Temat postu: Mój pierwszy kontakt z ezoteryką.....
Wysłany: 2006-11-20, 00:17
Wydaje mi się ,ze świadomość , która przez jakąś część naszego życia jest uśpiona się zawsze kiedyś przebudza. Nie raz po prostu powracamy jakąś cześcią pamięci do naszej formy duchowej,z poprzedniego wcielenia i w ten sposób ''odkrywamy''swoją pierwotną formę ,najważniejszą moze i Najwyższą w obecnym życiu. Wiele w przeszłości takich szaleństw było w każdym z nas ale tylko po to aby sobie i przypominać i wkroczyć na ścieżkę swojej drogi która jest nam przeznaczona. Gdy mocno staniemy na niej...nie ma przeszkód.....są ,prozaiczne, które z łatwością jesteśmy w stanie przekroczyć,które są dla nas nauką. Kilka lat temu przeczytałam książkę ''Niebianska Przepowiednia'',która mnie-ustawiła....na właściwą ścieżkę-dała przypomnienie, co przeżyłam-czytałam ją ze zdumieniem.Wielu moich znajomych, dzięki niej również odnalazło swoje miejsce na drodze ezoteryki tu i teraz. Jeśli ktoś by chciał tą książkę proszę o wiadomość na priv.to prześlę. Pozdrawiam.
Mój pierwszy kontakt z ezoteryką to moment kiedy zdałem sobie sprawę, że to co mi się przydarza teraz, wcześniej wiedziałem o tym intuicyjnie. Byłem wtedy młodym, bardzo młodym człowiekiem. Nie byłem gotowy na słuchanie swojego wewnętrznego głosu. Musiało upłynąć wiele lat i na mojej drodze pojawił się mistrz, który mnie powadzi, który przypomniał mi o tym głosie. Dzisiaj pomagam innym, ale tamte doznania były bardzo ważne, bo one wyznaczyły moją drogę choć sam o tym wtedy jeszcze nie wiedziałem. Pozdrawiam Nathan.
Rejestracja: 2005-09-04, 16:09 Posty: 326 Miejscowość: Warszawa
Temat postu:
Wysłany: 2006-12-02, 13:03
W moim przypadku chyba, że nie przebiegło to w żaden nagły sposób. Od zawsze (tzn. odkąd pamiętam) byłem świadom energii i intuicję także nie aż taką słaba małem a przede wszystkim interesowałęm się swojego rodzaju metafizyką (głównie wtedy były to przemyślenia nt. natury Boga bo chrześcijaństwo tłumaczy to świetnie jak wiadomo, więc przynajmniej jakiś bodziec miałem do zastanawiania się nad tym).
Rejestracja: 2006-09-10, 00:04 Posty: 13 Miejscowość: polska
Temat postu:
Wysłany: 2006-12-04, 11:59
Bedąc jeszcze dzieckiem widziałam"duchy"Teraz wiem ze to energie ,ale wtedy nieświadoma tego co widzę bardzo się ich bałam.Właściwie mój dom rodzinny był pełen tajemnic.Potem nie mieszkając już w nim cały czas czułam czyjąś obecnośc przy sobie.Czułam że jest Ktoś,kto się mną opiekuje. Aż pewnej zimowej nocy..........weszłam na scieżkę,która zwie się ezoteryka i kroczę nią do dzisiaj.
____________________________ Przebiec za jednym klejnotem pustynie Iść w toń za perłą o celu urodzie A żeby po nas zostały jedynie Ślady na piasku i kręgi na wodzie.
Jestem osobą bardzo skromą,jest we mnie dużo pokory ale jestem -niepoprawną optymistką....kocham -określenie kocham-ma wiele znaczeń,wystarczy wziąść jakikolwiek słownik i jest lawina....
ale kocham?-jest jednak nie do określenia,kochanie na skutek Bóg i ja...jest określeniem takiej ewangelicznej miłości.,,...Gdybym mówił jezykami ludzi a miłości bym nie miał....-byłbym niczym''.
I miłość i modlitwa jest jakby paliwem dla naszej duszy.Od małego dziecka dane mi było widzieć kolor miłości -jest nim słodki róż,miałam cudowną sąsiadkę,jako dziecko widziałam aury ludzi .Nie umiejąc dobrze jeszcze mówić...mówiłam na nią ...pani luziołna...(,,r'' było poza granicami mojej wymowy),z daleka wyglądała jak różowa kula....wszyscy się pytali...ewusia..-dlaczego luziołna?-bo luziołna-odpowiadalam i dziwiłam się -dlaczego się pytają ?-bo dla mnie było to normalne......
Potem była przerwa,nielubiany przez mnie chórek kościelny(siostra zakonna mnie cały czas wręcz na każdym kroku musiała mieć-wykręcałam się jak mogłam....),ale śpiewałam;zapamiętałam jedno,....zawsze powtarzała;kto śpiewa,ten dwukrotnie się modli...i coś w tym było..bo potem jak to zrozumiałam...była to prawda..... Zasze byłam osobą kochającą...wszystko,radośc mnie rozpierała,zawsze chojnie obdarowywalam ludzi pogodą ducha,miałam ją wręcz w nadmiarze,po szkole pracowałam mimo innego wykształcenia..jako rejestratorka medyczna na chirurgii,ale kochałam uśmiech w dalszym ciagu...pomagałam,pomagałam i jeszcze raz pomagałam pacjentom,dodawałam otuchy,znajdowałam ciepłe słowo,pocieszałam zawsze mimo swoich obowiązków znajdowałam czas aby potrzymać za rękę,porozmawiać z jakąś babunią, W tym czasie jak zaczęłam pracować na OioM-ie,leżał już przez parę miesięcy nieprzytomny chłopak..mial na imię Wojtek,lekarze na wizycie przechodzili i machali juz ręką,a mnie jakaś magiczna siła tam ciagnęła -często stałam w dyżurce -jak patrzyłam na niego ,zawsze w myślach do niego mówiłam...obudż się...otwórz oczy...Panie Boże, taki młody....Panie Boże zrób coś....była we mnie wiara, potężna wiara w to ,że on się obudzi. Kiedyś przed siódmą przyszłam do pracy...ruch gwar na intensywnej,pielęgniarki lekarze......ale uznalam to za normalne po ostrym dyżurze.Gdy się przebierałam w szatni...salowa mi powiedziała,że Wojtek się obudził.........pierwsze co zrobiłam z wdzięcznością powiedziałam w duchu...-Panie Boze...dziękuję....-po jakimś czasie wyszedł ze szpitala o własnych siłach. Po dłuższym okresie,z 8 lat temu...gdy weszły kasy chorych w dzienniku o dwudziestej podali komunikat,że pod szpitalem na zawał zmarł jakiś pan, nie otrzymując żadnej pomocy,-bo lekarzowi się nie chciało do niego zejść....poczułam ,że dosłownie serce mi pęknie,zaczęło mnie piec,dosłownie piec w splocie słonecznym jakby się coś otwierało,rozdzierało,poplynęły mi łzy i uciekłam do kuchni aby moja rodzina nie pomyślała sobie,że z byle czego od razu płaczę...ale to było niesamowite uczucie takie inne.I to, być może było jakaś bramą dla mnie daną przez Boga... Miałam kapitalnego wujka,-Był Przeorem Klasztoru Ojcow Bonifratrów w Łodzi,wspaniały czlowiek.Jadac do niego...niestety na pogrzeb,na początku marca,a popadał nad ranem śnieg...jechaliśmy VW busem,z rodziną, siedziałam obok z przodu kierowcy....koleiny,rozjeżdzony śnieg,białe pola,pochmurno-po jakimś czasie może ze 100km przed Łodzią trochę się zaczęłam zastanawiać...bo,-zauważylam,jakby mnie ściągały wszystkie krzyże przydrożne...myśl błysk...wieczny odpoczynek racz im dać Panie...wieczny odpoczynek racz...mu dać Panie.Trochę się poczułam dziwnie...bo wyrażnie jakimś dziwnym sposobem przy pomocy myśli..jakbym rozrożniała osoby..im,mu jej...poczułam się nieswojo,tak dziwnie bo nie mogłam tego zrozumieć...oczywiście jak dojechaliśmy na miejsce to ryczałam jak wół...rodzinie było aż wstyd...całą ceremonię ..przespacerowałam w ogrodzie klasztornym bo nie mogłam się pozbierać. Po pogrzebie, prosto z cmentarza ok.siedemnastej wracaliśmy do Szczecina...wiedząc co się dzialo podczas drogi,przezornie usiadłam już nie obok kierowcy,-mojego meża, ale schowałam się z tyłu za nim,chciałam całą tę drogę przespac, zbyt dużo emocji jak na jeden dzień. Niestety....po jakimś czasie...znów...ale tym razem ...mimo,że nie chcialam patrzeć na drogę...w świetle reflektorów na poboczu ujrzałam w odległości jakiś 50 metrów przed nami dwie postacie,mgiełki....trochę się przestraszyłam ale jak minęliśmy to miejsce kątem oka...(śnieg leżał na polu)-zobaczyłam dwa krzyże obok siebie...i znany mi jakby głos,myśl...wieczny odpoczynek racz im dać Panie.....mimo,że byłam senna,natychmiast trochę z przerażenia i niezrozumienia..otrzeżwiałam.Jeszcze coś takiego się wydarzyło dwa razy...mimo ,że trzymałam sobie głowę już prawie między kolanami...aby nie patrzeć na drogę...znowu mnie ściągnęło. Jak wróciliśmy do domu...męża spytałam się czy na poboczu coś widział......spojrzał tylko ze zdziwieniem.......
cdn....może....
Pozdrawiam.
Błogosławiona odrobina zdrowego rozsądku.......
Temat postu:
Wysłany: 2006-12-08, 11:01
Mój "prawdziwy" początek to Reiki i to dość dawno bo około 10 lat temu nie znaczy to , że zamknęłam się w Reiki nie widząc już niczego więcej poprostu okazało się , że jest to moja droga i to jest to czego chyba od zawsze szukałam.
Wcześniejsze moje kontakty z ezoteryką były raczej sporadyczne dopiero Reiki spowodowało zainteresowanie się innymi dziedzinami ezoteryki .
Mój natomiast to było u kolegi kiedy obejżeliśmy razem film o magii znaczy taki zwyczajny film z efektami i on mi się przyznał że robił już coś takiego opowiedział mi jak wejść w astral trenowaliśmy 10 dni i w końcu jemu się udało a mi dzień później
Temat postu: Re: Mój pierwszy kontakt z ezoteryką.....
Wysłany: 2010-01-30, 12:18
Taa.. kolejny post zawierający treść oczywistą a napisany w temacie z 2006 więc sprzed 4 lat...
Boże święty niech ona/ono wreszcie zamilknie bo mnie szlag trafi
Strona 1 z 1
[ 9 posty(ów) ]
Wyślij odpowiedź
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości
Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum Nie możesz edytować swoich postów na tym forum Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum