Ta historia przydarzyła mi się kilka lat temu (nie jestem dobry w datach) i jest dosyć ciekawa. Nie muszę specjalnie przekonywać o jej prawdziwości, gdyż nie ma w niej latających potworów spagetti, a dotyczy całkiem realnej istoty. Nie twierdzę, iż charakter tej przygody jest paranormalny, ale okoliczności wydają się intrygujące. Ale do rzeczy.
Tak jak pisałem, było to kilka lat temu, a ja byłem typowym nastolatkiem o nadto rozbujanej emocjonalności. Po jednej z wielu burzliwych kłótni z rodzicami, zamknąłem się w swoim pokoju, skuliłem w zagłębieniu między fotelem a szafką i płakałem (wiem - haha :D - ale to był ostatni raz kiedy łzy potoczyły się po moim policzku, choć nie twierdzę, że na skutek przygody). Dochodzimy zatem do zabawnego wydarzenia. Otóż na tej szafce, obok której chlipałem sobie w najlepsze, stała sobie w białym plastikowym kielichu paprotka. Bardzo stara już, była w moim pokoju od dawna. Czasem usychała, trzeba było przesadzać itd, w tamtym czasie jednak była ładnie wyrośnięta i bujna. Ja zajęty swoim "cierpieniem" i "niesprawiedliwością świata", nagle poczułem, że coś jest nie tak. Moje łzy nie kapały już tylko na brodę i dłonie ale również na takie miejsca, które wymagałyby od tych słonych kropel łamania praw fizyki. W tamtym momencie zląkłem się trochę, nie rozumiejąc o co chodzi, skąd ten nagły deszcz w pokoju. Spojrzałem w górę - nade mną zwieszały się liście paprotki, a z ich końcówek kapały krople wody. Roślina nie była mokra cała, ziemia też była sucha (nigdy nie dawaliśmy paprotce tyle wody ile naprawdę potrzebuje ta bagienna roślina). Po dłuższych oględzinach (już całkiem zapomniałem o płaczu, zaciekawiony) zauważyłem ponadto, że roślina "kapała" tylko z liści po tej stronie, po której jeszcze przed chwilą siedziałem. Dodam jeszcze, że niedługo potem ów deszcz ustał.
Zdaję sobie sprawę, że zjawisko to może mieć naturę całkiem zwyczajną, słyszałem, że rośliny czasem wydalają nadmiar wody właśnie w ten sposób. Z drugiej strony jednak marnie podlewana PAPROTKA cierpiąca na nadmiar wody? Gdzieś kiedyś czytałem o badaniach, w których udowodniono m.in. że rośliny "czują" ból i potrafią się bać. Nie wiem jak jest w tym przypadku. W każdym razie był to co najmniej interesujący zbieg okoliczności.
"What is mind? Doesn't matter! What is matter? Nevermind!" - Homer Simpson
Paprotka niekoniecznie musiała byc obficie podlewana. Roślinom zdarza się (kiedyś mi tak aloes zrobił), że pomimo suchości w doniczce wydzielaja soki poprzez liście. Ma to nie tylko związek z wydzielaniem wody ale także z pyleniem i "okresem rozrodczym" roślin. Moim zdaniem zjawisko jest całkiem naturalne, tylko może paprotka sobie moment wybrała taki, że akurat jej "zachcianka" zbiegła się z Twoim złym nastrojem i tak to odebrałeś. Myślę, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, choź historia, nie przeczę, ciekawa
"Nie mógłbyś chociaż raz...tak po prostu, żeby zobaczyć jak to jest...przyjąć najprostsze i najbardziej logiczne rozwiązanie, zamiast od razu myśleć o UFO, Wielkich Stopach i innych takich...?"
DanaS, aloes to nie paprotka paprotki tak nie robiÄ…, to nie w ich stylu bardzo ciekawe, stribog, jak znajdziesz cos interesujacego to podziel siÄ™ prosze
Ciekawy temat... hmm... nie wpadł ktoś może na jakieś podobne informacje ?
Strona 1 z 1
[ 6 posty(ów) ]
Wyślij odpowiedź
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości
Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum Nie możesz edytować swoich postów na tym forum Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum