowe konteksty połączeń.
No, one na pewno muszą być związane z czymś bardzo istotnym, a nie z czymś na zasadzie: no to daj mi znać, jak tam będziesz. Tak? Okej, no to hop. To jest takie właśnie bardzo małostkowe postrzeganie i takie wręcz nawet nie po łebkach, bo to po łebkach to już jest jakaś tam wyższa para kaloszy. Natomiast no, chyba praktykowane jest takie, że: „a, to jak będziesz po drugiej stronie, to dasz mi znać. A, to okej, okej", tak? Czyli nie ma tutaj takiego przyłożenia, jeżeli chodzi o intencjonalność osoby mówiącej to-... A później jest nagle oczekiwanie, że jednak coś tam się stanie.
No to, to, to nie. To nie. To nie jest tak, że ja sobie pójdę do kiosku, kupię sobie zapałki czy gazetę, bo kiosk stoi i on cały czas jest, więc ja sobie w każdej chwili mogę pójść. Nie, nie, to zawsze musi chodzić o coś, coś, coś więcej. I właśnie w takich opowieściach to, to się daje wyczuć. Być może to, co obiecujemy, yy, no, właśnie w takich rozmowach, yy, z bliskimi nieraz padają takie słowa: "dam ci znać" albo "odezwę się w jakiś sposób". EE, wydaje mi się, że, ee, być może, kiedy dusza opuszcza już ciało i rozgląda się wokół siebie, to może zaczyna rozumieć, że tu w tym wszystkim chodzi o coś więcej, ale rozumieć tak głęboko i prawdopodobnie ten ktoś może zdawać sobie sprawę, jak, jak dziecinna była jego obietnica i jak bardzo, mm, powiedzmy, no, nieadekwatna do tego, co, co naprawdę można zrobić i chciałoby się zrobić. Yy, bo przecież...
Tak? Proszę. Yy, tutaj przypomina mi się jedna z opowieści. W zasadzie, no, akurat chodzi o doktora Mooy'ego i jego życie po życiu. Natomiast wydaje mi się, że też słyszałem w innych wielu opowieściach tego typu rzecz, która mówi, że ktoś, kto, mm, bierze udział, że się tak wyrażę, w doświadczeniu śmierci klinicznej, wychodzi poza to ciało, orientuje się, że leży jakieś ciało na łóżku i ten ktoś nie czuje więzi emocjonalnej z tym leżącym ciałem.
Czasem bywało wręcz tak, że osoba siebie nie poznawała. Więc ta spójność tego ciała z nami i te wszystkie malkontenctwa, które, którymi nas miotają na co dzień, wynikają tylko i wyłącznie z osadzenia nas w społeczeństwie, w materialnym postrzeganiu świata i tak dalej. Czyli my mamy taki pogląd, jaki jest zaprogramowany przez dane społeczeństwo, w którym dojrzewamy, tak? A nie jest to zupełnie coś innego, na zasadzie otwieraj się, patrz i ucz się, tak? Tylko dostosuj się i rób tak, jak my tutaj robimy, tak, bo to jest systemowe i system się sprawdza i system jest okej. I w tej sytuacji osoba wychodzi poza ciało i nie poznaje siebie, wręcz nie czuje potrzeby identyfikacji siebie. Siebie jako tego kogoś, kto jest tam gdzieś poza ciałem. Z tym właśnie ciałem, które przed chwileczką opuścił. To jest właśnie bardzo ciekawe, tak? Więc to wszystko, o czym my mówimy teraz, czyli na zasadzie właśnie, że: "o, to jak, jak ty pójdziesz, to tam daj mi znać", tak? I ta osoba faktycznie, ona może nie tyle stwierdzać, że to już nie jest warte tego, to już nie jest warte tamtego. Tylko sam rodzaj myślenia, sam konstrukt myślowy, jak to ładnie określałaś, jest już tak skrystalizowany, że on posługuje się w ogóle zupełnie innymi kryteriami myślenia. Więc wtedy rozmowa nas, cielesnych z tą osobą, która jest tam, to jest tak, jak rozmowa z delfinem troszeczkę, tak? Wiadomo, że delfiny mają swój sposób porozumiewania się, ale trzeba by być w kulturze delfinów, urodzić się delfinem i że tak powiem, wtedy można by było porozmawiać. Tak jak mówią Indianie: "Tak, chcesz mnie poznać? Chcesz się o mnie wypowiadać, to przejdź najpierw milę w moich butach." Dokładnie.
Poza tym, moim zdaniem, ludzie podchodzą do, yy, w pewien sposób naiwnie do tego, czym jest śmierć, czym jest, yy, dusza, jak wygląda jej podróż do, yy, powiedzmy, do zaświatów, co ona tam robi i jakie ma możliwości, żeby, yy, czy na naszą prośbę, czy na nasze wezwanie, czy też wiedząc, że coś może nas bardzo niedobrego i bardzo mocno niezasłużonego spotkać, ta dusza przewija się do naszego świata, żeby nas o tym poinformować. To są takie trochę, yy, wyobrażenia, wiesz, z takiego kate-, katechizmu dla małych dzieci, tak? Takie bardzo naiwne, bardzo, yy, pokazuje się tam pewne jakby ideogramy, tak? A nic nie jest podszyte głębszą treścią. I stąd na początku programu mówiłam, że to właśnie kultury pierwotne i powiedzmy jeszcze, jeszcze antyk, ten, ten okres. Tu ludzie rozumieli to połączenie i czuli to wszystko, bo, yy, oni, ee, i też przywiązywali odpowiednią wagę do tego, co się dzieje oraz mierzyli, wydaje mi się, yy, wszystkie te relacje odpowiednią miarą. I masz kontakt. Jeżeli masz kontakt z matką, to wtedy jesteś bardziej świadomą osobą, tak? Oczywiście. No, yy, oni wiedzieli doskonale, że kontakt z duszami jest możliwy i że kontakt, yy, komunikacja między światami istnieje. Ale pozwolę sobie tutaj dodać, mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz, że oni wiedzieli jeszcze jedno. Wiedzieli, byli głęboko świadomi właśnie tej-... jednej najważniejszej rzeczy w tym wszystkim, że my jesteśmy ze sobą połączeni. Mhm. I ta komunikacja jest możliwa, ponieważ my jesteśmy ze sobą połączeni i stąd osoba, yy, odchodząca, yy, na przykład, yy, dajmy, dajmy na to, yy, taki, taki przykład z życia, gdzie starszy pan, yy, który dość, dość dobrze się trzymał i to jego odejście, no, zaskoczyło wszystkich, co tu dużo mówić.
Ale do czego zmierzam? Że, yy, okazało się, że cała rodzina, znajomi, następni, wiesz, no, po prostu z różnymi rozgałęzieniami, a nawet osoby, których on nie widział od lat, dostały coś w rodzaju komunikatu. No, jakby to porównać do naszych, nie wiem, komunikatorów, których my używamy, to: „wyślij do wielu”. Ponieważ oni wszyscy śnili ten sam sen. Rozumiesz? Tam nie było jakiś, yy, inny sen dla najbliższych, bo tak często jest. I to też jest ciekawe.
Zobacz, że in- bardzo intymnie śnią bliscy. Natomiast dalsz, dalsza rodzina, znajomi, tam koledzy z pra... potrafią też śnić o odejściu tej osoby, ale już w zupełnie inny sposób. Natomiast to jest bardzo ciekawa historia, bo ten to chyba, yy, ze dwieście osób powiadomił o swoim odejściu- -i ten w każdym szczególe ten sen był taki sam. Czyli mówię: „wyślij do wielu”. No, ale jeżeli wyślij do wielu, to wyślij po jakiejś sieci, tak? No, coś musi istnieć, co nas łączy.
Tak, coś musi istnieć. I chociażby tego typu okoliczności, które związane są z zatrzymaniem zegara czy z wysyłaniem snów, tak? Czy komunikacją innego rodzaju. Yy, kiedy, kiedy, kiedy treści zupełnie nieoczywiste i wydawałoby się, ale dlaczego, tak? Yy, no, po prostu docierają i później skutkują tym, że oto informacja, którą otrzymaliśmy za dzień, dwa, tydzień obraca się dokładnie w taką rzeczywistość. Yy, połączenia są w różnej formie, bo chociażby na przykład ostatnio jeden z moich sympatycznych znajomych opowiedział mi też o takiej sytuacji, kiedy to on i jego siostra, yy, po śmierci, yy, po śmierci ich taty. Siostra miała zwyczaj jeżdżenia na grób, yy, taty i stawiania tam znicza, również za brata, za tego znajomego. Zawsze mówi: „A, bo — mówi — ty to nigdy nie masz czasu, to mówi: postawiłam znicz od, od ciebie”. I tak przez lata działo się właśnie w ten sposób. Już siostra była tak zorientowana, tak przyzwyczajona.
I on powiedział mi któregoś razu, że poczuł po prostu potrzebę. I mówi do żony: „Jadę, jadę tam do, do taty”. I pojechał. Pojechał na ten grób i dzwoni. Ale tak, mówi, patrzy na, na nagrobie, no, chyba nikogo nie było. I dzwoni do tej siostry, i mówi: „Zgadnij, skąd do ciebie dzwonię?”. A mówi: „No nie wiem”. „Jestem na nagrobie taty”. „O, to super, bo ja dzisiaj nie mogłam pojechać, to...”.
Rozumiesz? I teraz, i teraz tak myślisz, że widocznie albo ten tata wpłynął, albo połączenie między nimi dwój- dwojgiem, albo połączenie między nimi trojgiem. Cholera wie! Yy, tak czy tak, sytuacja stworzyła się w taki sposób, że ten znajomy po prostu otrzymał wyraźny, solidny komunikat. To nie to, że przymus.
On po prostu odczuł bardzo mocną potrzebę pojechania i to było proste, sympatyczne i autentyczne. Po prostu pojechał. Mówi: „Będę tamtędy, niedaleko. Jechał, zajrzę”. I pojechał. Wtedy, kiedy siostra nie mogła. I oni o tym nie wiedzieli nawzajem.
Dopiero zadzwonił do niej z tego. Czyli to połączenie, yy, między sobą jest oczywiście absolutne, tak? To mówię, my uważamy, że jeżeli jesteśmy jednostką pod tytułem osoba A, gdzieś tam dalej siedzi osoba B. Nawet jeżeli się widujemy w kinie, w autobusie, na mieście, w gdziekolwiek, tak? To jesteśmy tylko osobami i każda jest osobno. No nie, to są tylko pozory, tak zwane. I nie tylko między osobami występują tego typu relacje. Bo o tym, o czym powiedziałaś wcześniej, czyli te kwestie z zegarem. Również u mnie w książce są opowieści o tym, jak interakcja między osobami a czajnikiem i zegarem, yy, czy chociażby myślenie o tym, że coś zgubiliśmy i chcielibyśmy to, żeby to do nas wróciło. I to potrafi do nas wrócić.
Tak jak ja miałem kiedyś taką sytuację, że pojechałem gdzieś i, i klucze do samochodu zgubiłem, bo jakąś prelekcję miałem gdzieś i klucze do samochodu zgubiłem wieczorem. I ja siadłem sobie wieczorkiem i tak odczuwałem te klucze, dzwoniłem nimi w ręku i okazuje się, że następnego dnia rano te klucze do mnie trafiły. Ja się nie spodziewałem i to już była jazda po osobach, które mogły klucze dorobić, czy znały się na tym i tak dalej, i tak dalej. I te klucze do mnie trafiły, co było nie-niebywałe. Czy one mogły trafić?
Widocznie jakaś tam szansa była, że mogły trafić, ale przecież wiadomo jest, że wiele razy rzeczy nie trafiają, tak? Czy to jest związane z otwartością umysłu na tę rzecz i na relacje między rzeczą a osobą? Bo jeżeli mówimy o zatrzymującym się zegarze albo nawet już dwóch zegarach, czy większej ilości, to znaczy, że ta relacja miała jakąś konstrukcję pozytywną.... między przedmiotem a osobą, osobą, przedmiotem i tak dalej. Więc jeżeli zachodzi tam interakcja, to ja jestem przekonany, że ee jakość tej interakcji między jednostką osobową a rzeczą, czy to będzie rzecz mechaniczna, czy to będzie rzecz na zasadzie kamienia, czy jakiejś prostej, innej formy, również może istnieć. Wydaje mi się, że wszystko posiada swój rodzaj duszy, swój rodzaj emanacji, tylko po prostu my, nie jesteśmy nauczeni odczytywać tego, odbierać i mieć świadomość, że tak właśnie jest.
Cóż, no, tutaj w tym, co mówisz, pewnie jest jakiś wątek, taki rzeczywiście mm prawdziwy, bo wiele jest yy aa takich pozytywnych historii, kiedy, kiedy czegoś, coś udaje nam się dzięki afirmowaniu, dzięki takiej po prostu rozpaczliwemu komunikatowi wysłanemu mm do wszechświata: „Pomóż, bo nie daję rady, a bardzo tej rzeczy potrzebuję”. I nagle się tak dziwnym trafem zdarza, że w zupełnie nieprawdopodobnych wręcz okolicznościach ta rzecz do nas wraca. No, gdyby nie było możliwości wejścia w interakcję z przedmiotem lub z miejscem, to nie byłoby ee możliwości ee właśnie takich i korzystnych, ale i niekorzystnych powiązań i przywiązań, które również później prowadzą do licznych manifestacji duchowych, znanych jako poltergeist na przykład. Dokładnie. Natomiast na mnie... ja też bardzo zawsze podkreślam, że ta sieć informacyjna, która nas łączy, ona absolutnie dla niej przestrzeń wydaje się nie mieć żadnego znaczenia. Być może to inaczej operuje w czasie, tak? Że to, to, oni się poruszają po prostu w innym czasie niż my. Mówię o czasie rzeczywistym. Natomiast yy wiesz, no yy. Prosta historia. Yy na przykład na, na yy znajoma pani została jako dziecko wywieziona na Syberię.
Yy była tam z rodzicami wywieziona. No i, no, pomijając oczywiście koszmar, który oni tam przeżyli. Pewnego dnia jej matka miała sen, w których yy pojawili się obydwoje rodziców, czyli dziadkowie tej pani, mieszkający podówczas w Warszawie. Ee i oni się pojawili ewidentnie, jak... Było to pożegnanie.
Nie było wątpliwości, że oni się żegnają ze swoją córką w tym śnie. I wiesz, jej mama, ee no, na skraju papieru, na takim skrawku papieru pakowego, ołówkiem kopiowym zapisała datę tego snu. i włożyła to w jedyną książkę, jaką, wyobraź sobie, że ta, ten ee jaką udało im się tam ze sobą zabrać. I wyobraź sobie, że to, to oni z tą, z tą książką i z tym skrawkiem papieru wrócili ee po tłaczce do Polski. Oczywiście zaczęli szukać rodziców tej pani i okazało się na podstawie zeznań sąsiada, który umknął temu tragicznemu losowi. Mmm dziadkowie pani Zofii, czyli tej, która historię mi opowiadała, a nawet pokazała ów skrawek kartonu, który...
papieru pakowego, który tak wiele przeszedł. Była to egzekucja uliczna dokonana podczas yy akcji SS, tam w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Chodzi tutaj o rzeź Woli. No i odnaleźli córkę, o której losach yy nie wiedzieli.
Nie potrafili, przecież oni nie mieli zielonego pojęcia, gdzie ona została wywieziona, gdzie ona przebywa, a jednak ją znaleźli. Czyli nie dość, że nie ogranicza nas czas, przestrzeń, żadne okoliczności, nawet nasza niewiedza fizyczna. Czyli co można domniemać? Że opuszczając ciało, zyskujemy dużo większą wiedzę. Dokładnie.
Być może jest to dostęp po prostu do jakiejś ogromnej ilości informacji, yy których może w ciele fizycznym, ograniczeni odbiorami ee przetwarzanymi przez nas, nasz mózg, mm nie moglibyśmy tego przyjąć. Nieraz zdaje się, nieraz daje się słyszeć informację pod tytułem, że osoba, która wraca z doświadczenia śmierci klinicznej do, do swojego ciała, mówi, że ma wrażenie, że będąc tam poznała absolut, czyli znała po prostu całą wiedzę możliwą do poznania, całą wiedzę wszechświata. I nie dziwią później reakcje ludzi. Tak jak jedna z opowieści zawartych w mojej książce, kiedy to mm-...
rodzina pewnego dziadka, który, który właśnie już był na, na skraju, yy, próbowała go ocalić, próbowała reanimować i dziadek wtedy otwiera oczy i mówi: "Po co żeście mnie stamtąd zabrali? Ja przecież już tam byłem." Taka, takie pragnienie, taka tęsknota niesamowita za tym czymś, za tym, za tą drugą sferą, tak?
I jak musi być tam właśnie niesamowicie, skoro osoby, ee, które nierzadko tutaj miewały naprawdę niesamowite i bardzo ciekawe życie, nagle nie chcą już tego życia, tak? Ponieważ oto dotknęły przestrzeni, która jest po prostu bezdyskusyjnie niesamowita, piękna i dająca już chyba naprawdę nieograniczone możliwości. Więc, yy, no to, to, to słychać, tak, od ludzi.
Zresztą ty podejrzewam, że miałaś podobnie, tak? Czyli że jest tak, jak, yy... mieć świadomość, że poznało się wszechwiedzę, ale oczywiście, yy, nie ma pozostałości po tym. Tak, jest tylko wrażenie, że coś takiego nastąpiło.
Oczywiście, no, to są, to są istotne, yy, aspekty i, yy, no, ale widzisz, dotknąłeś takiej bardzo, bardzo, yy, bolesnej struny, jeżeli chodzi o historie do-dotyczące śmierci klinicznej. Bo o ile generalnie jest to absolutnie, yy, doświadczenie transformujące, pozytywne, doświadczenie, które potrafi człowieka również zahartować na resztę życia, jeżeli chodzi o, ee, właśnie formatowanie, yy, systemowe, jak również zahartować duchowo.
Bo jeżeli, ee, nie masz tego lęku, który jest, yy, tak szalenie dla wielu ludzi ograniczający - mam na myśli lęk przed śmiercią - no to po prostu zupełnie inaczej, yy, funkcjonujesz i na, i, i na innych poziomach cała twoja, cała twoja egzystencja się odbywa. Yy, ale à propos tej bolesnej struny, no, yy, widzisz, uporczywa reanimacja, zwłaszcza osób, które są nieuleczalnie chore, osób w stanie terminalnym, yy, prowadzi często do, do takich historii, jak opisana przed, przed chwilą przez ciebie. Ludzie, yy, są przywracani, yy, i bardzo, bardzo mocno rozgoryczeni. Oni, yy, wiesz, no, dla jednych za-zaprzestanie uporczywej reanimacji to jest, yy, niedopuszczalna rzecz, dla innych, yy, inni tutaj krzyczą, yy, że to prawie eutanazja. Ja uważam, że skoro nawet papież odmówił sam wobec siebie zastosowania uporczywej terapii, a jedynie tera-terapię paliatywną, to, yy, to najwidoczniej, yy, uważał, że ma do tego prawo.
Osoby, yy, w ciężkim stanie, które są, yy, zostają uruchomione ponownie, yy, przeżywają potem to bardzo ciężko i, yy, często odmawiają przyjmowania leków lub jedzenia, żeby po prostu przyśpieszyć, yy, w sposób naturalny to swoje odejście. I to jest taka- ... To też- Bolesna- Związane z tak zwaną... Tak, yy, ale to też jest związane z intencjonalnością osób, które biorą w tym udział, tak? Bo o ile osoba, która doświadcza bezpośrednio, czyli taka osoba, która jest reanimowana, która już tam była, która już dotknęła tej, tej niesamowitości, tej drugiej sfery, ee, w pewnym sensie jest uzależniona od decyzji, które podejmują osoby starające się przywrócić ją do życia. Bo wiadomo- Halo?
Ma prawo decyzyjne. Się kieruje- Chyba mamy jakieś, mamy chyba jakiś chwilowy problem z połączeniem. Panie Lesie, czy się słyszymy? Ja co? Ale my cię nie słyszymy. Uzla! Halo? No, chyba jakaś siła wyższa tutaj za-zainterweniowała. Chyba już wróciliśmy na falę... może nie internetu, bo tu z internetem żadnych problemów nie było, ale wróciliśmy chyba na falę właściwego połączenia telefonicznego.
Panie Lesie, czy się słyszymy? Mam nadzieję. Mam nadzieję, że już jestem z powrotem. Tak, tak, proszę, proszę, po-powtórz, bo- Tak. W pewnym momencie wyp- wypuzla. Chodzi, chodzi o intencjonalność osób, które biorą udział w momencie, w procesie reanimowania danej osoby. Yy, o ile osoba, która będąc po tamtej stronie, dotknęła, już posiadła świadomość tego, jak tam jest i gdzie ona zmierza, to jeszcze są osoby, które tutaj, na tym świecie zostają.
Ee, osoby mogą być w bardzo różny sposób skonstruowane, jeżeli chodzi o umysł i nastawienie względem drugiego człowieka. Może to być tak, że osoba jest na przykład, posiada świadomość, że ona jest bardzo mocno uzależniona, że ona sobie nie da rady bez tej drugiej osoby i tak dalej. I to jest takie łakczywe chwytanie się.
Druga osoba może być skonstruowana w taki sposób mentalnie, że: „No po prostu ktoś musi być. No nie odchodź, no jak ty tak możesz zrobić, tak?” Bo ludzie mają bardzo różne reakcje, ee- No, tu się chyba odzywa mocno zwykły, taki ludzki egoizm po prostu.
Myślę, że nie, nie chodzi o pejoratywność tego egoizmu, tak? Ponieważ, no, wielokrotnie jest to nieświadome, ale ma pana rację, zdecydowanie. I dokładnie to tak wygląda.... No, natomiast gdyby uczyć takich ludzi, to ludzie by wiedzieli, że ich nastawienie jest też dobre dla tej osoby, która odchodzi. Czyli nasze energetyczne nastawienie się względem całego tego cyklu przejścia może pomóc tej drugiej osobie, która akurat opuszcza ten fizyczny świat. Bo im bardziej wiadomo, że im bardziej trzymamy się kurczowo, tym mniejsza jest możliwość dla tej drugiej osoby. Tak jak chociażby w jednej z historii opisanych, tak? Kiedy osoba, pewien facet leżał już na łożu śmierci i było ileś osób, które się modliły za niego przez kilka dni i on był na takim, w takim zwieszeniu troszeczkę. Ani nie umarł, ani nie żył. I w końcu po tam drugim czy trzecim dniu podniósł się i wręcz ich zbeształ, mówiąc: "Pozwólcie mi wreszcie odejść. Ja chcę odejść, bo już tam byłem". No i oni się przestali modlić. Byli zaskoczeni, tak? No i pan sobie odszedł spokojnie. Więc to, co my chcemy, bo, bo tak nam się wydaje, no to, to jest jedna rzecz, ale to, co się dzieje tak naprawdę i czemu warto pomóc, to myślę, że tutaj potrzebna by była taka edukacja od początku, od jak dziecko, że tak powiem, kształtuje swój umysł, zaczyna rozumieć i tak dalej. Rozmawiać, rozmawiać, informować, przekazywać dobrą informację, tak? Bo dobrą informacją nie jest to, że pozwolić babci czy tam komukolwiek innemu, kto akurat odchodzi, odchodzi, odejść na spokojnie.
To nie tak, że: o, to bo ja pozwolę mu umrzeć tak, jak niektórzy mogliby powiedzieć. Nie. Chodzi po prostu o życzliwe nastawienie względem drugiej osoby, bo jeżeli osoba, z którą my byliśmy związani, odchodzi, a jednocześnie wyrazimy względem niej w tym momencie, kiedy ona odchodzi, dobrą, dobre, dobre myślenie, to damy jej, uważam, paliwo do tego, żeby ona sobie spokojniej przeszła dalej. Tak i ja się- To jest chyba oczywiste. Bardzo mocno zgadzam. Mało tego, pozwolę sobie tutaj przytoczyć pewien przykład, że właśnie po pierwsze, że nasze nastawienie bywa czasami po prostu egoistyczne i tu nie ma żadnej dobrej strony. To jest oczywiście, to jest ludzkie, ale jest w tym bardzo dużo egoizmu i momentami nie opłakujemy tak naprawdę tej osoby, która odeszła, ponieważ w większości religii uważa się, że ona odchodzi do lepszego świata niż nas. Więc skąd by miały być te łzy? My odczuwamy stratę, a więc krzywdę wobec zaistniałej sytuacji. O to mi chodzi po prostu. A może gdybyśmy żyli z przekonaniem, że ludzie nie są nam dani na własność, nawet jeśli to są nasze dzieci, to może łatwiej by nam było po prostu egzystować w sytuacjach granicznych. To pozwolę sobie dodać. Natomiast jest opowieść cudownej pani Aleksandry, która, której historię, kilka historii opisałam właśnie w opowieściach z Biura Duchów. Jeżeli pani Ola będzie nas słuchać, to ściskam i nisko się kłaniam. Ważna rzecz, kiedy odchodził jej mąż. Szwecja.
Środowisko ateistyczne absolutnie. Szpital. Mąż, pomijając, pomińmy już te wszystkie okoliczności. Podłączony jest pod aparaturę podtrzymującą życie. Wiadomo, że tu nie ma żadnych szans, bo to była bardzo zaawansowana choroba. No i lekarze zaprosili rodzinę, w tym wypadku panią Aleksandrę i jej córkę oraz zięcia. Na ten moment, kiedy, jak to, jak mówią, no, należy nacisnąć ten guzik, który wyłączy maszynę. I pani Ola ku zdumieniu tam tych, tej całej dość sceptycznej społeczności powiedziała, że nie, nie, nie, my nie będziemy takich rzeczy robić, bo ja tu zaraz sobie z mężem porozmawiam, ja mu wszystko wytłumaczę I ona rzeczywiście wszystko odbędzie się w sposób naturalny.
usiadła, przytuliła się do tego męża i zaczęła tłumaczyć: Możesz nie martw się o mnie, ja sobie poradzę. Wszystko będzie dobrze. Idź do światła. Idź. Opuść. Opuść ciało, bo ty już dobrze... To, ta choroba tyle bólu ci przysporzyła i tak dalej. I w tym duchu.
Kochamy cię. Dziękujemy ci za wszystko, co dla nas zrobiłeś. Nie martw się o mnie, ja sobie poradzę. I ona mu tam o wszystkim opowiada, opowiada i słuchajcie nagle: piiiii. Mhm, mhm. Prosta linia. No i pani Ola spokojnie spojrzała na tego lekarza sceptyka, który miał minę.
Prawdopodobnie użyję takiego stwierdzenia, które na stolarki często się... Pikachu face, czyli absolutne zdziwienie, że to działa. No i zadziałało. Oj, bardzo, bardzo mi przypominasz jedną z opowieści. Nie pamiętam, czy ja dołączyłem ją do książki, kiedy to, a być może była w poprzedniej książce, bo tę opowieść mam od bardzo, bardzo dawna. To była jedna z relacji nagranych dla potrzeb mojej audycji. Natomiast chodziło w niej o to, że pani, która mi to opowiadała, relacjonowała moment-...
Kiedy jej mama zmarła i czy to była jej teściuwa? Zaraz, czy to teściowa, to teraz już nie pamiętam. W każdym razie chodziło o właśnie relacje osoby z osobą, która już jest po tej stronie. Okazało się, że ta osoba, no, już była troszeczkę zesztywniała, a potrzeba było przebrać taką osobę. I mówi: „Ja byłam przerażona. Ja byłam bardziej zimna, niż wtedy było zimno”.
To był jakiś czas zimowy. Mówi: „Ja byłam tak przerażona i tak niepewna, to, co się w ogóle wydarzy. W ogóle sama, sama interakcja bezpośrednia z osobą zmarłą to już w ogóle coś strasznego. No ale wiedziałam, że muszę ją przebrać”. I ona mówi: „Miała te wszystkie członki swoje, takie, takie bardzo sztywne”. I mówi: „Ta, ta...”, jak jej babcia, chyba ktoś powiedział jej: „Jeżeli będziesz potrzebować kiedyś brać udział w tego typu sytuacji, że trzeba będzie przebrać zwłoki, przemyć i tak dalej i będą sztywne ręce, rozmawiaj do tej, do tej osoby, tak? Do tego ciała. Rozmawiaj, bądź ciepła, dobra, życzliwa, tak?”. I ona mówi: „No, no, chwyciłam się tej, tej deski ratunku. Zaczęłam mówić- i mówi — proszę mi uwierzyć, po prostu ona zaczęła mięknąć mi w rękach i ja ją dzięki temu mogłam, mogłam ubrać, umyć, bo, bo mówiłam: Mamo, no przecież nie mogę ci połamać rąk i nóg. No pozwól mi”. Tak, tak życzliwie z nią rozmawiała. I mówi: „Po prostu stało się tak, że naprawdę pani ta druga wymiękła”.
Niesamowite, tak? Czyli nas znowu mamy kontekst połączenia między nami, bo choć osoba świadomie już przecież materialnie nie funkcjonowała na tym świecie, to jednak to połączenie mentalne czy nawet na wyższym poziomie jednak było, tak?
Yy, oczywiście, że pewne, pewne rzeczy można doświadczać. Można, yy, komunikować się, mm, na, na wielu różnych poziomach, yy, naszych mentalnych, duchowych. I to są, to są rzeczy jakby, yy, oczywiste. Proszę, tutaj przepraszam cię, bo jednym okiem czytam komentarze czy jakieś relacje, bo mamy tutaj bardzo takiego, yy, agresywnego w swoim sceptycyzmie, yy, słuchacza, yy, który doszedł do...
Mówi, że niesamowitości z drugiej strony skończyłyby się w sekundę, gdyby, yy, mózg umarł. No i pisze tutaj o jakichś różnych kijach bejsbolowych, które by można było w tym kierunku zastosować i myśli tak.
No cóż, no musimy się odnieść i do takiej wypowiedzi. Otóż, yy, jest bardzo wiele udokumentowanych przypadków, zaczynając od OB, ale on to jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, gdzie całkowicie i bezwzględnie potwierdzona została śmierć mózgowa.
Potwierdzona przy, poprzez badanie na niezależnych co... Dwóch, trzech urządzeniach. Yy, na urządzeniu, yy, również na rezonansie magnetycznym, na, nie tylko na takim zwykłym EEG, gdzie mogłaby być pomyłka. Nie, nie, nie. Ta śmierć mózgu została potwierdzona na wszelkich urządzeniach, a jednak osoby wracały do życia i właśnie opowiadały o tych niesamowitościach, które wcale się, yy, nie skończyły. Ponieważ, yy, praca mózgu to jest jedna sprawa, a, yy, to, co dzieje się z naszą świadomością, to sprawa zupełnie inna. Gdyby pan Bartłomiej miał trochę większą wiedzę i może bardziej bogatą wiedzę i, yy, nieco bardziej celny dowcip, to może wiedziałby o tym, że wielu ludzi, yy, i wiele, wiele badań naukowych w tym kierunku jest prowadzonych i potwierdzonych. A wybitni fizycy, w tym również noblista, wyraźnie mówią o istnieniu tak zwanej świadomości nielokalnej, czyli świadomości znajdujących się całkowicie poza ciałem.
Co można by było wytłumaczyć w ten sposób, że nasza świadomość jest, yy, w cudzysłowie oczywiście, programem. Natomiast mózg jest jedynie interfejsem, tak? Obsługującym tenże program. No i w tym ujęciu, yy, mózg może nie, nie wykazywać żadnej pracy, żadnej!
Chociażby Pim van Lommel. Ale wróćmy, wróćmy do... A czy chciałeś się ustosunkować? To znaczy, ja chciałem tylko powiedzieć o naukowcu, właśnie lekarzu, którym jest Pim van Lommel, holenderski lekarz, który od kilkudziesięciu lat, z tego, co już pamiętam, prowadzi tego typu statystyki.
On bardzo, w bardzo akademicki sposób podchodzi do badania takich opowieści, chociażby z obszaru OB i weryfikuje po prostu te wszystkie przypadki, poznając całą tę materię, tak? On tam podaje również wiele innych nazwisk osób, które w sposób akademicki zajmują się tego typu przypadkami i ja posiadam osobiście tę książkę i ją czytałem. Natomiast czytało mi się ją dość trudno, dlatego, że ona w sposób naukowy jest pisana, tak? Tak, tak.
Ale bardzo doceniam tego typu- Van Lommel tak pisze. Tego typu... Tak, i bardzo doceniam tego typu aktywność, ponieważ pokazuje to, że nawet osoby pozostające po tej drugiej stronie barykady, tak? Jednak biorą się za to i potrafią za to się zabrać w odpowiedni sposób. Tak, ja- To jest szacunek dla tych ludzi.
Jest, oczywiście! Jest fantastyczna, fantastyczne prace badawcze doktora Melvina Morsa, który zajmował się przede wszystkim zjawiskiem śmierci klinicznej u dzieci. I on poprowadził swoje badania w tym kierunku, że badał dzieci bardzo ciężko... Przypadki dzieci bardzo ciężko chorych, długotrwale ciężki i ciężko chorych, którym podawano, no, powiedzmy sobie szczerze, niewyobrażalne ilości przeróżnych leków, w tym również leków, które typu morfina, valium, torazyna, różne środki anestezjologiczne, kodeinę, fenobarbitale.
No, po prostu ogromne ilości leków te dzieci miały podawane i żadne z nich, o ile rzeczywiście nie doświadczyło, yy, zjawiska NDE, tak? Bo Near-Death Experience, to żadne z nich nie miało tego rodzaju obrazów. Nie, nie, żadne z nich, wychodząc ze swojej choroby, nie snuło tego rodzaju opowieści. Doświadczenia właśnie tego tunelu światła, kontaktu z osobami, ze świetlistymi postaciami czy z, po prostu z obecnością kogoś więcej w przestrzeni, w której osoba się znalazła, tudzież na przykład doświadczenia obserwacji sali operacyjnej, na której było dziecko, tak? Tylko wykazywały te dzieci, które rzeczywiście przeżyły, otarły się o śmierć. I co ciekawe, badania doktora Morsa wskazują, Melvina Morsa, wskazują na to, że dzieci, które otarły się o śmierć i wykazują, potrafią bardzo dokładnie opisywać to, co przeżyły. One nie miały podawanych tego typu leków, które chociażby ocierały by się o możliwość wywołania jakichś halucynacji, tak? Czyli że te dzieci otarły się o śmierć, nie miały żadnych tego typu leków i mają wspomnienia. Natomiast dzieci ciężko chore, którym podawano leki, oskarżane o to, że one są przyczyną w cudzysłowiu halucynacji, to absolutnie to się jedno z drugim nie pokrywa.
I to są... On prowadził w, w ramach, powiedzmy, Instytutu Chorób Onkologicznych, tego, tego rodzaju badania. Bardzo poważne i bardzo dobrze udokumentowane. Dlatego zanim ktoś zaczyna sugerować, że są to halucynacje, to najpierw naprawdę powinien dobrze zapoznać się z literaturą tematu, bo takich badań jest dużo, dużo więcej. Ale nie chcę tutaj zabierać audycji, wymieniając kilkadziesiąt różnych publikacji, bo jeżeli ktoś ma odrobinę samozaparcia, to sobie sam je znajdzie.
Dokładnie tak. Jeżeli chodzi o te aspekty medyczno-naukowe. Ja poruszyłem tego typu wątek w poprzedniej mojej książce, czyli w „Lekcji paranormalności". Chodziło o profesora Olafa Blankę. To szwajcarski neurobiolog, który robił doświadczenia z osobami w... dawkując im pewnego rodzaju impulsy do różnych ośrodków w mózgu. I jak się okazało, osoby takie potrafiły widzieć swój, swój duplikat, czyli jak gdyby widziały się z zewnątrz i widziały drugą, drugą siebie. Więc tutaj pan profesor sugeruje, że to jest coś związane tylko i wyłącznie z tym, że dana, dany ośrodek w mózgu właśnie projektuje. To jest projekcja, tak? Tego typu, tego typu złudzeń. A mi się wydaje, że skoro nasz mózg jest swego rodzaju przetwornikiem i nieraz widać, że różnego rodzaju aktywności ludzkie odpowiadane, odpowiadają różnym płatom mózgu, to podejrzewam, że tego rodzaju aktywność być może związana jest dokładnie z tą częścią mózgu, którą stymulował elektrycznie pan profesor. To tak jak ostatnio oglądałem jakiś dokument, że jeżeli osoba konfabuluje na bieżąco, to wyświetlają się, podświetlane są te części mózgu. Jeżeli osoba wspomina, to podświetlane są zupełnie inne części mózgu, tak? Czyli to nie jest tak, że cały mózg nam coś tworzy. Tam po prostu są odpowiednie rejony, odpowiedzialne za różnego rodzaju aktywności, tak?
Podczas medytacji, podczas radości, podczas smutku, myślenia o czymś, tak? Uaktywniają się bardzo różne obszary. Czyli to też trzeba jak gdyby poznać i umieć poskładać te klocki do siebie. Tak, tylko, yy-... Wiesz, yy, to, że my jesteśmy w stanie sztucznie wywołać jakąś reakcję organizmu, która, yy, której, która w efekcie, w konsekwencji prowadzi do podobnych skutków, jak reakcje wywołane właśnie w takich bardzo specyficznych stanach, to jeszcze nie, to, to niczego nie udowadnia. Bo- Dokładnie.
- jeśli podać by komuś, yy, na przykład odpowiedni zestaw ziół i, yy, nie wiem, i, i jakichś naparów ziołowych zewnętrznie i wewnętrznie, o to mi chodzi, to można by było uzyskać taki efekt, że każdy lekarz, nawet ten z, z dużym doświadczeniem, stwierdzi u tego człowieka, yy, odrę, bo on będzie miał tę temperaturę. On będzie miał wszystkie objawy! Zewnętrznie.
No ale wirusa, yy, nie ma, tak? Więc można wywołać, ni, ni, przeróżne zewnętrzne objawy, yy, jeżeli chodzi o ciało człowieka. Co nie znaczy, że, że coś tym udowadniamy. Myśmy mieli taką audycję, wiesz, o, o, yy, jakby wy- wyszliśmy od książki, yy, „DMT. Molekuła duszy” i, yy, rozmawialiśmy również, bo, yy, o doświadczeniach z ayahuasca, za ayahuascą i tak dalej, i, i wieloma innymi, yy, psylocybinami, halucynogenami, różnymi środkami, które mogą u człowieka wywołać stany podobne powiedzmy do, yy, do tego, jak opuszczenie ciała, a nawet uprowadzenie przez kosmitów. Ale charakterystyczną jest rzeczą, że ludzie, którzy wchodzą w te stany sztucznie, dla nich to wszystko jest snem. Dla nich to wszystko przestaje mieć po tygodniu, dwóch, trzech jakiekolwiek znaczenie. Te stany nie są dla nich, mm, bardzo często transformujące. Nawet ayahuasca, tak? O której się tyle mówi, yy, też daje, może dać człowiekowi pewne wglądy. Ale nic nie zmieni faktu, że żeby osiągnąć taki poziom, jaki ma się po, yy, nie wiem, dwudziestu latach medytacji i te stany, które człowiek może osiągnąć sam ze sobą i jakby wokół, i na zewn..., i, i na zewnątrz, to nigdy nie osiągnie czegoś takiego, zażywając narkotyk.
I tak samo tutaj. To, że my jesteśmy w stanie poprzez stymulowanie elektryczne, yy, pewnych części, tam powiedzmy hipokampu czy jakichś, czy części mózgu, czy też na przykład poprzez dep- deprywację sensoryczną, też ludzie w takim stanie, yy, mają wrażenie obecności kogoś z zewnątrz.
Wiesz, to, to są rzeczy dość dobrze opisane, no ale czy one czegoś dowodzą? No, chyba tego samego, co wysmarowanie się pastą ziołową i wypicie odpowiedniej mieszanki, żeby dostać H4. Tak, tak. Ja właśnie też chciałem powiedzieć- Gdzie jest efekt tych eksperymentów?
Tak. Wydaje mi się, że, ee, najlepszą opcją, chociaż być może paradoksalnie źle postrzeganą, byłoby, mm, życzyć osobie, która bardzo mocno sceptycznie krzyczy, żeby doświadczyła tego typu relacji w takiej sytuacji.
Ponieważ bezpośredniość doświadczania takiej sytuacji potrafi otworzyć człowiekowi oczy. Po pierwsze, ze względu na to, że tego typu relacje dzieją się względem bliskich sobie osób. Czyli to nie jest na zasadzie takiej: „a wierzysz, nie wierzysz, dobra, to ja się pojawił” i tak dalej. Nie, to nie na tym rzecz polega. Yy, chodzi tutaj o to, że ja dam to, dam na przykładzie, tak? Ja na przykład, który, yy, specjalizuje się w projektowaniu logosów i systemów identyfikacyjnych dla firm i tych logosów wykonam bardzo dużo. Yy, nauczyłem się jednego i starałem się tę wiedzę przekazywać klientom, mówiąc im, że... bo, bo oni oczekiwali czegoś tam fajnego, czegoś bardzo super. Ja im pokazywałem moje logosy i te logosy robiły albo mniejsze, albo troszkę większe wrażenie, albo jakieś takie sobie.
Dlaczego? Dlatego mówię, że te logosy, które ja panu pokazuję, to są logosy obcze, nie są związane emocjonalnie z panem. Jeżeli ja panu zrobię to logo i jeżeli panu się, do pana to logo przemówi, to pan będzie czuł wtedy jedność z tym logo. Pan będzie się nim wyrażał i pan będzie się z niego cieszył. I tak samo jest w tych sytuacjach, tak? Jeżeli rozmawiamy o rzeczach zupełnie obcych, gdzieś dalekich, yy, to, to możemy sobie, że tak powiem, być sceptyczni. Jak najbardziej. Człowiek, ee, powinien patrzeć w sposób stonowany.
Przede wszystkim tak, powinien postrzegać rzeczy jako stonowany. Ale oczywiście! Natomiast jeżeli chodzi o bliskość relacji rodzinnych, wtedy już wszystko przestaje mieć, yy, jakby znaczenie, co jest na zewnątrz, ponieważ my odczuwamy ważność tej sytuacji, tak? Jeżeli, yy, obumiera ojciec, jeżeli umiera mama, babcia, dziadek. Osoby, z którymi na przykład nie wiem, bardzo się integrowaliśmy. Osoby, które dały nam wykształcenie, które nas dokarmiały, które dawały nam uśmiech na przykład i przychodziły po- pomóc w chorobie, yy, wyleczyć i tak dalej, i tak dalej. I te osoby były dla nas na tyle ważne, no to choćbyśmy podejrzewam, nie wiem, jak byli sceptyczni i taka osoba nas odwiedza-...
śmierci, dając nam znak. Swoją, swoją spokojną, spokojną okolicznością, takim spokojnym nastawieniem względem takiej osoby. W książce też mam takie przykłady, kiedy to mama mojej znajomej była w domu i okazało się, że tej mamy mama, czyli, czyli babcia, tej mojej znajomej umierała. A pani, która była w tym domu i do której przyszła ta osoba, otwierając drzwi z hukiem i głaszcząc ją później po głowie. Ta osoba nie wierzyła w takie rzeczy w ogóle, tak?
To była osoba bardzo pragmatyczna, bardzo sceptyczna, a jednak doświadczyła takiej sytuacji. Więc pytanie teraz, jak odczuwa taka osoba? Czy ona w taki sam sposób cieszy się z tego, że ktoś do niej przyszedł? Czy później wygląda to tak, że ktoś się leczy psychiatrycznie, bo nagle miała jakieś schizy? Tak, bo też tego typu opowieści do mnie dotarły od pewnej osoby, kiedy okazało się, że: a babcia mnie faszerowała takimi opowieściami za młodu. Ja się później musiałam psychiatrycznie leczyć. Czyli schizoza. No, no nie, no!
Wiesz, moja ulubiona historia ze sceptykiem to jest historia pewnego lekarza, który do mnie napisał i on właśnie opowiadał, że on całe życie był po tej stronie barykady, która uważała, że to są halucynacje po lekach. Choć jak powiedziałam, było wiele badań statystycznych wskazujących na to, że właśnie ci, którzy dostają najwięcej, to takich przeżyć nie mają. Ale mniejsza, mniejsza już w tym momencie o to. Po prostu osoba sceptyczna, właściwie nawet można powiedzieć niewierząca w ogóle.
No i taka, taka sytuacja, że jak przychodzili do niego pacjenci, bo on robił dosyć skomplikowane operacje, przychodzili do niego pacjenci i mu opowiadali: panie doktorze, no tutaj czy tam byłem ponad ciałem, widziałam tam z sufitu, jak pan operował. Albo wiesz, albo było takie światło. No i on wiedział, że ta osoba była na przykład zatrzymała mu się podczas operacji, nie?
Trzeba było reanimować. No to widziałem światło. Widziałem to. No to on to wszystko wiesz. Krótko mówiąc, spuszczał ich na drzewo razem z ich historiami. Do momentu, jak, którą, którymś razem no pojawiła się mmm pani, która yyy... Właśnie też, też były z nią problemy w trakcie operacji.
Krótko, ale były. No i tuż po niej, kiedy ona już była na tyle w dobrej formie, że mogła z nim rozmawiać, to on do niej zajrzał i ona go tak poprosiła, żeby bliżej do niej, do niej podszedł. I mówi: bo panie doktorze, bo jak ja na tym stole umarłam i byłam, stałam obok pana, no to pojawiła się taka elegancka pani. No, ona tam zaczyna tą kobietę opisywać i powiedziała to, to, to, to, to, to, to, że jest pani pana mamą i że chciałaby, żeby panu powiedzieć to, to, to, to i to.
Aha, czyli to była osoba z tej sfery, do której ta pani wtedy się udała. Aha. No i spotkała tam, jakkolwiek to ująć, to zmarłą kilka lat wcześniej matkę tego, tego lekarza. No, opisała ją perfekcyjnie po prostu. Nie ma, nie było możliwości, żeby ona się myliła. Bardzo dokładnie opisała tą elegancką panią. No i ta pani powiedziała, że jest pana mamą. No i no i mówiła o rzeczach tak intymnych, zaczynając od tego, że nie najszczęśliwsza jest z powodu tego, że on się rozszedł. Potem o jakieś jeszcze inne informacje, a na koniec informacje dotyczące pracy, o którą on się starał za granicą. Żeby on nie wybierał kliniki na przykład X, tylko żeby wygrał, wybrał na przykład klinikę Y w Hiszpanii, bo, bo to będzie dla niego o wiele lepsze. No przecież skąd? Nikt. To było tajemnicą. On się nawet kolegom w pracy nie zwierzał, że aplikował na ordynatora tamtych zagranicznych.
Rozumiesz? No po prostu. No to no, no, chłop po prostu się poczuł, jakby dostał. Wiesz, rzeczywiście tym bejzbolem, ale po kolanach. No, ukląkł i i zaczął szukać odpowiedzi. To niejeden uparty, podejrzewam, skierowałby swoje kroki w kierunku rozstrzygania sądowego, podejrzewany o to, kiedy się tego dana osoba dowiedziała, gdzie robiła wywiad i tak dalej, i tak dalej. Tak, bo nie raz się spotyka takie historie, że osoby potrafią z zapamiętaniem totalnym pójść właśnie w taką uliczkę, co, co uważam, to jest stratą czasu i energii życiowej, tak? No, tylko że wiesz, jemu się to, to ta prekognicyjna część tej wizji pacjentki no, bardzo szybko zaczęła realizować w życiu. I rzeczywiście to wszystko po kolei, bo nie będę czasu zabierać. No ale to wszystko. No, wiesz, słowo ciałem się stało. I ponieważ to człowiek inteligentny, no musiał stanąć przed, przed faktem, że być może i on się myli, bo prawda zawsze leży gdzieś pośrodku. Czyli tak- Tak.
Możemy przyjąć, że nasz, nasz szyszynka jest w stanie oczywiście wyprodukować-... yyy, bardzo dużą ilość substancji, no, yy, po, yy, właśnie takiej zawierającej DMT i mogącej zapewnić nam tak zwaną śmierć na haju, tak?
Jak niektórzy to nazywają, a niektórzy mówią umożliwiającej oddzielenie się umysłu od ciała czy też świadomości duszy od ciała. Jest potrzebna właśnie ta, ta substancja DM, yy, DMT. Mhm. Ale, yy, owszem, to jest prawda, tylko że również trzeba sobie w takim momencie les-, no, ja myślę, że to, to byłoby oczywiste, zadać pytanie: w jakim tempie jest w stanie produkować szyszynka taką ilość, yy, mmm, dimetylotryptaminy- -żeby doprowadzić nas do takiego, przepraszam, no, użyję tego słowa, yy, ha, na taki haj po prostu, że nie, mamy jakieś nieprawdopodobne wizje, halucynacje i, ee, Bóg raczy wiedzieć co.
Bo o ile w chorobach przewlekłych, kiedy ciało, no, stopniowo zaczynają się wszystkie funkcje wyłączać, tak? Osł- osłabnąć, spowalnia, spowalnia i who, no, zaczyna się agonia po prostu. To jestem w stanie uwierzyć, że, yy, szyszynka tu jest w stanie spełnić swoją, yy, rolę. Natomiast w momencie, kiedy dzieje się wypadek, kiedy to wszystko dzieje się naprawdę w ciągu, yy, minut albo nawet sekund- Sekund, tak.
-to, yy, raczej, yy, raczej jest to, yy, niemożliwe. Bo owszem, prawda jest pośrodku. Być może coś, yy, w-w tych wizjach jest halu-, pewnego rodzaju halucynacją, ale część, po- powiedzmy kolejny etap, zdecydowanie nie.
Być może część tych wizualizacji... No, faktycznie, tutaj akurat też nasuwa mi się pewna, yy, koincydencja związana z jednym z filmów. To jest film „Kontakt”. Yy, jak, yy, ojciec Jodie Foster, yy, został niby do niej zesłany, tak? I okazuje się, że to inna inteligencja próbuje się skontaktować z ludźmi, ale za pomocą ojca, ponieważ sprawi to jej większą przyjemność, większą swobodę komunikacji i tak dalej. Być może właśnie użycie pewnego rodzaju obrazów, pewnego rodzaju wrażeń, jakich ludzie doświadczają w tego typu kontaktach lub w, yy, sytuacjach, yy, mm, gdzieś tam eksterioryzacji, to być może właśnie związana też jest z konstrukcją umysłu, tak? Czyli jak gdyby pewnego rodzaju preferencje osobowe skutkują być może, yy, ubraniem danej informacji, która ma być przekazana w taką akurat, a nie w inną formę wizualną. To też może być z tym dokładnie związane.
No i, yy, czu- pięknie to, pięknie to ująłeś. Naprawdę fantastycznie! Dlatego, że, mm, yy, my, żeby czuć się bezpiecznie, i tak jak powiedziałam, no, moim zdaniem szyszynka produkuje, yy, właśnie, yy, tą dimetylotryptaminę, żeby umożliwić nam ten, yy, moment odłączenia się, czyli- No tak.
-odłączenia duszy, yy, tej świad-, duszy, świadomości od ciała fizycznego. Po, yy, wyjęcie wtyczki, wiesz, po prostu, yy, z, i koniec połączenia, yy, z tym konkretnym interfejsem, który się zużył. To są- A nie jedna z osób, a nie jedna z osób doświadcza wiedzy na temat momentu i sposobu ich odej-, jej odejścia, tak? Nieraz, jak masz również historie tego typu w książce są zawarte, gdy osoba na jakiś tam czas jeszcze przed odejściem, yy, wyrażała komunikaty jakieś werbalne, które wyraźnie podpowiadały, że to już się zbliża koniec. Tak, to wystarczy porozmawiać, yy, tylko szczerze z lekarzami, pielęgniarkami, yy, osobami opiekującymi się ludźmi w hospicjach. Yy, to jest bardzo, bardzo charakterystyczny zespół wieloelementowy, po którym te doświadczone osoby są w stanie zorientować się, że, yy, moment odejścia się zbliża. To właśnie pani doktor, z którą rozmawiałam, nie wiem, chyba to jest w opowieściach, też już, wiesz, tyle tych, tych artykułów człowiek pisze i różnych relacji prze- prze- przetwarza i prze-, gdzieś staram się to zachować po prostu, yy, że już nie, nie wszystko pamiętam, jak zostało roz- rozlokowane. Niemniej, yy, jest, yy, takie spostrzeżenie, że przy łóżku pacjenta, yy, gdzie nagle robi się bardzo mocny tłok, gdzie bardzo wiele osób go odwiedza, można się spodziewać, że ta osoba w, yy, w bardzo krótkim czasie odejdzie.
Mimo że paradoksalnie, jakby przed, yy, nasileniem się tych odwiedzin, osoba, yy, chora wydaje się odczuwać pewną poprawę albo po prostu jest taka mocniejsza, wiesz, bardziej ożywiona, rześka, yy, chętna na przykład do, do rozmowy.... A z kolei, kiedy właśnie pyta się tych członków rodziny- To zjawisko tak zwane, zwane po angielsku terminal lucidity. Jakby świadomość, taka światłość na, na łożu śmierci.
Dokładnie! Gdyby zapytać tych, którzy yy nagle, ni stąd, ni zowąd, akurat w tym momencie się pojawiają przy łóżku tej osoby, no to można właśnie usłyszeć takie odpowiedzi: „Wie pani, no nie wiem. No po prostu tak niesamowity imperatyw czułam, że muszę, muszę przyjechać do tutaj, do, do mamy, cioci, babci, kuzynki, kogoś, kto jest w tym hospicjum. Po prostu, wie pani, no, trudno to wytłumaczyć, ale od rana o niej myślałam i po... Tak sobie i taką silną potrzebę kontaktu poczułam.
Albo śniłam dziś, że jadę do niej, więc postanowiłam przyjechać faktycznie”. Tak. To jest- Jest to wielka tajemnica i po prostu coś, coś nieprawdopodobnego, wstrząsającego. Tak jak jeden z wątków właśnie, który trafił mi się kiedyś podczas jednej z rozmów z panią właśnie pracującą w hospicjum.
Miała szczególnie sympatyczną relację z pewną, z pewną starszą panią, która no, już była na zejściu, a to był akurat czas tuż przed wyjazdem na urlop tej pani, która tam pracowała. No i wszyscy byli przekonani, że, że tamta starsza pani po prostu odejdzie. Tam kwestia dni, a dwóch i tak dalej. Po dwóch tygodniach pani wraca do hospicjum. Zobaczyła, że ta pani jeszcze jest tutaj. No, przywitały się, uściskały. No i ponoć na drugi dzień pani sobie odeszła.
Tak, to jest charakterystyczne. Bardzo często, Les. To dziękuję ci, że, że o tym powiedziałeś. To jest też... Dla mnie jest to rodzaj triumfu yy duszy nad- duszy nad- ducha nad materią. Bo kiedy słyszy się takie opowieści i to no wiesz, tak się składa, że w zeszłym roku yy opiekowaliśmy się, towarzyszyliśmy w tych ostatnich momentach mamie mojego męża i sporo różnych rozmów było na ten temat, również z osobami już na ostatniej prostej, że tak powiem, tego personelu medycznego. To, to, to jest, to daje jednak nadzieję, że my jesteśmy potężnymi istotami duchowymi. Bo jak słyszysz, kiedy pani doktor mówi: „O, proszę panią, proszę się nie martwić. Proszę jej tylko codziennie powtarzać: dzisiaj jest poniedziałek. Za cztery dni przyleci wnuczka, córka.
Dzisiaj jest wtorek za trzy... Nie bójcie się, ona wytrzyma, ona wytrzyma, doczeka, aż pożegna się z nimi”. Mówi: „I to jest powszechne. Mam, nie tak dawno odszedł pan. Bardzo ciężki stan był. Z punktu widzenia mojej długoletniej wiedzy lekarza geriatry ten człowiek nie powinien przeżyć nocy. A on powiedział:« Pani doktor, ja nie mogę umrzeć co najmniej do poniedziałku, bo moja wnusia ma ślub w sobotę i ja jej tego nie zrobię». Mówi: «Proszę panią, nie tylko do poniedziałku, ale do środy wytrzymał»”. I wiesz, liczne historie mówiące o tym, co ja odbieram. Być może ja jestem, nie wiem, naiwna, może, może jestem idealistką, ale ja w tym widzę triumf ducha nad materią. Les, jak to widzisz?
Absolutnie. Zdecydowanie tak. No, to jest związane z pewną prostotą mojego podejścia do tematu. Opowiadajmy sobie dobre rzeczy, traktujmy się dobrze. Rozmawiajmy o tych sprawach miejmy względem siebie dobre nastawienie.
Jeżeli, tak jak wcześniej powiedziałaś, żeby się nie przywiązywać do nikogo i nie mówimy tutaj o tak zwanym egoizmie, o którym też pan doktor wspominał, ale o zdrowym ufargowaniu siebie jako jednostek. Każda jednostka ludzka ma prawo decydować za siebie, ma prawo żyć tak, jak chce, ale jednocześnie my wszyscy mamy prawo życzyć względem siebie życzliwie. Tak? I powinniśmy tak żyć. Więc takie nastawienie i taka otwartość względem siebie może sprawić, że w momencie, kiedy odchodzi ktoś z naszych bliskich, nie będzie płaczu, lamentu, tylko się uśmiechniemy i poczujemy w tym uśmiechu pełnię wszystkich dobroci, którą można przekazać tej danej osobie po tej drugiej stronie. To jednocześnie jest bilet, drogę dla tej osoby, czyli umożliwienie po prostu bezpieczniejszego przemieszczania się między sferami, gdziekolwiek i jakkolwiek ten ktoś tam się przemieszcza.
Ale jednocześnie jest to też szkoła dla nas samych, tak? Bo my wtedy i siebie uczymy inaczej traktować i jednocześnie zarażamy tym naszych bliskich, znajomych i tak dalej. To jest sposób myślenia, tak? Więc rozmawiajmy i bądźmy dobrzy. Nie wstydźmy się, tak? Czasem ludzie się krygują. Nie, on tylko o tym nie będzie rozmawiał albo on coś tam przeżył. On nie będzie mówił, bo się boi, że uznają go za psychicznego, za psychiczną i tak dalej, i tak dalej.
Jeżeli szczery komunikat będzie wyrażony między ludźmi, to wtedy ci ludzie po prostu będą w naturalny sposób-... a wylewali się, tak mówiąc kolokwialnie, yy, przed innymi osobami, a to sprawia, że będziemy czuli naturalność w interakcjach. I, i, i to tyle. Nie trzeba tak dużo robić.
Mm, troszeczkę jakieś zakłócenia są u ciebie, ale słyszymy cię tylko, tylko troszkę tam coś w tle. Yy, drogi, drogi Lesie, yy, ja bym może, yy, czy ja dobrze odmieniłam? Tak. Drogi Lesiu. Tak, tak, tak jest.
No to ja cię najmocniej przepraszam, bo, yy- Absolutnie. Widocznie nie starcza mi kompetencji językowych w tym momencie. Wszystko jest okej, nic się naprawdę nie stało. Yy, proszę cię, na zakończenie audycji powiedz mi, em, bo tu to jest, to są tematy nie do wyczerpania. Na dwie godziny to po prostu to jest w ogóle gra wstępna w tej rozmowie. Ale powiedz mi na zakończenie, co z tych...
Przecież spisałeś też mnóstwo i odbyłeś mnóstwo tych rozmów. Co ciebie najbardziej poruszyło? Czy masz taką historię, mm, która po prostu bije na głowę wszystkie inne, ale przede wszystkim, yy, przez pryzmat tego, jak ona, yy, poruszyła ciebie wewnętrznie?
Aa, mogę powiedzieć, że słuchając każdej kolejnej opowieści, zmienia się kontekst pod tytułem: „O, to jest moje ulubione!". Jak to dzieci potrafią właśnie mówić, tak? To jest moje ulubione, a to jest moje ulubione, a tamto jest moje ulubione, czyli wszystkie są moje najbardziej ulubione.
Yy, wydaje mi się, że jest taki jeden wątek związany z pewną panią, która przyszła do pani doktor. To było rzeczywiście gdzieś za granicą, chyba w Szwajcarii, o ile pamiętam. Szwajcaria albo Francja. Chodziło o tematy związane z murd...
Aa, i tam był taki wątek, gdy pani- Możesz troszeczkę poprawić, nie wiem, telefon, bo nie chciałabym, żeby- Słyszałam go cały czas w tej samej jakości. Tak, to są czasami kwestie zasięgu tylko i wyłącznie. A, okej.
Aa, pani, pani doktor, ee, siedzi sobie w gabinecie. Przychodzi do niej kobieta, przynosi bukiet kwiatów. „To jest od mojego syna.", „Ale nie wiem, nie znam pani syna. Nie wiem, co to jest." No więc pani się przedstawiła. „To tej pani doktor" znowu nic to nie mówi. „To ja pani opowiem, o co chodzi. Mój syn zginął w wypadku motocyklowym i okazuje się, że dowiedziała się dzięki temu, ta mama, tego- Halo?
Halo, halo, panie Lesie, czy się słyszymy? Oj, chyba, chyba nam coś, jakaś siła wyższa urwała chwilowo połączenie z Lesem Kodoniem, proszę państwa. Jestem. Mówimy. Halo? Dobrze. O! Jeszcze raz poprosimy o tą historię, bo- Tak. Czy teraz mnie lepiej słychać troszeczkę?
Dużo lepiej. Super! Aa, historia jest związana z, z zagranicznymi miejscami. To bodajże albo Szwajcaria, albo Francja. Pani przychodzi do pani doktor, przynosząc jej kwiaty, że to od jej syna. Pani doktor mówi, że nie wie, o co chodzi. Na to matka mówi, że syn zginął w wypadku motocyklowym. No i stało się tak, że grupy, które odpowiadają za modlenie się za wybrane dusze, yy, ta pani doktor uczestniczyła w tym, w tych modlitwach i on po prostu poprosił, żeby kupić jej piękny bukiet kwiatów i podziękować, dlatego, że dzięki temu teraz, jak przyszedł do śni i powiedział właśnie tej swojej matce, on dzięki, dzięki tym modłom i dzięki pani doktor jest teraz w niebie. Yy, interakcja związana zawarta w mojej książce i którą stamtąd, wpływająca na to, co jest tutaj. Niesamowite. Yy, generalnie mogę powiedzieć, że każda historia, która jest usłyszałem, każda z nich na swój sposób jest totalnie niesamowita i mówi tylko i wyłącznie o tym, żebyśmy się uczyli naszego świata, żebyśmy się uczyli siebie i żebyśmy się uczyli relacji między ludźmi. Bo jeżeli relacje między ludźmi za życia będą dobre, to one tak samo super albo jeszcze bardziej będą w momencie, kiedy je- jedna osoba już przekroczy tę linię życia, to my nie będziemy musieli wtedy dywagować, zastanawiać się, rozpaczać, tylko po prostu wyrazimy sympatyczny, przyjemny komunikat. Tak samo, jak powinniśmy to robić względem siebie, yy, tu i teraz. Proste. Jako na dole, tako i na górze. Dokładnie tak.
Czy nie? Tak. Dokładnie tak. Cóż, drodzy Państwo, yy, ja serdecznie zachęcam Państwa do, yy, zapoznania się z najnowszą publikacją naszego, yy, dzisiejszego gościa, bo znajdą Państwo tam naprawdę wiele wartych przemyślenia, bardzo wyważonych i dalekich od, yy, jakich, yy, jakichś wątków, powiedzmy niezdrowo sensacyjnych, ee, tekstów. I, yy, bardzo serdecznie Państwu książkę polecam. Wśród osób udostępniających post, jak wspomniałam, mm, rozlosujemy egzemplarz, yy. A ja z przyjemnością napiszę dedykację.
Tak, a pa..., tak, nasz gość obiecał dedykację, więc ja podam, yy-... dla kogo będzie książka i będzie ona, yy, dodatkowo opatrzona dedykacją i autografem. Ja Tobie bardzo serdecznie dziękuję za dzisiejsze spotkanie, za to, że zechciałeś poświęcić, ee, nam, no, cały, cały niedzielny, niedzielny wieczór. Bardzo nam było miło. Ja dziękuję za sympatyczną rozmowę i to, że rozmowa akurat skonstruowana była w taki po prostu dobry sposób.
Yy, też można powiedzieć, że, no, wiedza to jest wszystko, tak? Yy, właściwe postrzeganie wiedzy, właściwe jej nabywanie sprawia, że człowiek zaczyna więcej rozumieć, a wtedy w bardziej wyważony sposób jest w stanie podejść do, do tego, o czym chce powiedzieć. Także dzięki serdeczne, bo bardzo przyjemnie się rozmawiało.
Yy, ja pozdrawiam. Dziękuję Markowi za, oczywiście za to, że czuwał tutaj nad nami- Panu redaktorowi. Od strony technicznej. Bardzo dziękuję. Yy, każde spotkanie z Państwem jest dla mnie, yy, wyjątkowym przeżyciem i zawsze bardzo się cieszę na każdą audycję.
Mam nadzieję, że dzisiejsza wizyta w Biurze Duchów była dla Państwa równie przyjemna, jak dla mnie. Kłaniam się nisko, życzę dobrej nocy. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Niech Wam się darzy, kochani.
Ukłony. Dobranoc! A mówił do Was, do Państwa gospodarz audycji „Debata Niekontrolowana" z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów", prowadząca rozmowę Beata Kempa oraz Ada Edelmen z bloga biuroduchow.pl. Oczywiście zachęcamy gorąco do zajrzenia na bloga biuroduchow.pl oraz do sięgnięcia po książkę „Opowieści z Biura Duchów”.
Yy, był z nami również nasz dzisiejszy gość Les Hodun, znany już słuchaczom Radia Paranormalium z debat ufologicznych, znane także czytelnikom Nieznanego Świata. Zachęcamy gorąco do sięgnięcia również po książki naszego dzisiejszego gościa: „Lekcja paranormalności” oraz „Nadal jestem”. Audycję, jak zawsze, od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście w kolejnej „Debacie Niekontrolowanej”, prawdopodobnie już po wakacjach, we wrześniu. Śledźcie oczywiście stronę Radia Paranormalium i blog biuroduchow.pl, bo tam zawsze się dowiecie, kiedy najbliższa „Debata Niekontrolowana” się odbędzie i jaki będzie miała temat. Oczywiście strona Radia Paranormalium to www.paranormalium.pl. Gorąco również zachęcamy do śledzenia profili Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów na Facebooku. No, a dziś już się powolutku z Państwem żegnamy. Audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej „Debacie Niekontrolowanej” na antenie Radia Paranormalium. No i oczywiście w kolejnych naszych audycjach. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Numer telefonu: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. E-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl.
Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium: www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż nim prawdę, o której boją się nawet pomyśleć.
Archiwum audycji Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.